I Stonoga! (2)

Tasiemce w trakcie realizacji.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

Re: Stonoga Alpusiofila! (2) Uwaga, kolejność ustalana na SB

Postprzez Puchacz » 21 lis 2009, 23:52

Chmury otuliły Hogwart, w którym życie toczyło się swoim nieprzeciętnym rytmem. Rury w toalecie męskiej części dormitorium Gryffindoru zdawały się być bardzo głośne tego ranka.
Krwawy Baron zaś, wisząc naprzeciw drzwi łazienki swojej ukochanej, prezentował minę z popularnego magazynu dla duchów, pod tytułem "najlepszy wytrzeszcz miesiąca". Gdyby tylko wiedział, co Harry Potter, którego ukrył w rurze odpływowej, robi z jego kobietą... ale nie wiedział.
***
Severus Snape, Naczelny Postrach Hogwartu, Pierwszy Wśród Ślizgonów etc. etc. zastanawiał się właśnie, za jakie grzechy pokutuje, że musi słuchać TAKICH rzeczy z ust (tudzież umysłów) Puchonek (które, swoją drogą, całkiem nieźle całują, o ile wyrwą się już z bezbrzeżnego zdumienia). Odwrócił się z gracją, łopocząc swą najczarniejszą z czarnych peleryn, jaką widział świat magiczny, choć tak naprawdę dziewczę mentalnie już dawno ją z niego ściągnęło. Odejście wydawało się najlepszym pomysłem, chociaż nie wiedział, czy wyszło tak efektownie jak sądził - myśli Puchonki skierowały się bowiem ku jego zgrabnym pośladkom, co mogło rozpraszać lekko jego uwagę.
Severus pomyślał, że musi ułożyć jakiś plan działania, nie może, przecież, zrobić czegoś gryfońskiego czy wręcz puchońskiego. Jego ślizgońska natura odezwała się, próbując ratować dumę ostatniego członka rodu Snape'ów.
"Severusie, czy dasz się tak haniebnie brukać temu puchońskiemu podlotkowi?" - zrugał go wewnętrzny głos, łudząco podobny do dziadka Rainferna.
-Profesorze Snape... mam dla pana zielone stringi - zawołała histerycznie Puchonka, widząc jak jej sexowne marzenie oddala się coraz dalej i chociaż za oglądanie jego poruszających się w rytm kroków pośladków oddała by połowę swojej duszy, całą duszę oddała by za to, aby z nią został.
Severus stanął jak wryty, po czym spojrzał na dziewczynę wygłodzonym, obłąkańczym wzrokiem.
"To całkowicie zmienia postać rzeczy" - odpowiedział dziadkowi, znów łopocząc swoją peleryną w półobrocie.
- Stringi, powiadasz? - wymruczał ponętnym głosem, powodując dreszcze na całym ciele Puchonki.
- Tak, ale nic za darmo! - prawie krzyknęła, drżąc z przerażenia i podniecenia jednocześnie.
- Ughr - Snape zmiął w ustach przekleństwo (czego to nie robi się dla bielizny w wersji lux) i odezwał się tak przesiąkniętym erotyzmem głosem, że zadrżały nawet stojące nieopodal zbroje.
- Czy brak szlabanu uznasz za wystarczającą nagrodę?
- To będzie raczej kara! - przeraziła się dziewczyna.
Severus podwinął górną wargę i obnażył pożółkłe zęby w grymasie, który miał imitować uśmiech, i podszedł do dziewczyny z dziwnym błyskiem w oku.
- Dziś wieczorem szlaban ma Potter, więc... - z zaniepokojeniem obserwował zazdrość i złość pojawiającą się na twarzy uczennicy. - Możesz także przyjść, odwdzięczyć się mu za to, że nie możemy być razem, sam na sam... - Użył swojego najbardziej niewinnego głosu, na jaki było go stać.
- Dobrze, dostarczę je... jeśli mi pan pokaże, jak pan je - pierwszy raz w życiu się zarumieniła - używa.
"Już ja ci pokażę!" - pomyślał, wyobrażając sobie Puchonkę z powielonymi (bo szkoda mu byłoby tych prawdziwych), zielonymi stringami w... nosie.
- W porządku pokażę ci... - powiedział, głosem tak miłym i spokojnym, że każda choć trochę inteligentna istota żywa, zaczęła by przygotowywać w myślach dziesięć różnych sposobów ucieczki.
W oczach Puchonki pojawiły się łzy szczęścia, a jej buzia promieniała takim blaskiem, że na moment oślepiła Snape'a. Skąd mogła wiedzieć, że zielone stringi są składnikiem Eliksiru Bardzo Miłych Snów...
***
W zupełnie innej części zamku Harry Potter spędzał całkiem pouczające popołudnie (jedynym minusem było pole manewru, ograniczone do średnicy kolanka w rurze odpływowej wanny gryfońskiego dormitorium chłopców). Jęcząca Marta, dzielnie towarzysząc Złotemu Chłopcu, z rosnącą fascynacją obserwowała rękę Harry'ego odzianą w czerwoną, gumową rękawiczkę.
Już miała zapytać, co tak właściwie robi, kiedy wystraszył ją głośny trzask.
- Co tu się dzieje, na Wężolubnego Salazara?
W chwilę później kolejny, równie głośny i przerażający trzask wystraszył również bardzo zajętego Harry'ego.
- Harry Potter, sir, Zgredek przybył na ratunek!
Bardzo rozentuzjazmowany skrzat domowy próbował spuścić się w toalecie, ażeby drogą wodno-kanalizacyjną dotrzeć do swojego, skądinąd nie potrzebującego żadnej pomocy, zielonookiego bohatera.
- To niesprawiedliwe, wszyscy chcą mnie zabić - jęknął zrezygnowany.
- Zgredek nie chce zabijać chce ratować, bo gdy Zgredek uratuje po raz trzynasty Harrego Pottera, to Harry Potter będzie musiał zostać narzeczonym Zgredka! - zawołał zachwycony, wpatrując się w Gryfona z zachwytem.
Harry miał szczerą nadzieję, że to sen, a raczej koszmar senny.
- Och, idziemy stąd - powiedziała Marta i uderzyła go lekko w ramię - musimy znaleźć miejsce, gdzie będziesz mnie spokojnie uczył seksu.
- S-seksu?! - zająkał się, a następnie dodał, przystając: - Myślałem, że chcesz się nauczyć polerowania różdżek!
- Ach, więc tak to się teraz nazywa - westchnęła Marta - za moich czasów mówiono o... dojeniu węży - szepnęła i zachichotała głupiutko.
Zrezygnowany Harry już miał powlec się za Martą, kiedy z prawdziwą ulgą przypomniał sobie o wieczornym szlabanie u Snape'a. Kolejny raz w życiu zrobił coś iście ślizgońskiego: kiedy duch tylko wszedł w zakręt kanalizacyjny - dał nogę, nic jej o tym nie mówiąc.
***
Severus spoglądał na dwójkę uczniów - seksualnie niezaspokojoną Puchonkę i Złotego Chłopca; trudno powiedzieć, co wyrażała jego twarz. Co chwilę zerkał nieprzeniknionym wzrokiem na dziewczynę, jakby próbował zrozumieć, co chodzi jej po głowie - czyżby się nią zainteresował? Profesor uśmiechnął się perfidnie, biorąc do ręki swoje wielkie pióro i wolnym krokiem podszedł do uczniów. Duże oczy Puchonki wpatrywały się w niego z ekscytacją, natomiast te w kolorze szmaragdów z lekkim niepokojem.
- Ty, Potter - wycelował oskarżycielsko pióro w chłopca - posprzątasz wszystkie łazienki Ślizgonów, a pani zostanie ze mną - powiedział ostro, czuł podniecenie na myśl o tym, co za chwilę dostanie na własność. I wcale nie miał na myśli dziewictwa zapatrzonej w niego uczennicy.
- Nie wiem, gdzie są łazienki Ślizgonów... w ogóle nie wiem, gdzie jest wejście do ich pokoju wspólnego i hasła nie znam - skłamał szybko Harry.
- Sprawdzimy to przy pomocy legilimencji, czy może woli pan uprzejmie zapytać spotkanego na korytarzu Ślizgona, panie Potter? - zapytał profesor, wściekły, że wyrwano go z tego radosnego stanu.
- To pierwsze - powiedział Potter, ponieważ był masochistą.
Severus Snape uśmiechnął się ironicznie, chcąc zyskać kilka chwil na wymyślenie czegoś innego, co pozwoliłoby mu wrócić do Puchonki i swojej zielonej obsesji.
- Może jednak użyjemy serum prawdy i przy okazji dowiemy się innych ciekawych rzeczy...
Harry zastanowił się i chciał powiedzieć, że owszem, może wypić Veritaserum, gdyż (jak wiadomo) życie mu nie było miłe. Jednak przeszkodziła mu w tym Puchonka, niecierpliwie kopiąc go w kostkę; chciała, żeby wreszcie wyszedł i nie przeszkadzał jej w uwodzeniu profesora. Rzucił jej domyślne spojrzenie, i szybkim ruchem, tak by Snape nie zauwazył wsunął jej do dłoni pewien eliksir, który otrzymał ostatnio od bliźniaków - wiedział że jej z pewnością bardziej się przyda.
- T-to ja może jednak za-zapytam kogoś n-na korytarzu? - wyjąkał niepewnie Harry; wolał nie narażać się tej mściwej Puchonce, znała ona bowiem jego mroczny sekret. A poza tym pomyślał, że może wykorzystać ten szlaban i przypadkowo zasnąć w łóżku Marcusa, takie rzeczy się przecież zdarzają. Żałował jedynie że nie będzie mógł zobaczyć jak dziewczyna TEGO używa - oh, oddałby wiele by móc ujrzeć minę Mistrza Eliksirów, gdy ten zrozumie że znalazł się w pułapce absolutnie bez wyjścia.
- Skoro zostaliśmy już sami, profesorze, może zajmiemy się wreszcie tym, po co tu przyszłam? - uwodzicielsko zapytała dziewczyna, gdy za Potterem zamknęły się drzwi. Zamrugała zalotnie powiekami, i patrząc w oczy swojego wymarzonego kochanka, powoli zaczęła rozpinać swoją szatę wierzchnią- a to co się znajdowało pod spodem, sprawiło, że Snape, planujący zakończyć szybko ową farsę, zamarł zaskoczony.
***
W nieużywanej łazience dziewcząt Jęcząca Marta po raz kolejny (ku rozpaczy woźnego) rozlewała hektolitry wody po całej zabrudzonej posadzce. Harry Potter znów zniknął, a przecież jej noc poślubna zbliżała się z każdą chwilą coraz bardziej.
- A ja nawet nie jestem jeszcze pewna, kto będzie drugim świadkiem - westchnęła dramatycznie i zanurkowała w swoim prywatnym, kanalizacyjnym aquaparku; skąd mogła wiedzieć, że pewien przystojny duch będzie jej szukał? Krwawy Baron zaś, podjął męską decyzję: postanowił sam wytłumaczyć Marcie wszystkie te ciałoplaznatyczne sprawy, niestety nie mógł nigdzie znaleźć swojej ukochanej.
- Czy widziałeś moją lubą Martę? - zapytał swojego przyjaciela Ducha Beznogi.
- A kimże jestem, by na kobiece kształty wzrok swój obracać? - wyszeptał, smętnie-namiętnie, wlepiając rozognione spojrzenie w tego, który nigdy nie dostrzegał jego storge, jego eros... jego wielkiej niespełnionej miłości - i żenił się, deptając wszystkie jego pragnienia. Oto w jego młodzieńczym sercu wykwitła, jak kwiat paproci, nadzieja, że nie wszystko stracone, bo przecież ślub dopiero za tydzień, a przez siedem dni... wszystko się może zdarzyć.
Zrezygnowany Krwawy Baron widząc zamyślenie przyjaciela postanowił poszukać osoby, o której jego ukochana często wspominała - Harry'ego Pottera.
***
Wspomniany Gryfon rozmawiał ze swoim chłopakiem w ciemnych kątach łazienek Ślizgonów.
- Marcusie, mój drogi, przecież ci obiecałem, że jako pierwszy wypróbujesz nową partię stringów, a ja zawsze dotrzymuję obietnic... - wyszeptał Harry. - A te są wyjątkowe, gdy zbliża sie ktoś, kto cię lubi włączają się wibracje - uśmiechnął się zalotnie.
- Może więc pokażesz mi, jak działają? - zapytał Ślizgon, ściągając szatę przez głowę.
- Ale one jeszcze nie są zupełnie gotowe, gdy zbliża się twój wróg to uruchamiają zaklęcie... drętwotę od pasa w dół - powiedział zaczerwieniony.
- Ależ Harry, czy widzisz gdzieś tu jakiegoś swojego lub mojego wroga? - ślizgon uśmiechnął się namiętnie.
- Oczywiście, że nie, tylko... Seksisnejp...eee...Snape może tu wpaść w każdej chwili - westchnął, po czym dodał: - A zresztą, zakładaj!
***
- Och, więc pokaż, jak je używasz! - wykrzyknęła podniecona Puchonka.
- Nie tak prędko, moja droga, najpierw musimy sprawdzić, czy się nadają - szepnął teatralnie Mistrz Eliksirów.
Niemal aż nadto finezyjnym ruchem wyjął różdżkę z rękawa, i podszedł do drzwi. Kątem oka zauważył poruszenie w pokoju - postanowił jednak nie zwracać na to uwagi.
- Połóż to na biurku - powiedział, zgrabnym ruchem różdżki zamykając drzwi i wyciszając salę.
Podekscytowana Puchonka podeszła do biurka na drżących nogach, po czym wyjęła z wewnętrznej kieszeni szaty mały, zielony kawałek materiału. Severus musiał użyć całej siły woli, by nie rzucić się w kierunku upragnionej rzeczy. Nagle coś zauważył... to nie były oryginalne zielone stringi, to nie te, które chciał!
- To nie są oryginalne stringi, co to ma znaczyć? - krzyknął gniewnie, mając nadzieję, że przestraszy dziewczynę, na co ona odpowiedziała, uśmiechając się złośliwie.
- Oczywiście, że nie - zachichotała, po czym dodała jeszcze: - Myślał pan, że mnie pan nabierze, panie Snape?
Spojrzała na profesora z triumfem, myśląc, że zobaczy w jego oczach kapitulację, jednak jego twarz nie wyrażała niczego.
- Obliviate - powiedział Snape pustym głosem, różdżka wskazywała na Puchonkę.
Dziewczyna krzyknęła, chcąc się uchylić, jednak zaklęcie dosięgnęło jej z nieubłaganą wręcz precyzją.
- C-co się dzieje, p-panie pro-profesorze, co ja tu robię? - zapytała niepewnie z zagubieniem, malującym się na pobladłej ze strachu twarzy.
Severus uśmiechnął się tak złośliwie i przerażająco, że biedna Puchonka zemdlała ze strachu. Nauczyciel wyminął ciało nieprzytomnej uczennicy, wziął garść proszku fiuu i wrzucił do kominka.
- Pomfrey, gdybyś mogła zjawić się w moim gabinecie... - przerwał, gdy usłyszał okropny krzyk Krwawego Barona.
- Ależ Severusie, coś ty zrobił tej biednej dziewczynie; przy ostatniej obiecałeś mi, ze z tym skończysz! - wywrzaskiwał wstrząśnięty duch.
Severus spojrzał ponownie na Puchonkę, Pomfrey i znów na Krwawego Barona, po czym stwierdził, że w zamku dzieje sie coś naprawdę dziwnego.
- Wyjaśnisz mi zaraz, o co tutaj chodzi, Baronie; Pomfrey możesz zabrać stąd tę nieszczęsną dziewczynę? - starał się przywrócić swój świat do porządku Mistrz Eliksirów.
Baron go jednak nie słuchał, gdyż właśnie lewitował nad jego biurkiem i wpatrywał się w podrobione stringi.
- Ach, więc Pince wciąż podrabia wyroby Pottera... nic to - westchnął duch - muszę iść szukać tego Gyfona. Dawno temu gdy Harry Potter zaczynał swoją stringową historię, za pośrednictwem bliźniaków Weasley, zawarł on pewną szczególną umowę z Baronem, dotyczącą wychwytywania "podróbek".
***
- Harry, musisz mi powiedzieć- zaczął Ślizgon zakładając stringi - czy to prawda, co mówi Zgredek... jesteś w ciąży?
- Ja, nie, oczywiście że nie; nie żebym nie chciał, ale... ale uzdrowiciele powiedzieli, że jeszcze długie miesiące terapii, zanim - Harry, zaczął się plątać, czerwieniąc się to blednąc na przemian - ale bardzo chciałbym.
- Myślę, że już niedługo da się coś z tym zrobić - uśmiechnął się pocieszająco chłopak.
- Udało ci się wreszcie opracować dla nas ten eliksir? - ożywił się nagle Harry.
- Harry - powiedział cicho i groźnie Ślizgon - chyba mamy mały error...
- C-co, jaki error, chyba n-nie chcesz mi powiedzieć, że - niepewnie jąkał się zaniepokojnony Złoty Chłopiec.
- A jednak, właśnie to chcę powiedzieć! - wykrzyknął, unieruchomiony od pasa w dół, Marcus.
-Ale przecież zapewniałeś mnie, że udało ci się załatwić tak, by każdy uczeń który mógłby być przeciwny naszemu zwiążkowi, był tak zajęty dzisiejszego wieczora, że nie mógłby nam przeszkodzić - wykrzyknął Harry z przerażeniem, starając się ignorować myśl, że jeśli rzeczywiście to nie uczeń, to może to być jedynie... On.
***
Tajemniczy On szedł właśnie szybkim krokiem do gabinetu dyrektora, aby powiadomić go o informacjach jakie wpadły w jego brudne i wredne łapska. Jednak ponownie wpadła mu w ramiona roztrzęsiona Minerwa.
- Ach, Severusie, dobrze, że na siebie wpadliśmy, jesteś pilnie potrzebny w Skrzydle Szpitalnym, coś się stało panu Malfoyowi - informowała profesorka, ciągnąc go za rękę w kierunku schodów.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się, a serce podskoczyło mu do gardła.
- Co się stało? - zapytał, próbując pozbyć się dłoni kobiety na swojej ręce.
- Cały czas wymiotuje i narzeka na kręgosłup; wspominał coś o jakimś napoju Marcusa, chyba się nim zat... - nie dokończyła Minerwa; widziała już tylko oddalające się w zawrotnym tempie poły płaszcza.
Gdy Severus wpłynął do Skrzydła Szpitalnego, chorzy zamarli, a pielęgniarka przyjęła pozycję obronną.
-Panie Malfoy, proszę za mną, musimy porozmawiać - profesor, nie czekając aż chłopak wyczołga się z łóżka, chwycił go za ramię i pociągnął w stronę lochów.
- Draco, co ci strzeliło do głowy, żeby pić nieznany eliksir od Marcusa! - warknął na chłopaka zamykając za sobą drzwi do gabinetu.
- Przecież nie zrobiłem tego dobrowolnie - powiedział chłopak, ledwo miał siłę stać. Jego twarz nabrała niepokojąco zielonej barwy, a oddech nieznacznie przyspieszył.
- Miał motyw? - kontynuował, podając chłopcu szklankę z eliksirem i kubek z wodą.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga Alpusiofila! (2) Uwaga, kolejność ustalana na SB

