I Stonoga! (1)

Tasiemce w trakcie realizacji.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

Re: Stonoga! (1)

Postprzez morgan » 20 paź 2009, 21:05

Hogwart powoli budził się do życia. W kuchni słychać było skrzaty krzątające się po pomieszczeniu i przygotowujące śniadanie. Jesienne słońce oświetlało puste jeszcze błonia, sprawiając, że nocna mgła powoli podnosiła się, pozostawiając po sobie lśniące kropelki rosy.
- Tak, zostanę twoją żoną! ? wykrzyknęła radośnie Jęcząca Marta.
Wracający z nocnej wycieczki Krukon zamarł w pół kroku. Odwrócił się bardzo, bardzo powoli i zobaczył bardzo, bardzo dziwną scenę. Zanim zemdlał, z wrodzoną inteligencją zapytał: "hę?".
***
Severus Snape spał sobie w najlepsze, śniąc o wyjeździe na bezludną wyspę, gdzie nie musiałby uczyć bandy nieletnich przygłupów, a za to miałby pod dostatkiem egzotycznych składników do eliksirów, kiedy ze snu wyrwał go łomot do drzwi i krzyki Minerwy McGonagall. Wiedząc z doświadczenia, że nie oznacza to nic dobrego, zwlókł się z łóżka i skierował w stronę źródła dźwięków. Otworzył drzwi i zanim zdążył zorientować się w sytuacji, w jego ramionach znalazła się roztrzęsiona opiekunka Gryffindoru, ubrana w czerwono - złoty szlafrok, spod którego wystawał rąbek koszuli nocnej i w różnokolorowych wałkach na głowie. Minerwa mówiła szybko i bez sensu, i Severus zrozumiał z jej paplaniny tylko trzy słowa - ?ślub?, ?duch? i ?stringi?. Z niejakim trudem wyplątał się z kurczowych uścisków swojej koleżanki, podniósł się, po czym uznawszy, że konwencjonalne metody uspokajania kobiety - hm, MINERWY - w tej sytuacji na nic się nie zdadzą, a Avada może być nieco zbyt radykalną metodą i jeszcze Albus by się zdenerwował, opiekun Slytherinu wyciągnął różdżkę, skierował ją w stronę roztrzęsionej nauczycielki Transmutacji i wypowiedział tylko jedno słowo:
- Aguamenti!
Gdy szlafrok Minerwy nasiąknął wodą, a ona sama zaczęłam prychac jak rozjuszona kotka, Severus przerwał zaklęcie, w nadziei, że otrzyma jakieś normalne wyjaśnienia.
- Severusie Tobiaszu Snape'ie, jak śmiałeś! - wrzasnęła ociekająca wodą, opiekunka Gryffindoru, sprawiająca wrażenie równie wściekłej jak przed chwilą była rozhisteryzowana.
- Powtórz, ale wolno i wyraźnie to, co mówiłaś wcześniej ? warknął, zakładając bonżurkę, z zamiarem ukrycia piżamy w zielone węże i żaby.
Kobieta jeszcze przez chwilę połypała na niego wrogo, po czym z westchnieniem wyciągnęła z kieszeni szlafroka różdżkę, wysuszyła się jednym machnięciem i wzięła głęboki oddech.
- Jęcząca Marta przyjęła oświadczyny Krwawego Barona, który był ubrany tylko w zielone, męskie stringi... ? wstrząsnął nią dreszcz - a te włosy na plecach.
Mistrz Eliksirów wpatrywał się w Minerwę kompletnie oniemiały. Po chwili, gdy zdążył się już nieco otrząsnąć z szoku i poukładał sobie wszystko w głowie, ruszył przed siebie. Musiał znaleźć Barona i zapytać go o dwie rzeczy: po pierwsze co mu strzeliło do głowy, a po drugie jakim cudem udało mu się znaleźć zielone stringi...
***
Tymczasem Marta siedziała w rurze odpływowej, zastanawiała się nad słusznością swojego wyboru ? nie była pewna, czy Baron ją kocha, a poza tym? był bardziej doświadczony w sprawach seksu. Za życia Marta była brzydką i niezbyt lubianą dziewczynką, jej kontakty z płcią przeciwną ograniczały się więc do minimum, pomijając już fakt, że nawet gdyby była najbardziej nawet popularną uczennicą w szkole, to trudno oczekiwać jakichś odważnych doświadczeń od dwunastolatki. Nagle ją olśniło - przecież może poprosić o pomoc Harry'ego Pottera, w końcu sama wielokrotnie go wspierała i ratowała.
***
Niczego niespodziewający się Harry Potter pochrapywał w dormitorium Gryfonów, śniąc wspaniałe sny i nie spodziewając się, że wkrótce zostaną one brutalnie przerwane. Był właśnie w kulminacyjnym momencie bardzo interesującego snu, kiedy nagle poczuł, że coś go łaskocze... w krocze.
- Nie teraz, Marcus... - mruknął z irytacją, po czym spróbował obrócić się na bok i ponownie zapaść w stan błogiej nieświadomości.
- Harry Potter musi natychmiast wstać! - dobiegł go piskliwy głos Zgredka.
Gdy Harry zrozumiał, że skrzat go dotykał tam, gdzie nie powinien natychmiast się obudził. Czyżby Mrużka przestała się zajmować biednym Zgredkiem