Postprzez Iliana » 22 lis 2009, 13:28

Chmury otuliły Hogwart, w którym życie toczyło się swoim nieprzeciętnym rytmem. Rury w toalecie męskiej części dormitorium Gryffindoru zdawały się być bardzo głośne tego ranka.
Krwawy Baron zaś, wisząc naprzeciw drzwi łazienki swojej ukochanej, prezentował minę z popularnego magazynu dla duchów, pod tytułem "najlepszy wytrzeszcz miesiąca". Gdyby tylko wiedział, co Harry Potter, którego ukrył w rurze odpływowej, robi z jego kobietą... ale nie wiedział.
***
Severus Snape, Naczelny Postrach Hogwartu, Pierwszy Wśród Ślizgonów etc. etc. zastanawiał się właśnie, za jakie grzechy pokutuje, że musi słuchać TAKICH rzeczy z ust (tudzież umysłów) Puchonek (które, swoją drogą, całkiem nieźle całują, o ile wyrwą się już z bezbrzeżnego zdumienia). Odwrócił się z gracją, łopocząc swą najczarniejszą z czarnych peleryn, jaką widział świat magiczny, choć tak naprawdę dziewczę mentalnie już dawno ją z niego ściągnęło. Odejście wydawało się najlepszym pomysłem, chociaż nie wiedział, czy wyszło tak efektownie jak sądził - myśli Puchonki skierowały się bowiem ku jego zgrabnym pośladkom, co mogło rozpraszać lekko jego uwagę.
Severus pomyślał, że musi ułożyć jakiś plan działania, nie może, przecież, zrobić czegoś gryfońskiego czy wręcz puchońskiego. Jego ślizgońska natura odezwała się, próbując ratować dumę ostatniego członka rodu Snape'ów.
"Severusie, czy dasz się tak haniebnie brukać temu puchońskiemu podlotkowi?" - zrugał go wewnętrzny głos, łudząco podobny do dziadka Rainferna.
-Profesorze Snape... mam dla pana zielone stringi - zawołała histerycznie Puchonka, widząc jak jej sexowne marzenie oddala się coraz dalej i chociaż za oglądanie jego poruszających się w rytm kroków pośladków oddała by połowę swojej duszy, całą duszę oddała by za to, aby z nią został.
Severus stanął jak wryty, po czym spojrzał na dziewczynę wygłodzonym, obłąkańczym wzrokiem.
"To całkowicie zmienia postać rzeczy" - odpowiedział dziadkowi, znów łopocząc swoją peleryną w półobrocie.
- Stringi, powiadasz? - wymruczał ponętnym głosem, powodując dreszcze na całym ciele Puchonki.
- Tak, ale nic za darmo! - prawie krzyknęła, drżąc z przerażenia i podniecenia jednocześnie.
- Ughr - Snape zmiął w ustach przekleństwo (czego to nie robi się dla bielizny w wersji lux) i odezwał się tak przesiąkniętym erotyzmem głosem, że zadrżały nawet stojące nieopodal zbroje.
- Czy brak szlabanu uznasz za wystarczającą nagrodę?
- To będzie raczej kara! - przeraziła się dziewczyna.
Severus podwinął górną wargę i obnażył pożółkłe zęby w grymasie, który miał imitować uśmiech, i podszedł do dziewczyny z dziwnym błyskiem w oku.
- Dziś wieczorem szlaban ma Potter, więc... - z zaniepokojeniem obserwował zazdrość i złość pojawiającą się na twarzy uczennicy. - Możesz także przyjść, odwdzięczyć się mu za to, że nie możemy być razem, sam na sam... - Użył swojego najbardziej niewinnego głosu, na jaki było go stać.
- Dobrze, dostarczę je... jeśli mi pan pokaże, jak pan je - pierwszy raz w życiu się zarumieniła - używa.
"Już ja ci pokażę!" - pomyślał, wyobrażając sobie Puchonkę z powielonymi (bo szkoda mu byłoby tych prawdziwych), zielonymi stringami w... nosie.
- W porządku pokażę ci... - powiedział, głosem tak miłym i spokojnym, że każda choć trochę inteligentna istota żywa, zaczęła by przygotowywać w myślach dziesięć różnych sposobów ucieczki.
W oczach Puchonki pojawiły się łzy szczęścia, a jej buzia promieniała takim blaskiem, że na moment oślepiła Snape'a. Skąd mogła wiedzieć, że zielone stringi są składnikiem Eliksiru Bardzo Miłych Snów...
***
W zupełnie innej części zamku Harry Potter spędzał całkiem pouczające popołudnie (jedynym minusem było pole manewru, ograniczone do średnicy kolanka w rurze odpływowej wanny gryfońskiego dormitorium chłopców). Jęcząca Marta, dzielnie towarzysząc Złotemu Chłopcu, z rosnącą fascynacją obserwowała rękę Harry'ego odzianą w czerwoną, gumową rękawiczkę.
Już miała zapytać, co tak właściwie robi, kiedy wystraszył ją głośny trzask.
- Co tu się dzieje, na Wężolubnego Salazara?
W chwilę później kolejny, równie głośny i przerażający trzask wystraszył również bardzo zajętego Harry'ego.
- Harry Potter, sir, Zgredek przybył na ratunek!
Bardzo rozentuzjazmowany skrzat domowy próbował spuścić się w toalecie, ażeby drogą wodno-kanalizacyjną dotrzeć do swojego, skądinąd nie potrzebującego żadnej pomocy, zielonookiego bohatera.
- To niesprawiedliwe, wszyscy chcą mnie zabić - jęknął zrezygnowany.
- Zgredek nie chce zabijać chce ratować, bo gdy Zgredek uratuje po raz trzynasty Harrego Pottera, to Harry Potter będzie musiał zostać narzeczonym Zgredka! - zawołał zachwycony, wpatrując się w Gryfona z zachwytem.
Harry miał szczerą nadzieję, że to sen, a raczej koszmar senny.
- Och, idziemy stąd - powiedziała Marta i uderzyła go lekko w ramię - musimy znaleźć miejsce, gdzie będziesz mnie spokojnie uczył seksu.
- S-seksu?! - zająkał się, a następnie dodał, przystając: - Myślałem, że chcesz się nauczyć polerowania różdżek!
- Ach, więc tak to się teraz nazywa - westchnęła Marta - za moich czasów mówiono o... dojeniu węży - szepnęła i zachichotała głupiutko.
Zrezygnowany Harry już miał powlec się za Martą, kiedy z prawdziwą ulgą przypomniał sobie o wieczornym szlabanie u Snape'a. Kolejny raz w życiu zrobił coś iście ślizgońskiego: kiedy duch tylko wszedł w zakręt kanalizacyjny - dał nogę, nic jej o tym nie mówiąc.
***
Severus spoglądał na dwójkę uczniów - seksualnie niezaspokojoną Puchonkę i Złotego Chłopca; trudno powiedzieć, co wyrażała jego twarz. Co chwilę zerkał nieprzeniknionym wzrokiem na dziewczynę, jakby próbował zrozumieć, co chodzi jej po głowie - czyżby się nią zainteresował? Profesor uśmiechnął się perfidnie, biorąc do ręki swoje wielkie pióro i wolnym krokiem podszedł do uczniów. Duże oczy Puchonki wpatrywały się w niego z ekscytacją, natomiast te w kolorze szmaragdów z lekkim niepokojem.
- Ty, Potter - wycelował oskarżycielsko pióro w chłopca - posprzątasz wszystkie łazienki Ślizgonów, a pani zostanie ze mną - powiedział ostro, czuł podniecenie na myśl o tym, co za chwilę dostanie na własność. I wcale nie miał na myśli dziewictwa zapatrzonej w niego uczennicy.
- Nie wiem, gdzie są łazienki Ślizgonów... w ogóle nie wiem, gdzie jest wejście do ich pokoju wspólnego i hasła nie znam - skłamał szybko Harry.
- Sprawdzimy to przy pomocy legilimencji, czy może woli pan uprzejmie zapytać spotkanego na korytarzu Ślizgona, panie Potter? - zapytał profesor, wściekły, że wyrwano go z tego radosnego stanu.
- To pierwsze - powiedział Potter, ponieważ był masochistą.
Severus Snape uśmiechnął się ironicznie, chcąc zyskać kilka chwil na wymyślenie czegoś innego, co pozwoliłoby mu wrócić do Puchonki i swojej zielonej obsesji.
- Może jednak użyjemy serum prawdy i przy okazji dowiemy się innych ciekawych rzeczy...
Harry zastanowił się i chciał powiedzieć, że owszem, może wypić Veritaserum, gdyż (jak wiadomo) życie mu nie było miłe. Jednak przeszkodziła mu w tym Puchonka, niecierpliwie kopiąc go w kostkę; chciała, żeby wreszcie wyszedł i nie przeszkadzał jej w uwodzeniu profesora. Rzucił jej domyślne spojrzenie, i szybkim ruchem, tak by Snape nie zauwazył wsunął jej do dłoni pewien eliksir, który otrzymał ostatnio od bliźniaków - wiedział że jej z pewnością bardziej się przyda.
- T-to ja może jednak za-zapytam kogoś n-na korytarzu? - wyjąkał niepewnie Harry; wolał nie narażać się tej mściwej Puchonce, znała ona bowiem jego mroczny sekret. A poza tym pomyślał, że może wykorzystać ten szlaban i przypadkowo zasnąć w łóżku Marcusa, takie rzeczy się przecież zdarzają. Żałował jedynie że nie będzie mógł zobaczyć jak dziewczyna TEGO używa - oh, oddałby wiele by móc ujrzeć minę Mistrza Eliksirów, gdy ten zrozumie że znalazł się w pułapce absolutnie bez wyjścia.
- Skoro zostaliśmy już sami, profesorze, może zajmiemy się wreszcie tym, po co tu przyszłam? - uwodzicielsko zapytała dziewczyna, gdy za Potterem zamknęły się drzwi. Zamrugała zalotnie powiekami, i patrząc w oczy swojego wymarzonego kochanka, powoli zaczęła rozpinać swoją szatę wierzchnią- a to co się znajdowało pod spodem, sprawiło, że Snape, planujący zakończyć szybko ową farsę, zamarł zaskoczony.
***
W nieużywanej łazience dziewcząt Jęcząca Marta po raz kolejny (ku rozpaczy woźnego) rozlewała hektolitry wody po całej zabrudzonej posadzce. Harry Potter znów zniknął, a przecież jej noc poślubna zbliżała się z każdą chwilą coraz bardziej.
- A ja nawet nie jestem jeszcze pewna, kto będzie drugim świadkiem - westchnęła dramatycznie i zanurkowała w swoim prywatnym, kanalizacyjnym aquaparku; skąd mogła wiedzieć, że pewien przystojny duch będzie jej szukał? Krwawy Baron zaś, podjął męską decyzję: postanowił sam wytłumaczyć Marcie wszystkie te ciałoplaznatyczne sprawy, niestety nie mógł nigdzie znaleźć swojej ukochanej.
- Czy widziałeś moją lubą Martę? - zapytał swojego przyjaciela Ducha Beznogi.
- A kimże jestem, by na kobiece kształty wzrok swój obracać? - wyszeptał, smętnie-namiętnie, wlepiając rozognione spojrzenie w tego, który nigdy nie dostrzegał jego storge, jego eros... jego wielkiej niespełnionej miłości - i żenił się, deptając wszystkie jego pragnienia. Oto w jego młodzieńczym sercu wykwitła, jak kwiat paproci, nadzieja, że nie wszystko stracone, bo przecież ślub dopiero za tydzień, a przez siedem dni... wszystko się może zdarzyć.
Zrezygnowany Krwawy Baron widząc zamyślenie przyjaciela postanowił poszukać osoby, o której jego ukochana często wspominała - Harry'ego Pottera.
***
Wspomniany Gryfon rozmawiał ze swoim chłopakiem w ciemnych kątach łazienek Ślizgonów.
- Marcusie, mój drogi, przecież ci obiecałem, że jako pierwszy wypróbujesz nową partię stringów, a ja zawsze dotrzymuję obietnic... - wyszeptał Harry. - A te są wyjątkowe, gdy zbliża sie ktoś, kto cię lubi włączają się wibracje - uśmiechnął się zalotnie.
- Może więc pokażesz mi, jak działają? - zapytał Ślizgon, ściągając szatę przez głowę.
- Ale one jeszcze nie są zupełnie gotowe, gdy zbliża się twój wróg to uruchamiają zaklęcie... drętwotę od pasa w dół - powiedział zaczerwieniony.
- Ależ Harry, czy widzisz gdzieś tu jakiegoś swojego lub mojego wroga? - ślizgon uśmiechnął się namiętnie.
- Oczywiście, że nie, tylko... Seksisnejp...eee...Snape może tu wpaść w każdej chwili - westchnął, po czym dodał: - A zresztą, zakładaj!
***
- Och, więc pokaż, jak je używasz! - wykrzyknęła podniecona Puchonka.
- Nie tak prędko, moja droga, najpierw musimy sprawdzić, czy się nadają - szepnął teatralnie Mistrz Eliksirów.
Niemal aż nadto finezyjnym ruchem wyjął różdżkę z rękawa, i podszedł do drzwi. Kątem oka zauważył poruszenie w pokoju - postanowił jednak nie zwracać na to uwagi.
- Połóż to na biurku - powiedział, zgrabnym ruchem różdżki zamykając drzwi i wyciszając salę.
Podekscytowana Puchonka podeszła do biurka na drżących nogach, po czym wyjęła z wewnętrznej kieszeni szaty mały, zielony kawałek materiału. Severus musiał użyć całej siły woli, by nie rzucić się w kierunku upragnionej rzeczy. Nagle coś zauważył... to nie były oryginalne zielone stringi, to nie te, które chciał!
- To nie są oryginalne stringi, co to ma znaczyć? - krzyknął gniewnie, mając nadzieję, że przestraszy dziewczynę, na co ona odpowiedziała, uśmiechając się złośliwie.
- Oczywiście, że nie - zachichotała, po czym dodała jeszcze: - Myślał pan, że mnie pan nabierze, panie Snape?
Spojrzała na profesora z triumfem, myśląc, że zobaczy w jego oczach kapitulację, jednak jego twarz nie wyrażała niczego.
- Obliviate - powiedział Snape pustym głosem, różdżka wskazywała na Puchonkę.
Dziewczyna krzyknęła, chcąc się uchylić, jednak zaklęcie dosięgnęło jej z nieubłaganą wręcz precyzją.
- C-co się dzieje, p-panie pro-profesorze, co ja tu robię? - zapytała niepewnie z zagubieniem, malującym się na pobladłej ze strachu twarzy.
Severus uśmiechnął się tak złośliwie i przerażająco, że biedna Puchonka zemdlała ze strachu. Nauczyciel wyminął ciało nieprzytomnej uczennicy, wziął garść proszku fiuu i wrzucił do kominka.
- Pomfrey, gdybyś mogła zjawić się w moim gabinecie... - przerwał, gdy usłyszał okropny krzyk Krwawego Barona.
- Ależ Severusie, coś ty zrobił tej biednej dziewczynie; przy ostatniej obiecałeś mi, ze z tym skończysz! - wywrzaskiwał wstrząśnięty duch.
Severus spojrzał ponownie na Puchonkę, Pomfrey i znów na Krwawego Barona, po czym stwierdził, że w zamku dzieje sie coś naprawdę dziwnego.
- Wyjaśnisz mi zaraz, o co tutaj chodzi, Baronie; Pomfrey możesz zabrać stąd tę nieszczęsną dziewczynę? - starał się przywrócić swój świat do porządku Mistrz Eliksirów.
Baron go jednak nie słuchał, gdyż właśnie lewitował nad jego biurkiem i wpatrywał się w podrobione stringi.
- Ach, więc Pince wciąż podrabia wyroby Pottera... nic to - westchnął duch - muszę iść szukać tego Gyfona. Dawno temu gdy Harry Potter zaczynał swoją stringową historię, za pośrednictwem bliźniaków Weasley, zawarł on pewną szczególną umowę z Baronem, dotyczącą wychwytywania "podróbek".
***
- Harry, musisz mi powiedzieć- zaczął Ślizgon zakładając stringi - czy to prawda, co mówi Zgredek... jesteś w ciąży?
- Ja, nie, oczywiście że nie; nie żebym nie chciał, ale... ale uzdrowiciele powiedzieli, że jeszcze długie miesiące terapii, zanim - Harry, zaczął się plątać, czerwieniąc się to blednąc na przemian - ale bardzo chciałbym.
- Myślę, że już niedługo da się coś z tym zrobić - uśmiechnął się pocieszająco chłopak.
- Udało ci się wreszcie opracować dla nas ten eliksir? - ożywił się nagle Harry.
- Harry - powiedział cicho i groźnie Ślizgon - chyba mamy mały error...
- C-co, jaki error, chyba n-nie chcesz mi powiedzieć, że - niepewnie jąkał się zaniepokojnony Złoty Chłopiec.
- A jednak, właśnie to chcę powiedzieć! - wykrzyknął, unieruchomiony od pasa w dół, Marcus.
-Ale przecież zapewniałeś mnie, że udało ci się załatwić tak, by każdy uczeń który mógłby być przeciwny naszemu zwiążkowi, był tak zajęty dzisiejszego wieczora, że nie mógłby nam przeszkodzić - wykrzyknął Harry z przerażeniem, starając się ignorować myśl, że jeśli rzeczywiście to nie uczeń, to może to być jedynie... On.
***
Tajemniczy On szedł właśnie szybkim krokiem do gabinetu dyrektora, aby powiadomić go o informacjach jakie wpadły w jego brudne i wredne łapska. Jednak ponownie wpadła mu w ramiona roztrzęsiona Minerwa.
- Ach, Severusie, dobrze, że na siebie wpadliśmy, jesteś pilnie potrzebny w Skrzydle Szpitalnym, coś się stało panu Malfoyowi - informowała profesorka, ciągnąc go za rękę w kierunku schodów.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się, a serce podskoczyło mu do gardła.
- Co się stało? - zapytał, próbując pozbyć się dłoni kobiety na swojej ręce.
- Cały czas wymiotuje i narzeka na kręgosłup; wspominał coś o jakimś napoju Marcusa, chyba się nim zat... - nie dokończyła Minerwa; widziała już tylko oddalające się w zawrotnym tempie poły płaszcza.
Gdy Severus wpłynął do Skrzydła Szpitalnego, chorzy zamarli, a pielęgniarka przyjęła pozycję obronną.
-Panie Malfoy, proszę za mną, musimy porozmawiać - profesor, nie czekając aż chłopak wyczołga się z łóżka, chwycił go za ramię i pociągnął w stronę lochów.
- Draco, co ci strzeliło do głowy, żeby pić nieznany eliksir od Marcusa! - warknął na chłopaka zamykając za sobą drzwi do gabinetu.
- Przecież nie zrobiłem tego dobrowolnie - powiedział chłopak, ledwo miał siłę stać. Jego twarz nabrała niepokojąco zielonej barwy, a oddech nieznacznie przyspieszył.
- Miał motyw? - kontynuował, podając chłopcu szklankę z eliksirem i kubek z wodą.
Blondyn przełknął lekarstwo, krzywiąc się od cierpkiego smaku.
Obrazek
Avatar użytkownika
Iliana
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 219
Dołączył(a): 22 sie 2009, 23:20

Re: Stonoga Alpusiofila! (2) Uwaga, kolejność ustalana na SB

Postprzez Morwena » 22 lis 2009, 18:00

Chmury otuliły Hogwart, w którym życie toczyło się swoim nieprzeciętnym rytmem. Rury w toalecie męskiej części dormitorium Gryffindoru zdawały się być bardzo głośne tego ranka.
Krwawy Baron zaś, wisząc naprzeciw drzwi łazienki swojej ukochanej, prezentował minę z popularnego magazynu dla duchów, pod tytułem "najlepszy wytrzeszcz miesiąca". Gdyby tylko wiedział, co Harry Potter, którego ukrył w rurze odpływowej, robi z jego kobietą... ale nie wiedział.
***
Severus Snape, Naczelny Postrach Hogwartu, Pierwszy Wśród Ślizgonów etc. etc. zastanawiał się właśnie, za jakie grzechy pokutuje, że musi słuchać TAKICH rzeczy z ust (tudzież umysłów) Puchonek (które, swoją drogą, całkiem nieźle całują, o ile wyrwą się już z bezbrzeżnego zdumienia). Odwrócił się z gracją, łopocząc swą najczarniejszą z czarnych peleryn, jaką widział świat magiczny, choć tak naprawdę dziewczę mentalnie już dawno ją z niego ściągnęło. Odejście wydawało się najlepszym pomysłem, chociaż nie wiedział, czy wyszło tak efektownie jak sądził - myśli Puchonki skierowały się bowiem ku jego zgrabnym pośladkom, co mogło rozpraszać lekko jego uwagę.
Severus pomyślał, że musi ułożyć jakiś plan działania, nie może, przecież, zrobić czegoś gryfońskiego czy wręcz puchońskiego. Jego ślizgońska natura odezwała się, próbując ratować dumę ostatniego członka rodu Snape'ów.
"Severusie, czy dasz się tak haniebnie brukać temu puchońskiemu podlotkowi?" - zrugał go wewnętrzny głos, łudząco podobny do dziadka Rainferna.
-Profesorze Snape... mam dla pana zielone stringi - zawołała histerycznie Puchonka, widząc jak jej sexowne marzenie oddala się coraz dalej i chociaż za oglądanie jego poruszających się w rytm kroków pośladków oddała by połowę swojej duszy, całą duszę oddała by za to, aby z nią został.
Severus stanął jak wryty, po czym spojrzał na dziewczynę wygłodzonym, obłąkańczym wzrokiem.
"To całkowicie zmienia postać rzeczy" - odpowiedział dziadkowi, znów łopocząc swoją peleryną w półobrocie.
- Stringi, powiadasz? - wymruczał ponętnym głosem, powodując dreszcze na całym ciele Puchonki.
- Tak, ale nic za darmo! - prawie krzyknęła, drżąc z przerażenia i podniecenia jednocześnie.
- Ughr - Snape zmiął w ustach przekleństwo (czego to nie robi się dla bielizny w wersji lux) i odezwał się tak przesiąkniętym erotyzmem głosem, że zadrżały nawet stojące nieopodal zbroje.
- Czy brak szlabanu uznasz za wystarczającą nagrodę?
- To będzie raczej kara! - przeraziła się dziewczyna.
Severus podwinął górną wargę i obnażył pożółkłe zęby w grymasie, który miał imitować uśmiech, i podszedł do dziewczyny z dziwnym błyskiem w oku.
- Dziś wieczorem szlaban ma Potter, więc... - z zaniepokojeniem obserwował zazdrość i złość pojawiającą się na twarzy uczennicy. - Możesz także przyjść, odwdzięczyć się mu za to, że nie możemy być razem, sam na sam... - Użył swojego najbardziej niewinnego głosu, na jaki było go stać.
- Dobrze, dostarczę je... jeśli mi pan pokaże, jak pan je - pierwszy raz w życiu się zarumieniła - używa.
"Już ja ci pokażę!" - pomyślał, wyobrażając sobie Puchonkę z powielonymi (bo szkoda mu byłoby tych prawdziwych), zielonymi stringami w... nosie.
- W porządku pokażę ci... - powiedział, głosem tak miłym i spokojnym, że każda choć trochę inteligentna istota żywa, zaczęła by przygotowywać w myślach dziesięć różnych sposobów ucieczki.
W oczach Puchonki pojawiły się łzy szczęścia, a jej buzia promieniała takim blaskiem, że na moment oślepiła Snape'a. Skąd mogła wiedzieć, że zielone stringi są składnikiem Eliksiru Bardzo Miłych Snów...
***
W zupełnie innej części zamku Harry Potter spędzał całkiem pouczające popołudnie (jedynym minusem było pole manewru, ograniczone do średnicy kolanka w rurze odpływowej wanny gryfońskiego dormitorium chłopców). Jęcząca Marta, dzielnie towarzysząc Złotemu Chłopcu, z rosnącą fascynacją obserwowała rękę Harry'ego odzianą w czerwoną, gumową rękawiczkę.
Już miała zapytać, co tak właściwie robi, kiedy wystraszył ją głośny trzask.
- Co tu się dzieje, na Wężolubnego Salazara?
W chwilę później kolejny, równie głośny i przerażający trzask wystraszył również bardzo zajętego Harry'ego.
- Harry Potter, sir, Zgredek przybył na ratunek!
Bardzo rozentuzjazmowany skrzat domowy próbował spuścić się w toalecie, ażeby drogą wodno-kanalizacyjną dotrzeć do swojego, skądinąd nie potrzebującego żadnej pomocy, zielonookiego bohatera.
- To niesprawiedliwe, wszyscy chcą mnie zabić - jęknął zrezygnowany.
- Zgredek nie chce zabijać chce ratować, bo gdy Zgredek uratuje po raz trzynasty Harrego Pottera, to Harry Potter będzie musiał zostać narzeczonym Zgredka! - zawołał zachwycony, wpatrując się w Gryfona z zachwytem.
Harry miał szczerą nadzieję, że to sen, a raczej koszmar senny.
- Och, idziemy stąd - powiedziała Marta i uderzyła go lekko w ramię - musimy znaleźć miejsce, gdzie będziesz mnie spokojnie uczył seksu.
- S-seksu?! - zająkał się, a następnie dodał, przystając: - Myślałem, że chcesz się nauczyć polerowania różdżek!
- Ach, więc tak to się teraz nazywa - westchnęła Marta - za moich czasów mówiono o... dojeniu węży - szepnęła i zachichotała głupiutko.
Zrezygnowany Harry już miał powlec się za Martą, kiedy z prawdziwą ulgą przypomniał sobie o wieczornym szlabanie u Snape'a. Kolejny raz w życiu zrobił coś iście ślizgońskiego: kiedy duch tylko wszedł w zakręt kanalizacyjny - dał nogę, nic jej o tym nie mówiąc.
***
Severus spoglądał na dwójkę uczniów - seksualnie niezaspokojoną Puchonkę i Złotego Chłopca; trudno powiedzieć, co wyrażała jego twarz. Co chwilę zerkał nieprzeniknionym wzrokiem na dziewczynę, jakby próbował zrozumieć, co chodzi jej po głowie - czyżby się nią zainteresował? Profesor uśmiechnął się perfidnie, biorąc do ręki swoje wielkie pióro i wolnym krokiem podszedł do uczniów. Duże oczy Puchonki wpatrywały się w niego z ekscytacją, natomiast te w kolorze szmaragdów z lekkim niepokojem.
- Ty, Potter - wycelował oskarżycielsko pióro w chłopca - posprzątasz wszystkie łazienki Ślizgonów, a pani zostanie ze mną - powiedział ostro, czuł podniecenie na myśl o tym, co za chwilę dostanie na własność. I wcale nie miał na myśli dziewictwa zapatrzonej w niego uczennicy.
- Nie wiem, gdzie są łazienki Ślizgonów... w ogóle nie wiem, gdzie jest wejście do ich pokoju wspólnego i hasła nie znam - skłamał szybko Harry.
- Sprawdzimy to przy pomocy legilimencji, czy może woli pan uprzejmie zapytać spotkanego na korytarzu Ślizgona, panie Potter? - zapytał profesor, wściekły, że wyrwano go z tego radosnego stanu.
- To pierwsze - powiedział Potter, ponieważ był masochistą.
Severus Snape uśmiechnął się ironicznie, chcąc zyskać kilka chwil na wymyślenie czegoś innego, co pozwoliłoby mu wrócić do Puchonki i swojej zielonej obsesji.
- Może jednak użyjemy serum prawdy i przy okazji dowiemy się innych ciekawych rzeczy...
Harry zastanowił się i chciał powiedzieć, że owszem, może wypić Veritaserum, gdyż (jak wiadomo) życie mu nie było miłe. Jednak przeszkodziła mu w tym Puchonka, niecierpliwie kopiąc go w kostkę; chciała, żeby wreszcie wyszedł i nie przeszkadzał jej w uwodzeniu profesora. Rzucił jej domyślne spojrzenie, i szybkim ruchem, tak by Snape nie zauwazył wsunął jej do dłoni pewien eliksir, który otrzymał ostatnio od bliźniaków - wiedział że jej z pewnością bardziej się przyda.
- T-to ja może jednak za-zapytam kogoś n-na korytarzu? - wyjąkał niepewnie Harry; wolał nie narażać się tej mściwej Puchonce, znała ona bowiem jego mroczny sekret. A poza tym pomyślał, że może wykorzystać ten szlaban i przypadkowo zasnąć w łóżku Marcusa, takie rzeczy się przecież zdarzają. Żałował jedynie że nie będzie mógł zobaczyć jak dziewczyna TEGO używa - oh, oddałby wiele by móc ujrzeć minę Mistrza Eliksirów, gdy ten zrozumie że znalazł się w pułapce absolutnie bez wyjścia.
- Skoro zostaliśmy już sami, profesorze, może zajmiemy się wreszcie tym, po co tu przyszłam? - uwodzicielsko zapytała dziewczyna, gdy za Potterem zamknęły się drzwi. Zamrugała zalotnie powiekami, i patrząc w oczy swojego wymarzonego kochanka, powoli zaczęła rozpinać swoją szatę wierzchnią- a to co się znajdowało pod spodem, sprawiło, że Snape, planujący zakończyć szybko ową farsę, zamarł zaskoczony.
***
W nieużywanej łazience dziewcząt Jęcząca Marta po raz kolejny (ku rozpaczy woźnego) rozlewała hektolitry wody po całej zabrudzonej posadzce. Harry Potter znów zniknął, a przecież jej noc poślubna zbliżała się z każdą chwilą coraz bardziej.
- A ja nawet nie jestem jeszcze pewna, kto będzie drugim świadkiem - westchnęła dramatycznie i zanurkowała w swoim prywatnym, kanalizacyjnym aquaparku; skąd mogła wiedzieć, że pewien przystojny duch będzie jej szukał? Krwawy Baron zaś, podjął męską decyzję: postanowił sam wytłumaczyć Marcie wszystkie te ciałoplaznatyczne sprawy, niestety nie mógł nigdzie znaleźć swojej ukochanej.
- Czy widziałeś moją lubą Martę? - zapytał swojego przyjaciela Ducha Beznogi.
- A kimże jestem, by na kobiece kształty wzrok swój obracać? - wyszeptał, smętnie-namiętnie, wlepiając rozognione spojrzenie w tego, który nigdy nie dostrzegał jego storge, jego eros... jego wielkiej niespełnionej miłości - i żenił się, deptając wszystkie jego pragnienia. Oto w jego młodzieńczym sercu wykwitła, jak kwiat paproci, nadzieja, że nie wszystko stracone, bo przecież ślub dopiero za tydzień, a przez siedem dni... wszystko się może zdarzyć.
Zrezygnowany Krwawy Baron widząc zamyślenie przyjaciela postanowił poszukać osoby, o której jego ukochana często wspominała - Harry'ego Pottera.
***
Wspomniany Gryfon rozmawiał ze swoim chłopakiem w ciemnych kątach łazienek Ślizgonów.
- Marcusie, mój drogi, przecież ci obiecałem, że jako pierwszy wypróbujesz nową partię stringów, a ja zawsze dotrzymuję obietnic... - wyszeptał Harry. - A te są wyjątkowe, gdy zbliża sie ktoś, kto cię lubi włączają się wibracje - uśmiechnął się zalotnie.
- Może więc pokażesz mi, jak działają? - zapytał Ślizgon, ściągając szatę przez głowę.
- Ale one jeszcze nie są zupełnie gotowe, gdy zbliża się twój wróg to uruchamiają zaklęcie... drętwotę od pasa w dół - powiedział zaczerwieniony.
- Ależ Harry, czy widzisz gdzieś tu jakiegoś swojego lub mojego wroga? - ślizgon uśmiechnął się namiętnie.
- Oczywiście, że nie, tylko... Seksisnejp...eee...Snape może tu wpaść w każdej chwili - westchnął, po czym dodał: - A zresztą, zakładaj!
***
- Och, więc pokaż, jak je używasz! - wykrzyknęła podniecona Puchonka.
- Nie tak prędko, moja droga, najpierw musimy sprawdzić, czy się nadają - szepnął teatralnie Mistrz Eliksirów.
Niemal aż nadto finezyjnym ruchem wyjął różdżkę z rękawa, i podszedł do drzwi. Kątem oka zauważył poruszenie w pokoju - postanowił jednak nie zwracać na to uwagi.
- Połóż to na biurku - powiedział, zgrabnym ruchem różdżki zamykając drzwi i wyciszając salę.
Podekscytowana Puchonka podeszła do biurka na drżących nogach, po czym wyjęła z wewnętrznej kieszeni szaty mały, zielony kawałek materiału. Severus musiał użyć całej siły woli, by nie rzucić się w kierunku upragnionej rzeczy. Nagle coś zauważył... to nie były oryginalne zielone stringi, to nie te, które chciał!
- To nie są oryginalne stringi, co to ma znaczyć? - krzyknął gniewnie, mając nadzieję, że przestraszy dziewczynę, na co ona odpowiedziała, uśmiechając się złośliwie.
- Oczywiście, że nie - zachichotała, po czym dodała jeszcze: - Myślał pan, że mnie pan nabierze, panie Snape?
Spojrzała na profesora z triumfem, myśląc, że zobaczy w jego oczach kapitulację, jednak jego twarz nie wyrażała niczego.
- Obliviate - powiedział Snape pustym głosem, różdżka wskazywała na Puchonkę.
Dziewczyna krzyknęła, chcąc się uchylić, jednak zaklęcie dosięgnęło jej z nieubłaganą wręcz precyzją.
- C-co się dzieje, p-panie pro-profesorze, co ja tu robię? - zapytała niepewnie z zagubieniem, malującym się na pobladłej ze strachu twarzy.
Severus uśmiechnął się tak złośliwie i przerażająco, że biedna Puchonka zemdlała ze strachu. Nauczyciel wyminął ciało nieprzytomnej uczennicy, wziął garść proszku fiuu i wrzucił do kominka.
- Pomfrey, gdybyś mogła zjawić się w moim gabinecie... - przerwał, gdy usłyszał okropny krzyk Krwawego Barona.
- Ależ Severusie, coś ty zrobił tej biednej dziewczynie; przy ostatniej obiecałeś mi, ze z tym skończysz! - wywrzaskiwał wstrząśnięty duch.
Severus spojrzał ponownie na Puchonkę, Pomfrey i znów na Krwawego Barona, po czym stwierdził, że w zamku dzieje sie coś naprawdę dziwnego.
- Wyjaśnisz mi zaraz, o co tutaj chodzi, Baronie; Pomfrey możesz zabrać stąd tę nieszczęsną dziewczynę? - starał się przywrócić swój świat do porządku Mistrz Eliksirów.
Baron go jednak nie słuchał, gdyż właśnie lewitował nad jego biurkiem i wpatrywał się w podrobione stringi.
- Ach, więc Pince wciąż podrabia wyroby Pottera... nic to - westchnął duch - muszę iść szukać tego Gyfona. Dawno temu gdy Harry Potter zaczynał swoją stringową historię, za pośrednictwem bliźniaków Weasley, zawarł on pewną szczególną umowę z Baronem, dotyczącą wychwytywania "podróbek".
***
- Harry, musisz mi powiedzieć- zaczął Ślizgon zakładając stringi - czy to prawda, co mówi Zgredek... jesteś w ciąży?
- Ja, nie, oczywiście że nie; nie żebym nie chciał, ale... ale uzdrowiciele powiedzieli, że jeszcze długie miesiące terapii, zanim - Harry, zaczął się plątać, czerwieniąc się to blednąc na przemian - ale bardzo chciałbym.
- Myślę, że już niedługo da się coś z tym zrobić - uśmiechnął się pocieszająco chłopak.
- Udało ci się wreszcie opracować dla nas ten eliksir? - ożywił się nagle Harry.
- Harry - powiedział cicho i groźnie Ślizgon - chyba mamy mały error...
- C-co, jaki error, chyba n-nie chcesz mi powiedzieć, że - niepewnie jąkał się zaniepokojnony Złoty Chłopiec.
- A jednak, właśnie to chcę powiedzieć! - wykrzyknął, unieruchomiony od pasa w dół, Marcus.
-Ale przecież zapewniałeś mnie, że udało ci się załatwić tak, by każdy uczeń który mógłby być przeciwny naszemu zwiążkowi, był tak zajęty dzisiejszego wieczora, że nie mógłby nam przeszkodzić - wykrzyknął Harry z przerażeniem, starając się ignorować myśl, że jeśli rzeczywiście to nie uczeń, to może to być jedynie... On.
***
Tajemniczy On szedł właśnie szybkim krokiem do gabinetu dyrektora, aby powiadomić go o informacjach jakie wpadły w jego brudne i wredne łapska. Jednak ponownie wpadła mu w ramiona roztrzęsiona Minerwa.
- Ach, Severusie, dobrze, że na siebie wpadliśmy, jesteś pilnie potrzebny w Skrzydle Szpitalnym, coś się stało panu Malfoyowi - informowała profesorka, ciągnąc go za rękę w kierunku schodów.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się, a serce podskoczyło mu do gardła.
- Co się stało? - zapytał, próbując pozbyć się dłoni kobiety na swojej ręce.
- Cały czas wymiotuje i narzeka na kręgosłup; wspominał coś o jakimś napoju Marcusa, chyba się nim zat... - nie dokończyła Minerwa; widziała już tylko oddalające się w zawrotnym tempie poły płaszcza.
Gdy Severus wpłynął do Skrzydła Szpitalnego, chorzy zamarli, a pielęgniarka przyjęła pozycję obronną.
-Panie Malfoy, proszę za mną, musimy porozmawiać - profesor, nie czekając aż chłopak wyczołga się z łóżka, chwycił go za ramię i pociągnął w stronę lochów.
- Draco, co ci strzeliło do głowy, żeby pić nieznany eliksir od Marcusa! - warknął na chłopaka zamykając za sobą drzwi do gabinetu.
- Przecież nie zrobiłem tego dobrowolnie - powiedział chłopak, ledwo miał siłę stać. Jego twarz nabrała niepokojąco zielonej barwy, a oddech nieznacznie przyspieszył.
- Miał motyw? - kontynuował, podając chłopcu szklankę z eliksirem i kubek z wodą.
Blondyn przełknął lekarstwo, krzywiąc się od cierpkiego smaku.
-Bredził coś o spełnieniu męskich marzeń i aferze z Potterem... nie pamiętam dokładnie - byłem... było już późno - niemrawo tłumaczył Draco.

Rozdział trzeci: Stonoga! (3)
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga Alpusiofila! (2) Uwaga, kolejność ustalana na SB

Postprzez Puchacz » 26 lis 2009, 19:03

Chmury otuliły Hogwart, w którym życie toczyło się swoim nieprzeciętnym rytmem. Rury w toalecie męskiej części dormitorium Gryffindoru zdawały się być bardzo głośne tego ranka.
Krwawy Baron zaś, wisząc naprzeciw drzwi łazienki swojej ukochanej, prezentował minę z popularnego magazynu dla duchów, pod tytułem "najlepszy wytrzeszcz miesiąca". Gdyby tylko wiedział, co Harry Potter, którego ukrył w rurze odpływowej, robi z jego kobietą... ale nie wiedział.
***
Severus Snape, Naczelny Postrach Hogwartu, Pierwszy Wśród Ślizgonów etc. etc. zastanawiał się właśnie, za jakie grzechy pokutuje, że musi słuchać TAKICH rzeczy z ust (tudzież umysłów) Puchonek (które, swoją drogą, całkiem nieźle całują, o ile wyrwą się już z bezbrzeżnego zdumienia). Odwrócił się z gracją, łopocząc swą najczarniejszą z czarnych peleryn, jaką widział świat magiczny, choć tak naprawdę dziewczę mentalnie już dawno ją z niego ściągnęło. Odejście wydawało się najlepszym pomysłem, chociaż nie wiedział, czy wyszło tak efektownie jak sądził - myśli Puchonki skierowały się bowiem ku jego zgrabnym pośladkom, co mogło rozpraszać lekko jego uwagę.
Severus pomyślał, że musi ułożyć jakiś plan działania, nie może, przecież, zrobić czegoś gryfońskiego czy wręcz puchońskiego. Jego ślizgońska natura odezwała się, próbując ratować dumę ostatniego członka rodu Snape'ów.
"Severusie, czy dasz się tak haniebnie brukać temu puchońskiemu podlotkowi?" - zrugał go wewnętrzny głos, łudząco podobny do dziadka Rainferna.
-Profesorze Snape... mam dla pana zielone stringi - zawołała histerycznie Puchonka, widząc jak jej sexowne marzenie oddala się coraz dalej i chociaż za oglądanie jego poruszających się w rytm kroków pośladków oddała by połowę swojej duszy, całą duszę oddała by za to, aby z nią został.
Severus stanął jak wryty, po czym spojrzał na dziewczynę wygłodzonym, obłąkańczym wzrokiem.
"To całkowicie zmienia postać rzeczy" - odpowiedział dziadkowi, znów łopocząc swoją peleryną w półobrocie.
- Stringi, powiadasz? - wymruczał ponętnym głosem, powodując dreszcze na całym ciele Puchonki.
- Tak, ale nic za darmo! - prawie krzyknęła, drżąc z przerażenia i podniecenia jednocześnie.
- Ughr - Snape zmiął w ustach przekleństwo (czego to nie robi się dla bielizny w wersji lux) i odezwał się tak przesiąkniętym erotyzmem głosem, że zadrżały nawet stojące nieopodal zbroje.
- Czy brak szlabanu uznasz za wystarczającą nagrodę?
- To będzie raczej kara! - przeraziła się dziewczyna.
Severus podwinął górną wargę i obnażył pożółkłe zęby w grymasie, który miał imitować uśmiech, i podszedł do dziewczyny z dziwnym błyskiem w oku.
- Dziś wieczorem szlaban ma Potter, więc... - z zaniepokojeniem obserwował zazdrość i złość pojawiającą się na twarzy uczennicy. - Możesz także przyjść, odwdzięczyć się mu za to, że nie możemy być razem, sam na sam... - Użył swojego najbardziej niewinnego głosu, na jaki było go stać.
- Dobrze, dostarczę je... jeśli mi pan pokaże, jak pan je - pierwszy raz w życiu się zarumieniła - używa.
"Już ja ci pokażę!" - pomyślał, wyobrażając sobie Puchonkę z powielonymi (bo szkoda mu byłoby tych prawdziwych), zielonymi stringami w... nosie.
- W porządku pokażę ci... - powiedział, głosem tak miłym i spokojnym, że każda choć trochę inteligentna istota żywa, zaczęła by przygotowywać w myślach dziesięć różnych sposobów ucieczki.
W oczach Puchonki pojawiły się łzy szczęścia, a jej buzia promieniała takim blaskiem, że na moment oślepiła Snape'a. Skąd mogła wiedzieć, że zielone stringi są składnikiem Eliksiru Bardzo Miłych Snów...
***
W zupełnie innej części zamku Harry Potter spędzał całkiem pouczające popołudnie (jedynym minusem było pole manewru, ograniczone do średnicy kolanka w rurze odpływowej wanny gryfońskiego dormitorium chłopców). Jęcząca Marta, dzielnie towarzysząc Złotemu Chłopcu, z rosnącą fascynacją obserwowała rękę Harry'ego odzianą w czerwoną, gumową rękawiczkę.
Już miała zapytać, co tak właściwie robi, kiedy wystraszył ją głośny trzask.
- Co tu się dzieje, na Wężolubnego Salazara?
W chwilę później kolejny, równie głośny i przerażający trzask wystraszył również bardzo zajętego Harry'ego.
- Harry Potter, sir, Zgredek przybył na ratunek!
Bardzo rozentuzjazmowany skrzat domowy próbował spuścić się w toalecie, ażeby drogą wodno-kanalizacyjną dotrzeć do swojego, skądinąd nie potrzebującego żadnej pomocy, zielonookiego bohatera.
- To niesprawiedliwe, wszyscy chcą mnie zabić - jęknął zrezygnowany.
- Zgredek nie chce zabijać chce ratować, bo gdy Zgredek uratuje po raz trzynasty Harrego Pottera, to Harry Potter będzie musiał zostać narzeczonym Zgredka! - zawołał zachwycony, wpatrując się w Gryfona z zachwytem.
Harry miał szczerą nadzieję, że to sen, a raczej koszmar senny.
- Och, idziemy stąd - powiedziała Marta i uderzyła go lekko w ramię - musimy znaleźć miejsce, gdzie będziesz mnie spokojnie uczył seksu.
- S-seksu?! - zająkał się, a następnie dodał, przystając: - Myślałem, że chcesz się nauczyć polerowania różdżek!
- Ach, więc tak to się teraz nazywa - westchnęła Marta - za moich czasów mówiono o... dojeniu węży - szepnęła i zachichotała głupiutko.
Zrezygnowany Harry już miał powlec się za Martą, kiedy z prawdziwą ulgą przypomniał sobie o wieczornym szlabanie u Snape'a. Kolejny raz w życiu zrobił coś iście ślizgońskiego: kiedy duch tylko wszedł w zakręt kanalizacyjny - dał nogę, nic jej o tym nie mówiąc.
***
Severus spoglądał na dwójkę uczniów - seksualnie niezaspokojoną Puchonkę i Złotego Chłopca; trudno powiedzieć, co wyrażała jego twarz. Co chwilę zerkał nieprzeniknionym wzrokiem na dziewczynę, jakby próbował zrozumieć, co chodzi jej po głowie - czyżby się nią zainteresował? Profesor uśmiechnął się perfidnie, biorąc do ręki swoje wielkie pióro i wolnym krokiem podszedł do uczniów. Duże oczy Puchonki wpatrywały się w niego z ekscytacją, natomiast te w kolorze szmaragdów z lekkim niepokojem.
- Ty, Potter - wycelował oskarżycielsko pióro w chłopca - posprzątasz wszystkie łazienki Ślizgonów, a pani zostanie ze mną - powiedział ostro, czuł podniecenie na myśl o tym, co za chwilę dostanie na własność. I wcale nie miał na myśli dziewictwa zapatrzonej w niego uczennicy.
- Nie wiem, gdzie są łazienki Ślizgonów... w ogóle nie wiem, gdzie jest wejście do ich pokoju wspólnego i hasła nie znam - skłamał szybko Harry.
- Sprawdzimy to przy pomocy legilimencji, czy może woli pan uprzejmie zapytać spotkanego na korytarzu Ślizgona, panie Potter? - zapytał profesor, wściekły, że wyrwano go z tego radosnego stanu.
- To pierwsze - powiedział Potter, ponieważ był masochistą.
Severus Snape uśmiechnął się ironicznie, chcąc zyskać kilka chwil na wymyślenie czegoś innego, co pozwoliłoby mu wrócić do Puchonki i swojej zielonej obsesji.
- Może jednak użyjemy serum prawdy i przy okazji dowiemy się innych ciekawych rzeczy...
Harry zastanowił się i chciał powiedzieć, że owszem, może wypić Veritaserum, gdyż (jak wiadomo) życie mu nie było miłe. Jednak przeszkodziła mu w tym Puchonka, niecierpliwie kopiąc go w kostkę; chciała, żeby wreszcie wyszedł i nie przeszkadzał jej w uwodzeniu profesora. Rzucił jej domyślne spojrzenie, i szybkim ruchem, tak by Snape nie zauwazył wsunął jej do dłoni pewien eliksir, który otrzymał ostatnio od bliźniaków - wiedział że jej z pewnością bardziej się przyda.
- T-to ja może jednak za-zapytam kogoś n-na korytarzu? - wyjąkał niepewnie Harry; wolał nie narażać się tej mściwej Puchonce, znała ona bowiem jego mroczny sekret. A poza tym pomyślał, że może wykorzystać ten szlaban i przypadkowo zasnąć w łóżku Marcusa, takie rzeczy się przecież zdarzają. Żałował jedynie że nie będzie mógł zobaczyć jak dziewczyna TEGO używa - oh, oddałby wiele by móc ujrzeć minę Mistrza Eliksirów, gdy ten zrozumie że znalazł się w pułapce absolutnie bez wyjścia.
- Skoro zostaliśmy już sami, profesorze, może zajmiemy się wreszcie tym, po co tu przyszłam? - uwodzicielsko zapytała dziewczyna, gdy za Potterem zamknęły się drzwi. Zamrugała zalotnie powiekami, i patrząc w oczy swojego wymarzonego kochanka, powoli zaczęła rozpinać swoją szatę wierzchnią- a to co się znajdowało pod spodem, sprawiło, że Snape, planujący zakończyć szybko ową farsę, zamarł zaskoczony.
***
W nieużywanej łazience dziewcząt Jęcząca Marta po raz kolejny (ku rozpaczy woźnego) rozlewała hektolitry wody po całej zabrudzonej posadzce. Harry Potter znów zniknął, a przecież jej noc poślubna zbliżała się z każdą chwilą coraz bardziej.
- A ja nawet nie jestem jeszcze pewna, kto będzie drugim świadkiem - westchnęła dramatycznie i zanurkowała w swoim prywatnym, kanalizacyjnym aquaparku; skąd mogła wiedzieć, że pewien przystojny duch będzie jej szukał? Krwawy Baron zaś, podjął męską decyzję: postanowił sam wytłumaczyć Marcie wszystkie te ciałoplaznatyczne sprawy, niestety nie mógł nigdzie znaleźć swojej ukochanej.
- Czy widziałeś moją lubą Martę? - zapytał swojego przyjaciela Ducha Beznogi.
- A kimże jestem, by na kobiece kształty wzrok swój obracać? - wyszeptał, smętnie-namiętnie, wlepiając rozognione spojrzenie w tego, który nigdy nie dostrzegał jego storge, jego eros... jego wielkiej niespełnionej miłości - i żenił się, deptając wszystkie jego pragnienia. Oto w jego młodzieńczym sercu wykwitła, jak kwiat paproci, nadzieja, że nie wszystko stracone, bo przecież ślub dopiero za tydzień, a przez siedem dni... wszystko się może zdarzyć.
Zrezygnowany Krwawy Baron widząc zamyślenie przyjaciela postanowił poszukać osoby, o której jego ukochana często wspominała - Harry'ego Pottera.
***
Wspomniany Gryfon rozmawiał ze swoim chłopakiem w ciemnych kątach łazienek Ślizgonów.
- Marcusie, mój drogi, przecież ci obiecałem, że jako pierwszy wypróbujesz nową partię stringów, a ja zawsze dotrzymuję obietnic... - wyszeptał Harry. - A te są wyjątkowe, gdy zbliża sie ktoś, kto cię lubi włączają się wibracje - uśmiechnął się zalotnie.
- Może więc pokażesz mi, jak działają? - zapytał Ślizgon, ściągając szatę przez głowę.
- Ale one jeszcze nie są zupełnie gotowe, gdy zbliża się twój wróg to uruchamiają zaklęcie... drętwotę od pasa w dół - powiedział zaczerwieniony.
- Ależ Harry, czy widzisz gdzieś tu jakiegoś swojego lub mojego wroga? - ślizgon uśmiechnął się namiętnie.
- Oczywiście, że nie, tylko... Seksisnejp...eee...Snape może tu wpaść w każdej chwili - westchnął, po czym dodał: - A zresztą, zakładaj!
***
- Och, więc pokaż, jak je używasz! - wykrzyknęła podniecona Puchonka.
- Nie tak prędko, moja droga, najpierw musimy sprawdzić, czy się nadają - szepnął teatralnie Mistrz Eliksirów.
Niemal aż nadto finezyjnym ruchem wyjął różdżkę z rękawa, i podszedł do drzwi. Kątem oka zauważył poruszenie w pokoju - postanowił jednak nie zwracać na to uwagi.
- Połóż to na biurku - powiedział, zgrabnym ruchem różdżki zamykając drzwi i wyciszając salę.
Podekscytowana Puchonka podeszła do biurka na drżących nogach, po czym wyjęła z wewnętrznej kieszeni szaty mały, zielony kawałek materiału. Severus musiał użyć całej siły woli, by nie rzucić się w kierunku upragnionej rzeczy. Nagle coś zauważył... to nie były oryginalne zielone stringi, to nie te, które chciał!
- To nie są oryginalne stringi, co to ma znaczyć? - krzyknął gniewnie, mając nadzieję, że przestraszy dziewczynę, na co ona odpowiedziała, uśmiechając się złośliwie.
- Oczywiście, że nie - zachichotała, po czym dodała jeszcze: - Myślał pan, że mnie pan nabierze, panie Snape?
Spojrzała na profesora z triumfem, myśląc, że zobaczy w jego oczach kapitulację, jednak jego twarz nie wyrażała niczego.
- Obliviate - powiedział Snape pustym głosem, różdżka wskazywała na Puchonkę.
Dziewczyna krzyknęła, chcąc się uchylić, jednak zaklęcie dosięgnęło jej z nieubłaganą wręcz precyzją.
- C-co się dzieje, p-panie pro-profesorze, co ja tu robię? - zapytała niepewnie z zagubieniem, malującym się na pobladłej ze strachu twarzy.
Severus uśmiechnął się tak złośliwie i przerażająco, że biedna Puchonka zemdlała ze strachu. Nauczyciel wyminął ciało nieprzytomnej uczennicy, wziął garść proszku fiuu i wrzucił do kominka.
- Pomfrey, gdybyś mogła zjawić się w moim gabinecie... - przerwał, gdy usłyszał okropny krzyk Krwawego Barona.
- Ależ Severusie, coś ty zrobił tej biednej dziewczynie; przy ostatniej obiecałeś mi, ze z tym skończysz! - wywrzaskiwał wstrząśnięty duch.
Severus spojrzał ponownie na Puchonkę, Pomfrey i znów na Krwawego Barona, po czym stwierdził, że w zamku dzieje sie coś naprawdę dziwnego.
- Wyjaśnisz mi zaraz, o co tutaj chodzi, Baronie; Pomfrey możesz zabrać stąd tę nieszczęsną dziewczynę? - starał się przywrócić swój świat do porządku Mistrz Eliksirów.
Baron go jednak nie słuchał, gdyż właśnie lewitował nad jego biurkiem i wpatrywał się w podrobione stringi.
- Ach, więc Pince wciąż podrabia wyroby Pottera... nic to - westchnął duch - muszę iść szukać tego Gyfona. Dawno temu gdy Harry Potter zaczynał swoją stringową historię, za pośrednictwem bliźniaków Weasley, zawarł on pewną szczególną umowę z Baronem, dotyczącą wychwytywania "podróbek".
***
- Harry, musisz mi powiedzieć- zaczął Ślizgon zakładając stringi - czy to prawda, co mówi Zgredek... jesteś w ciąży?
- Ja, nie, oczywiście że nie; nie żebym nie chciał, ale... ale uzdrowiciele powiedzieli, że jeszcze długie miesiące terapii, zanim - Harry, zaczął się plątać, czerwieniąc się to blednąc na przemian - ale bardzo chciałbym.
- Myślę, że już niedługo da się coś z tym zrobić - uśmiechnął się pocieszająco chłopak.
- Udało ci się wreszcie opracować dla nas ten eliksir? - ożywił się nagle Harry.
- Harry - powiedział cicho i groźnie Ślizgon - chyba mamy mały error...
- C-co, jaki error, chyba n-nie chcesz mi powiedzieć, że - niepewnie jąkał się zaniepokojnony Złoty Chłopiec.
- A jednak, właśnie to chcę powiedzieć! - wykrzyknął, unieruchomiony od pasa w dół, Marcus.
-Ale przecież zapewniałeś mnie, że udało ci się załatwić tak, by każdy uczeń który mógłby być przeciwny naszemu zwiążkowi, był tak zajęty dzisiejszego wieczora, że nie mógłby nam przeszkodzić - wykrzyknął Harry z przerażeniem, starając się ignorować myśl, że jeśli rzeczywiście to nie uczeń, to może to być jedynie... On.
***
Tajemniczy On szedł właśnie szybkim krokiem do gabinetu dyrektora, aby powiadomić go o informacjach jakie wpadły w jego brudne i wredne łapska. Jednak ponownie wpadła mu w ramiona roztrzęsiona Minerwa.
- Ach, Severusie, dobrze, że na siebie wpadliśmy, jesteś pilnie potrzebny w Skrzydle Szpitalnym, coś się stało panu Malfoyowi - informowała profesorka, ciągnąc go za rękę w kierunku schodów.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się, a serce podskoczyło mu do gardła.
- Co się stało? - zapytał, próbując pozbyć się dłoni kobiety na swojej ręce.
- Cały czas wymiotuje i narzeka na kręgosłup; wspominał coś o jakimś napoju Marcusa, chyba się nim zat... - nie dokończyła Minerwa; widziała już tylko oddalające się w zawrotnym tempie poły płaszcza.
Gdy Severus wpłynął do Skrzydła Szpitalnego, chorzy zamarli, a pielęgniarka przyjęła pozycję obronną.
-Panie Malfoy, proszę za mną, musimy porozmawiać - profesor, nie czekając aż chłopak wyczołga się z łóżka, chwycił go za ramię i pociągnął w stronę lochów.
- Draco, co ci strzeliło do głowy, żeby pić nieznany eliksir od Marcusa! - warknął na chłopaka zamykając za sobą drzwi do gabinetu.
- Przecież nie zrobiłem tego dobrowolnie - powiedział chłopak, ledwo miał siłę stać. Jego twarz nabrała niepokojąco zielonej barwy, a oddech nieznacznie przyspieszył.
- Miał motyw? - kontynuował, podając chłopcu szklankę z eliksirem i kubek z wodą.
Blondyn przełknął lekarstwo, krzywiąc się od cierpkiego smaku.
-Bredził coś o spełnieniu męskich marzeń i aferze z Potterem... nie pamiętam dokładnie - byłem... było już późno - niemrawo tłumaczył Draco.
Severus westchnął, jutro po ślubie Krwawego Barona będzie musiał porozmawiać z Marcusem.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga Alpusiofila! (2) Uwaga, kolejność ustalana na SB

Postprzez Morwena » 26 lis 2009, 19:21

Chmury otuliły Hogwart, w którym życie toczyło się swoim nieprzeciętnym rytmem. Rury w toalecie męskiej części dormitorium Gryffindoru zdawały się być bardzo głośne tego ranka.
Krwawy Baron zaś, wisząc naprzeciw drzwi łazienki swojej ukochanej, prezentował minę z popularnego magazynu dla duchów, pod tytułem "najlepszy wytrzeszcz miesiąca". Gdyby tylko wiedział, co Harry Potter, którego ukrył w rurze odpływowej, robi z jego kobietą... ale nie wiedział.
***
Severus Snape, Naczelny Postrach Hogwartu, Pierwszy Wśród Ślizgonów etc. etc. zastanawiał się właśnie, za jakie grzechy pokutuje, że musi słuchać TAKICH rzeczy z ust (tudzież umysłów) Puchonek (które, swoją drogą, całkiem nieźle całują, o ile wyrwą się już z bezbrzeżnego zdumienia). Odwrócił się z gracją, łopocząc swą najczarniejszą z czarnych peleryn, jaką widział świat magiczny, choć tak naprawdę dziewczę mentalnie już dawno ją z niego ściągnęło. Odejście wydawało się najlepszym pomysłem, chociaż nie wiedział, czy wyszło tak efektownie jak sądził - myśli Puchonki skierowały się bowiem ku jego zgrabnym pośladkom, co mogło rozpraszać lekko jego uwagę.
Severus pomyślał, że musi ułożyć jakiś plan działania, nie może, przecież, zrobić czegoś gryfońskiego czy wręcz puchońskiego. Jego ślizgońska natura odezwała się, próbując ratować dumę ostatniego członka rodu Snape'ów.
"Severusie, czy dasz się tak haniebnie brukać temu puchońskiemu podlotkowi?" - zrugał go wewnętrzny głos, łudząco podobny do dziadka Rainferna.
-Profesorze Snape... mam dla pana zielone stringi - zawołała histerycznie Puchonka, widząc jak jej sexowne marzenie oddala się coraz dalej i chociaż za oglądanie jego poruszających się w rytm kroków pośladków oddała by połowę swojej duszy, całą duszę oddała by za to, aby z nią został.
Severus stanął jak wryty, po czym spojrzał na dziewczynę wygłodzonym, obłąkańczym wzrokiem.
"To całkowicie zmienia postać rzeczy" - odpowiedział dziadkowi, znów łopocząc swoją peleryną w półobrocie.
- Stringi, powiadasz? - wymruczał ponętnym głosem, powodując dreszcze na całym ciele Puchonki.
- Tak, ale nic za darmo! - prawie krzyknęła, drżąc z przerażenia i podniecenia jednocześnie.
- Ughr - Snape zmiął w ustach przekleństwo (czego to nie robi się dla bielizny w wersji lux) i odezwał się tak przesiąkniętym erotyzmem głosem, że zadrżały nawet stojące nieopodal zbroje.
- Czy brak szlabanu uznasz za wystarczającą nagrodę?
- To będzie raczej kara! - przeraziła się dziewczyna.
Severus podwinął górną wargę i obnażył pożółkłe zęby w grymasie, który miał imitować uśmiech, i podszedł do dziewczyny z dziwnym błyskiem w oku.
- Dziś wieczorem szlaban ma Potter, więc... - z zaniepokojeniem obserwował zazdrość i złość pojawiającą się na twarzy uczennicy. - Możesz także przyjść, odwdzięczyć się mu za to, że nie możemy być razem, sam na sam... - Użył swojego najbardziej niewinnego głosu, na jaki było go stać.
- Dobrze, dostarczę je... jeśli mi pan pokaże, jak pan je - pierwszy raz w życiu się zarumieniła - używa.
"Już ja ci pokażę!" - pomyślał, wyobrażając sobie Puchonkę z powielonymi (bo szkoda mu byłoby tych prawdziwych), zielonymi stringami w... nosie.
- W porządku pokażę ci... - powiedział, głosem tak miłym i spokojnym, że każda choć trochę inteligentna istota żywa, zaczęła by przygotowywać w myślach dziesięć różnych sposobów ucieczki.
W oczach Puchonki pojawiły się łzy szczęścia, a jej buzia promieniała takim blaskiem, że na moment oślepiła Snape'a. Skąd mogła wiedzieć, że zielone stringi są składnikiem Eliksiru Bardzo Miłych Snów...
***
W zupełnie innej części zamku Harry Potter spędzał całkiem pouczające popołudnie (jedynym minusem było pole manewru, ograniczone do średnicy kolanka w rurze odpływowej wanny gryfońskiego dormitorium chłopców). Jęcząca Marta, dzielnie towarzysząc Złotemu Chłopcu, z rosnącą fascynacją obserwowała rękę Harry'ego odzianą w czerwoną, gumową rękawiczkę.
Już miała zapytać, co tak właściwie robi, kiedy wystraszył ją głośny trzask.
- Co tu się dzieje, na Wężolubnego Salazara?
W chwilę później kolejny, równie głośny i przerażający trzask wystraszył również bardzo zajętego Harry'ego.
- Harry Potter, sir, Zgredek przybył na ratunek!
Bardzo rozentuzjazmowany skrzat domowy próbował spuścić się w toalecie, ażeby drogą wodno-kanalizacyjną dotrzeć do swojego, skądinąd nie potrzebującego żadnej pomocy, zielonookiego bohatera.
- To niesprawiedliwe, wszyscy chcą mnie zabić - jęknął zrezygnowany.
- Zgredek nie chce zabijać chce ratować, bo gdy Zgredek uratuje po raz trzynasty Harrego Pottera, to Harry Potter będzie musiał zostać narzeczonym Zgredka! - zawołał zachwycony, wpatrując się w Gryfona z zachwytem.
Harry miał szczerą nadzieję, że to sen, a raczej koszmar senny.
- Och, idziemy stąd - powiedziała Marta i uderzyła go lekko w ramię - musimy znaleźć miejsce, gdzie będziesz mnie spokojnie uczył seksu.
- S-seksu?! - zająkał się, a następnie dodał, przystając: - Myślałem, że chcesz się nauczyć polerowania różdżek!
- Ach, więc tak to się teraz nazywa - westchnęła Marta - za moich czasów mówiono o... dojeniu węży - szepnęła i zachichotała głupiutko.
Zrezygnowany Harry już miał powlec się za Martą, kiedy z prawdziwą ulgą przypomniał sobie o wieczornym szlabanie u Snape'a. Kolejny raz w życiu zrobił coś iście ślizgońskiego: kiedy duch tylko wszedł w zakręt kanalizacyjny - dał nogę, nic jej o tym nie mówiąc.
***
Severus spoglądał na dwójkę uczniów - seksualnie niezaspokojoną Puchonkę i Złotego Chłopca; trudno powiedzieć, co wyrażała jego twarz. Co chwilę zerkał nieprzeniknionym wzrokiem na dziewczynę, jakby próbował zrozumieć, co chodzi jej po głowie - czyżby się nią zainteresował? Profesor uśmiechnął się perfidnie, biorąc do ręki swoje wielkie pióro i wolnym krokiem podszedł do uczniów. Duże oczy Puchonki wpatrywały się w niego z ekscytacją, natomiast te w kolorze szmaragdów z lekkim niepokojem.
- Ty, Potter - wycelował oskarżycielsko pióro w chłopca - posprzątasz wszystkie łazienki Ślizgonów, a pani zostanie ze mną - powiedział ostro, czuł podniecenie na myśl o tym, co za chwilę dostanie na własność. I wcale nie miał na myśli dziewictwa zapatrzonej w niego uczennicy.
- Nie wiem, gdzie są łazienki Ślizgonów... w ogóle nie wiem, gdzie jest wejście do ich pokoju wspólnego i hasła nie znam - skłamał szybko Harry.
- Sprawdzimy to przy pomocy legilimencji, czy może woli pan uprzejmie zapytać spotkanego na korytarzu Ślizgona, panie Potter? - zapytał profesor, wściekły, że wyrwano go z tego radosnego stanu.
- To pierwsze - powiedział Potter, ponieważ był masochistą.
Severus Snape uśmiechnął się ironicznie, chcąc zyskać kilka chwil na wymyślenie czegoś innego, co pozwoliłoby mu wrócić do Puchonki i swojej zielonej obsesji.
- Może jednak użyjemy serum prawdy i przy okazji dowiemy się innych ciekawych rzeczy...
Harry zastanowił się i chciał powiedzieć, że owszem, może wypić Veritaserum, gdyż (jak wiadomo) życie mu nie było miłe. Jednak przeszkodziła mu w tym Puchonka, niecierpliwie kopiąc go w kostkę; chciała, żeby wreszcie wyszedł i nie przeszkadzał jej w uwodzeniu profesora. Rzucił jej domyślne spojrzenie, i szybkim ruchem, tak by Snape nie zauwazył wsunął jej do dłoni pewien eliksir, który otrzymał ostatnio od bliźniaków - wiedział że jej z pewnością bardziej się przyda.
- T-to ja może jednak za-zapytam kogoś n-na korytarzu? - wyjąkał niepewnie Harry; wolał nie narażać się tej mściwej Puchonce, znała ona bowiem jego mroczny sekret. A poza tym pomyślał, że może wykorzystać ten szlaban i przypadkowo zasnąć w łóżku Marcusa, takie rzeczy się przecież zdarzają. Żałował jedynie że nie będzie mógł zobaczyć jak dziewczyna TEGO używa - oh, oddałby wiele by móc ujrzeć minę Mistrza Eliksirów, gdy ten zrozumie że znalazł się w pułapce absolutnie bez wyjścia.
- Skoro zostaliśmy już sami, profesorze, może zajmiemy się wreszcie tym, po co tu przyszłam? - uwodzicielsko zapytała dziewczyna, gdy za Potterem zamknęły się drzwi. Zamrugała zalotnie powiekami, i patrząc w oczy swojego wymarzonego kochanka, powoli zaczęła rozpinać swoją szatę wierzchnią- a to co się znajdowało pod spodem, sprawiło, że Snape, planujący zakończyć szybko ową farsę, zamarł zaskoczony.
***
W nieużywanej łazience dziewcząt Jęcząca Marta po raz kolejny (ku rozpaczy woźnego) rozlewała hektolitry wody po całej zabrudzonej posadzce. Harry Potter znów zniknął, a przecież jej noc poślubna zbliżała się z każdą chwilą coraz bardziej.
- A ja nawet nie jestem jeszcze pewna, kto będzie drugim świadkiem - westchnęła dramatycznie i zanurkowała w swoim prywatnym, kanalizacyjnym aquaparku; skąd mogła wiedzieć, że pewien przystojny duch będzie jej szukał? Krwawy Baron zaś, podjął męską decyzję: postanowił sam wytłumaczyć Marcie wszystkie te ciałoplaznatyczne sprawy, niestety nie mógł nigdzie znaleźć swojej ukochanej.
- Czy widziałeś moją lubą Martę? - zapytał swojego przyjaciela Ducha Beznogi.
- A kimże jestem, by na kobiece kształty wzrok swój obracać? - wyszeptał, smętnie-namiętnie, wlepiając rozognione spojrzenie w tego, który nigdy nie dostrzegał jego storge, jego eros... jego wielkiej niespełnionej miłości - i żenił się, deptając wszystkie jego pragnienia. Oto w jego młodzieńczym sercu wykwitła, jak kwiat paproci, nadzieja, że nie wszystko stracone, bo przecież ślub dopiero za tydzień, a przez siedem dni... wszystko się może zdarzyć.
Zrezygnowany Krwawy Baron widząc zamyślenie przyjaciela postanowił poszukać osoby, o której jego ukochana często wspominała - Harry'ego Pottera.
***
Wspomniany Gryfon rozmawiał ze swoim chłopakiem w ciemnych kątach łazienek Ślizgonów.
- Marcusie, mój drogi, przecież ci obiecałem, że jako pierwszy wypróbujesz nową partię stringów, a ja zawsze dotrzymuję obietnic... - wyszeptał Harry. - A te są wyjątkowe, gdy zbliża sie ktoś, kto cię lubi włączają się wibracje - uśmiechnął się zalotnie.
- Może więc pokażesz mi, jak działają? - zapytał Ślizgon, ściągając szatę przez głowę.
- Ale one jeszcze nie są zupełnie gotowe, gdy zbliża się twój wróg to uruchamiają zaklęcie... drętwotę od pasa w dół - powiedział zaczerwieniony.
- Ależ Harry, czy widzisz gdzieś tu jakiegoś swojego lub mojego wroga? - ślizgon uśmiechnął się namiętnie.
- Oczywiście, że nie, tylko... Seksisnejp...eee...Snape może tu wpaść w każdej chwili - westchnął, po czym dodał: - A zresztą, zakładaj!
***
- Och, więc pokaż, jak je używasz! - wykrzyknęła podniecona Puchonka.
- Nie tak prędko, moja droga, najpierw musimy sprawdzić, czy się nadają - szepnął teatralnie Mistrz Eliksirów.
Niemal aż nadto finezyjnym ruchem wyjął różdżkę z rękawa, i podszedł do drzwi. Kątem oka zauważył poruszenie w pokoju - postanowił jednak nie zwracać na to uwagi.
- Połóż to na biurku - powiedział, zgrabnym ruchem różdżki zamykając drzwi i wyciszając salę.
Podekscytowana Puchonka podeszła do biurka na drżących nogach, po czym wyjęła z wewnętrznej kieszeni szaty mały, zielony kawałek materiału. Severus musiał użyć całej siły woli, by nie rzucić się w kierunku upragnionej rzeczy. Nagle coś zauważył... to nie były oryginalne zielone stringi, to nie te, które chciał!
- To nie są oryginalne stringi, co to ma znaczyć? - krzyknął gniewnie, mając nadzieję, że przestraszy dziewczynę, na co ona odpowiedziała, uśmiechając się złośliwie.
- Oczywiście, że nie - zachichotała, po czym dodała jeszcze: - Myślał pan, że mnie pan nabierze, panie Snape?
Spojrzała na profesora z triumfem, myśląc, że zobaczy w jego oczach kapitulację, jednak jego twarz nie wyrażała niczego.
- Obliviate - powiedział Snape pustym głosem, różdżka wskazywała na Puchonkę.
Dziewczyna krzyknęła, chcąc się uchylić, jednak zaklęcie dosięgnęło jej z nieubłaganą wręcz precyzją.
- C-co się dzieje, p-panie pro-profesorze, co ja tu robię? - zapytała niepewnie z zagubieniem, malującym się na pobladłej ze strachu twarzy.
Severus uśmiechnął się tak złośliwie i przerażająco, że biedna Puchonka zemdlała ze strachu. Nauczyciel wyminął ciało nieprzytomnej uczennicy, wziął garść proszku fiuu i wrzucił do kominka.
- Pomfrey, gdybyś mogła zjawić się w moim gabinecie... - przerwał, gdy usłyszał okropny krzyk Krwawego Barona.
- Ależ Severusie, coś ty zrobił tej biednej dziewczynie; przy ostatniej obiecałeś mi, ze z tym skończysz! - wywrzaskiwał wstrząśnięty duch.
Severus spojrzał ponownie na Puchonkę, Pomfrey i znów na Krwawego Barona, po czym stwierdził, że w zamku dzieje sie coś naprawdę dziwnego.
- Wyjaśnisz mi zaraz, o co tutaj chodzi, Baronie; Pomfrey możesz zabrać stąd tę nieszczęsną dziewczynę? - starał się przywrócić swój świat do porządku Mistrz Eliksirów.
Baron go jednak nie słuchał, gdyż właśnie lewitował nad jego biurkiem i wpatrywał się w podrobione stringi.
- Ach, więc Pince wciąż podrabia wyroby Pottera... nic to - westchnął duch - muszę iść szukać tego Gyfona. Dawno temu gdy Harry Potter zaczynał swoją stringową historię, za pośrednictwem bliźniaków Weasley, zawarł on pewną szczególną umowę z Baronem, dotyczącą wychwytywania "podróbek".
***
- Harry, musisz mi powiedzieć- zaczął Ślizgon zakładając stringi - czy to prawda, co mówi Zgredek... jesteś w ciąży?
- Ja, nie, oczywiście że nie; nie żebym nie chciał, ale... ale uzdrowiciele powiedzieli, że jeszcze długie miesiące terapii, zanim - Harry, zaczął się plątać, czerwieniąc się to blednąc na przemian - ale bardzo chciałbym.
- Myślę, że już niedługo da się coś z tym zrobić - uśmiechnął się pocieszająco chłopak.
- Udało ci się wreszcie opracować dla nas ten eliksir? - ożywił się nagle Harry.
- Harry - powiedział cicho i groźnie Ślizgon - chyba mamy mały error...
- C-co, jaki error, chyba n-nie chcesz mi powiedzieć, że - niepewnie jąkał się zaniepokojnony Złoty Chłopiec.
- A jednak, właśnie to chcę powiedzieć! - wykrzyknął, unieruchomiony od pasa w dół, Marcus.
-Ale przecież zapewniałeś mnie, że udało ci się załatwić tak, by każdy uczeń który mógłby być przeciwny naszemu zwiążkowi, był tak zajęty dzisiejszego wieczora, że nie mógłby nam przeszkodzić - wykrzyknął Harry z przerażeniem, starając się ignorować myśl, że jeśli rzeczywiście to nie uczeń, to może to być jedynie... On.
***
Tajemniczy On szedł właśnie szybkim krokiem do gabinetu dyrektora, aby powiadomić go o informacjach jakie wpadły w jego brudne i wredne łapska. Jednak ponownie wpadła mu w ramiona roztrzęsiona Minerwa.
- Ach, Severusie, dobrze, że na siebie wpadliśmy, jesteś pilnie potrzebny w Skrzydle Szpitalnym, coś się stało panu Malfoyowi - informowała profesorka, ciągnąc go za rękę w kierunku schodów.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się, a serce podskoczyło mu do gardła.
- Co się stało? - zapytał, próbując pozbyć się dłoni kobiety na swojej ręce.
- Cały czas wymiotuje i narzeka na kręgosłup; wspominał coś o jakimś napoju Marcusa, chyba się nim zat... - nie dokończyła Minerwa; widziała już tylko oddalające się w zawrotnym tempie poły płaszcza.
Gdy Severus wpłynął do Skrzydła Szpitalnego, chorzy zamarli, a pielęgniarka przyjęła pozycję obronną.
-Panie Malfoy, proszę za mną, musimy porozmawiać - profesor, nie czekając aż chłopak wyczołga się z łóżka, chwycił go za ramię i pociągnął w stronę lochów.
- Draco, co ci strzeliło do głowy, żeby pić nieznany eliksir od Marcusa! - warknął na chłopaka zamykając za sobą drzwi do gabinetu.
- Przecież nie zrobiłem tego dobrowolnie - powiedział chłopak, ledwo miał siłę stać. Jego twarz nabrała niepokojąco zielonej barwy, a oddech nieznacznie przyspieszył.
- Miał motyw? - kontynuował, podając chłopcu szklankę z eliksirem i kubek z wodą.
Blondyn przełknął lekarstwo, krzywiąc się od cierpkiego smaku.
- Bredził coś o spełnieniu męskich marzeń i aferze z Potterem... nie pamiętam dokładnie - byłem... było już późno - niemrawo tłumaczył Draco.
Severus westchnął, jutro po ślubie Krwawego Barona będzie musiał porozmawiać z Marcusem.
- Co mi pan podał, profesorze, strasznie źle się po tym czuję... - zawodził bliski omdlenia Draco.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga Alpusiofila! (2) Uwaga, kolejność ustalana na SB

Postprzez Puchacz » 26 lis 2009, 19:36

Chmury otuliły Hogwart, w którym życie toczyło się swoim nieprzeciętnym rytmem. Rury w toalecie męskiej części dormitorium Gryffindoru zdawały się być bardzo głośne tego ranka.
Krwawy Baron zaś, wisząc naprzeciw drzwi łazienki swojej ukochanej, prezentował minę z popularnego magazynu dla duchów, pod tytułem "najlepszy wytrzeszcz miesiąca". Gdyby tylko wiedział, co Harry Potter, którego ukrył w rurze odpływowej, robi z jego kobietą... ale nie wiedział.
***
Severus Snape, Naczelny Postrach Hogwartu, Pierwszy Wśród Ślizgonów etc. etc. zastanawiał się właśnie, za jakie grzechy pokutuje, że musi słuchać TAKICH rzeczy z ust (tudzież umysłów) Puchonek (które, swoją drogą, całkiem nieźle całują, o ile wyrwą się już z bezbrzeżnego zdumienia). Odwrócił się z gracją, łopocząc swą najczarniejszą z czarnych peleryn, jaką widział świat magiczny, choć tak naprawdę dziewczę mentalnie już dawno ją z niego ściągnęło. Odejście wydawało się najlepszym pomysłem, chociaż nie wiedział, czy wyszło tak efektownie jak sądził - myśli Puchonki skierowały się bowiem ku jego zgrabnym pośladkom, co mogło rozpraszać lekko jego uwagę.
Severus pomyślał, że musi ułożyć jakiś plan działania, nie może, przecież, zrobić czegoś gryfońskiego czy wręcz puchońskiego. Jego ślizgońska natura odezwała się, próbując ratować dumę ostatniego członka rodu Snape'ów.
"Severusie, czy dasz się tak haniebnie brukać temu puchońskiemu podlotkowi?" - zrugał go wewnętrzny głos, łudząco podobny do dziadka Rainferna.
-Profesorze Snape... mam dla pana zielone stringi - zawołała histerycznie Puchonka, widząc jak jej sexowne marzenie oddala się coraz dalej i chociaż za oglądanie jego poruszających się w rytm kroków pośladków oddała by połowę swojej duszy, całą duszę oddała by za to, aby z nią został.
Severus stanął jak wryty, po czym spojrzał na dziewczynę wygłodzonym, obłąkańczym wzrokiem.
"To całkowicie zmienia postać rzeczy" - odpowiedział dziadkowi, znów łopocząc swoją peleryną w półobrocie.
- Stringi, powiadasz? - wymruczał ponętnym głosem, powodując dreszcze na całym ciele Puchonki.
- Tak, ale nic za darmo! - prawie krzyknęła, drżąc z przerażenia i podniecenia jednocześnie.
- Ughr - Snape zmiął w ustach przekleństwo (czego to nie robi się dla bielizny w wersji lux) i odezwał się tak przesiąkniętym erotyzmem głosem, że zadrżały nawet stojące nieopodal zbroje.
- Czy brak szlabanu uznasz za wystarczającą nagrodę?
- To będzie raczej kara! - przeraziła się dziewczyna.
Severus podwinął górną wargę i obnażył pożółkłe zęby w grymasie, który miał imitować uśmiech, i podszedł do dziewczyny z dziwnym błyskiem w oku.
- Dziś wieczorem szlaban ma Potter, więc... - z zaniepokojeniem obserwował zazdrość i złość pojawiającą się na twarzy uczennicy. - Możesz także przyjść, odwdzięczyć się mu za to, że nie możemy być razem, sam na sam... - Użył swojego najbardziej niewinnego głosu, na jaki było go stać.
- Dobrze, dostarczę je... jeśli mi pan pokaże, jak pan je - pierwszy raz w życiu się zarumieniła - używa.
"Już ja ci pokażę!" - pomyślał, wyobrażając sobie Puchonkę z powielonymi (bo szkoda mu byłoby tych prawdziwych), zielonymi stringami w... nosie.
- W porządku pokażę ci... - powiedział, głosem tak miłym i spokojnym, że każda choć trochę inteligentna istota żywa, zaczęła by przygotowywać w myślach dziesięć różnych sposobów ucieczki.
W oczach Puchonki pojawiły się łzy szczęścia, a jej buzia promieniała takim blaskiem, że na moment oślepiła Snape'a. Skąd mogła wiedzieć, że zielone stringi są składnikiem Eliksiru Bardzo Miłych Snów...
***
W zupełnie innej części zamku Harry Potter spędzał całkiem pouczające popołudnie (jedynym minusem było pole manewru, ograniczone do średnicy kolanka w rurze odpływowej wanny gryfońskiego dormitorium chłopców). Jęcząca Marta, dzielnie towarzysząc Złotemu Chłopcu, z rosnącą fascynacją obserwowała rękę Harry'ego odzianą w czerwoną, gumową rękawiczkę.
Już miała zapytać, co tak właściwie robi, kiedy wystraszył ją głośny trzask.
- Co tu się dzieje, na Wężolubnego Salazara?
W chwilę później kolejny, równie głośny i przerażający trzask wystraszył również bardzo zajętego Harry'ego.
- Harry Potter, sir, Zgredek przybył na ratunek!
Bardzo rozentuzjazmowany skrzat domowy próbował spuścić się w toalecie, ażeby drogą wodno-kanalizacyjną dotrzeć do swojego, skądinąd nie potrzebującego żadnej pomocy, zielonookiego bohatera.
- To niesprawiedliwe, wszyscy chcą mnie zabić - jęknął zrezygnowany.
- Zgredek nie chce zabijać chce ratować, bo gdy Zgredek uratuje po raz trzynasty Harrego Pottera, to Harry Potter będzie musiał zostać narzeczonym Zgredka! - zawołał zachwycony, wpatrując się w Gryfona z zachwytem.
Harry miał szczerą nadzieję, że to sen, a raczej koszmar senny.
- Och, idziemy stąd - powiedziała Marta i uderzyła go lekko w ramię - musimy znaleźć miejsce, gdzie będziesz mnie spokojnie uczył seksu.
- S-seksu?! - zająkał się, a następnie dodał, przystając: - Myślałem, że chcesz się nauczyć polerowania różdżek!
- Ach, więc tak to się teraz nazywa - westchnęła Marta - za moich czasów mówiono o... dojeniu węży - szepnęła i zachichotała głupiutko.
Zrezygnowany Harry już miał powlec się za Martą, kiedy z prawdziwą ulgą przypomniał sobie o wieczornym szlabanie u Snape'a. Kolejny raz w życiu zrobił coś iście ślizgońskiego: kiedy duch tylko wszedł w zakręt kanalizacyjny - dał nogę, nic jej o tym nie mówiąc.
***
Severus spoglądał na dwójkę uczniów - seksualnie niezaspokojoną Puchonkę i Złotego Chłopca; trudno powiedzieć, co wyrażała jego twarz. Co chwilę zerkał nieprzeniknionym wzrokiem na dziewczynę, jakby próbował zrozumieć, co chodzi jej po głowie - czyżby się nią zainteresował? Profesor uśmiechnął się perfidnie, biorąc do ręki swoje wielkie pióro i wolnym krokiem podszedł do uczniów. Duże oczy Puchonki wpatrywały się w niego z ekscytacją, natomiast te w kolorze szmaragdów z lekkim niepokojem.
- Ty, Potter - wycelował oskarżycielsko pióro w chłopca - posprzątasz wszystkie łazienki Ślizgonów, a pani zostanie ze mną - powiedział ostro, czuł podniecenie na myśl o tym, co za chwilę dostanie na własność. I wcale nie miał na myśli dziewictwa zapatrzonej w niego uczennicy.
- Nie wiem, gdzie są łazienki Ślizgonów... w ogóle nie wiem, gdzie jest wejście do ich pokoju wspólnego i hasła nie znam - skłamał szybko Harry.
- Sprawdzimy to przy pomocy legilimencji, czy może woli pan uprzejmie zapytać spotkanego na korytarzu Ślizgona, panie Potter? - zapytał profesor, wściekły, że wyrwano go z tego radosnego stanu.
- To pierwsze - powiedział Potter, ponieważ był masochistą.
Severus Snape uśmiechnął się ironicznie, chcąc zyskać kilka chwil na wymyślenie czegoś innego, co pozwoliłoby mu wrócić do Puchonki i swojej zielonej obsesji.
- Może jednak użyjemy serum prawdy i przy okazji dowiemy się innych ciekawych rzeczy...
Harry zastanowił się i chciał powiedzieć, że owszem, może wypić Veritaserum, gdyż (jak wiadomo) życie mu nie było miłe. Jednak przeszkodziła mu w tym Puchonka, niecierpliwie kopiąc go w kostkę; chciała, żeby wreszcie wyszedł i nie przeszkadzał jej w uwodzeniu profesora. Rzucił jej domyślne spojrzenie, i szybkim ruchem, tak by Snape nie zauwazył wsunął jej do dłoni pewien eliksir, który otrzymał ostatnio od bliźniaków - wiedział że jej z pewnością bardziej się przyda.
- T-to ja może jednak za-zapytam kogoś n-na korytarzu? - wyjąkał niepewnie Harry; wolał nie narażać się tej mściwej Puchonce, znała ona bowiem jego mroczny sekret. A poza tym pomyślał, że może wykorzystać ten szlaban i przypadkowo zasnąć w łóżku Marcusa, takie rzeczy się przecież zdarzają. Żałował jedynie że nie będzie mógł zobaczyć jak dziewczyna TEGO używa - oh, oddałby wiele by móc ujrzeć minę Mistrza Eliksirów, gdy ten zrozumie że znalazł się w pułapce absolutnie bez wyjścia.
- Skoro zostaliśmy już sami, profesorze, może zajmiemy się wreszcie tym, po co tu przyszłam? - uwodzicielsko zapytała dziewczyna, gdy za Potterem zamknęły się drzwi. Zamrugała zalotnie powiekami, i patrząc w oczy swojego wymarzonego kochanka, powoli zaczęła rozpinać swoją szatę wierzchnią- a to co się znajdowało pod spodem, sprawiło, że Snape, planujący zakończyć szybko ową farsę, zamarł zaskoczony.
***
W nieużywanej łazience dziewcząt Jęcząca Marta po raz kolejny (ku rozpaczy woźnego) rozlewała hektolitry wody po całej zabrudzonej posadzce. Harry Potter znów zniknął, a przecież jej noc poślubna zbliżała się z każdą chwilą coraz bardziej.
- A ja nawet nie jestem jeszcze pewna, kto będzie drugim świadkiem - westchnęła dramatycznie i zanurkowała w swoim prywatnym, kanalizacyjnym aquaparku; skąd mogła wiedzieć, że pewien przystojny duch będzie jej szukał? Krwawy Baron zaś, podjął męską decyzję: postanowił sam wytłumaczyć Marcie wszystkie te ciałoplaznatyczne sprawy, niestety nie mógł nigdzie znaleźć swojej ukochanej.
- Czy widziałeś moją lubą Martę? - zapytał swojego przyjaciela Ducha Beznogi.
- A kimże jestem, by na kobiece kształty wzrok swój obracać? - wyszeptał, smętnie-namiętnie, wlepiając rozognione spojrzenie w tego, który nigdy nie dostrzegał jego storge, jego eros... jego wielkiej niespełnionej miłości - i żenił się, deptając wszystkie jego pragnienia. Oto w jego młodzieńczym sercu wykwitła, jak kwiat paproci, nadzieja, że nie wszystko stracone, bo przecież ślub dopiero za tydzień, a przez siedem dni... wszystko się może zdarzyć.
Zrezygnowany Krwawy Baron widząc zamyślenie przyjaciela postanowił poszukać osoby, o której jego ukochana często wspominała - Harry'ego Pottera.
***
Wspomniany Gryfon rozmawiał ze swoim chłopakiem w ciemnych kątach łazienek Ślizgonów.
- Marcusie, mój drogi, przecież ci obiecałem, że jako pierwszy wypróbujesz nową partię stringów, a ja zawsze dotrzymuję obietnic... - wyszeptał Harry. - A te są wyjątkowe, gdy zbliża sie ktoś, kto cię lubi włączają się wibracje - uśmiechnął się zalotnie.
- Może więc pokażesz mi, jak działają? - zapytał Ślizgon, ściągając szatę przez głowę.
- Ale one jeszcze nie są zupełnie gotowe, gdy zbliża się twój wróg to uruchamiają zaklęcie... drętwotę od pasa w dół - powiedział zaczerwieniony.
- Ależ Harry, czy widzisz gdzieś tu jakiegoś swojego lub mojego wroga? - ślizgon uśmiechnął się namiętnie.
- Oczywiście, że nie, tylko... Seksisnejp...eee...Snape może tu wpaść w każdej chwili - westchnął, po czym dodał: - A zresztą, zakładaj!
***
- Och, więc pokaż, jak je używasz! - wykrzyknęła podniecona Puchonka.
- Nie tak prędko, moja droga, najpierw musimy sprawdzić, czy się nadają - szepnął teatralnie Mistrz Eliksirów.
Niemal aż nadto finezyjnym ruchem wyjął różdżkę z rękawa, i podszedł do drzwi. Kątem oka zauważył poruszenie w pokoju - postanowił jednak nie zwracać na to uwagi.
- Połóż to na biurku - powiedział, zgrabnym ruchem różdżki zamykając drzwi i wyciszając salę.
Podekscytowana Puchonka podeszła do biurka na drżących nogach, po czym wyjęła z wewnętrznej kieszeni szaty mały, zielony kawałek materiału. Severus musiał użyć całej siły woli, by nie rzucić się w kierunku upragnionej rzeczy. Nagle coś zauważył... to nie były oryginalne zielone stringi, to nie te, które chciał!
- To nie są oryginalne stringi, co to ma znaczyć? - krzyknął gniewnie, mając nadzieję, że przestraszy dziewczynę, na co ona odpowiedziała, uśmiechając się złośliwie.
- Oczywiście, że nie - zachichotała, po czym dodała jeszcze: - Myślał pan, że mnie pan nabierze, panie Snape?
Spojrzała na profesora z triumfem, myśląc, że zobaczy w jego oczach kapitulację, jednak jego twarz nie wyrażała niczego.
- Obliviate - powiedział Snape pustym głosem, różdżka wskazywała na Puchonkę.
Dziewczyna krzyknęła, chcąc się uchylić, jednak zaklęcie dosięgnęło jej z nieubłaganą wręcz precyzją.
- C-co się dzieje, p-panie pro-profesorze, co ja tu robię? - zapytała niepewnie z zagubieniem, malującym się na pobladłej ze strachu twarzy.
Severus uśmiechnął się tak złośliwie i przerażająco, że biedna Puchonka zemdlała ze strachu. Nauczyciel wyminął ciało nieprzytomnej uczennicy, wziął garść proszku fiuu i wrzucił do kominka.
- Pomfrey, gdybyś mogła zjawić się w moim gabinecie... - przerwał, gdy usłyszał okropny krzyk Krwawego Barona.
- Ależ Severusie, coś ty zrobił tej biednej dziewczynie; przy ostatniej obiecałeś mi, ze z tym skończysz! - wywrzaskiwał wstrząśnięty duch.
Severus spojrzał ponownie na Puchonkę, Pomfrey i znów na Krwawego Barona, po czym stwierdził, że w zamku dzieje sie coś naprawdę dziwnego.
- Wyjaśnisz mi zaraz, o co tutaj chodzi, Baronie; Pomfrey możesz zabrać stąd tę nieszczęsną dziewczynę? - starał się przywrócić swój świat do porządku Mistrz Eliksirów.
Baron go jednak nie słuchał, gdyż właśnie lewitował nad jego biurkiem i wpatrywał się w podrobione stringi.
- Ach, więc Pince wciąż podrabia wyroby Pottera... nic to - westchnął duch - muszę iść szukać tego Gyfona. Dawno temu gdy Harry Potter zaczynał swoją stringową historię, za pośrednictwem bliźniaków Weasley, zawarł on pewną szczególną umowę z Baronem, dotyczącą wychwytywania "podróbek".
***
- Harry, musisz mi powiedzieć- zaczął Ślizgon zakładając stringi - czy to prawda, co mówi Zgredek... jesteś w ciąży?
- Ja, nie, oczywiście że nie; nie żebym nie chciał, ale... ale uzdrowiciele powiedzieli, że jeszcze długie miesiące terapii, zanim - Harry, zaczął się plątać, czerwieniąc się to blednąc na przemian - ale bardzo chciałbym.
- Myślę, że już niedługo da się coś z tym zrobić - uśmiechnął się pocieszająco chłopak.
- Udało ci się wreszcie opracować dla nas ten eliksir? - ożywił się nagle Harry.
- Harry - powiedział cicho i groźnie Ślizgon - chyba mamy mały error...
- C-co, jaki error, chyba n-nie chcesz mi powiedzieć, że - niepewnie jąkał się zaniepokojnony Złoty Chłopiec.
- A jednak, właśnie to chcę powiedzieć! - wykrzyknął, unieruchomiony od pasa w dół, Marcus.
-Ale przecież zapewniałeś mnie, że udało ci się załatwić tak, by każdy uczeń który mógłby być przeciwny naszemu zwiążkowi, był tak zajęty dzisiejszego wieczora, że nie mógłby nam przeszkodzić - wykrzyknął Harry z przerażeniem, starając się ignorować myśl, że jeśli rzeczywiście to nie uczeń, to może to być jedynie... On.
***
Tajemniczy On szedł właśnie szybkim krokiem do gabinetu dyrektora, aby powiadomić go o informacjach jakie wpadły w jego brudne i wredne łapska. Jednak ponownie wpadła mu w ramiona roztrzęsiona Minerwa.
- Ach, Severusie, dobrze, że na siebie wpadliśmy, jesteś pilnie potrzebny w Skrzydle Szpitalnym, coś się stało panu Malfoyowi - informowała profesorka, ciągnąc go za rękę w kierunku schodów.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się, a serce podskoczyło mu do gardła.
- Co się stało? - zapytał, próbując pozbyć się dłoni kobiety na swojej ręce.
- Cały czas wymiotuje i narzeka na kręgosłup; wspominał coś o jakimś napoju Marcusa, chyba się nim zat... - nie dokończyła Minerwa; widziała już tylko oddalające się w zawrotnym tempie poły płaszcza.
Gdy Severus wpłynął do Skrzydła Szpitalnego, chorzy zamarli, a pielęgniarka przyjęła pozycję obronną.
-Panie Malfoy, proszę za mną, musimy porozmawiać - profesor, nie czekając aż chłopak wyczołga się z łóżka, chwycił go za ramię i pociągnął w stronę lochów.
- Draco, co ci strzeliło do głowy, żeby pić nieznany eliksir od Marcusa! - warknął na chłopaka zamykając za sobą drzwi do gabinetu.
- Przecież nie zrobiłem tego dobrowolnie - powiedział chłopak, ledwo miał siłę stać. Jego twarz nabrała niepokojąco zielonej barwy, a oddech nieznacznie przyspieszył.
- Miał motyw? - kontynuował, podając chłopcu szklankę z eliksirem i kubek z wodą.
Blondyn przełknął lekarstwo, krzywiąc się od cierpkiego smaku.
- Bredził coś o spełnieniu męskich marzeń i aferze z Potterem... nie pamiętam dokładnie - byłem... było już późno - niemrawo tłumaczył Draco.
Severus westchnął, jutro po ślubie Krwawego Barona będzie musiał porozmawiać z Marcusem.
- Co mi pan podał, profesorze, strasznie źle się po tym czuję... - zawodził bliski omdlenia Draco.
- Nie jęcz i idź spać do swojego dormitorium.

Rozdział 3: Stonoga! (3)
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Poprzednia strona

Powrót do Tasiemce

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron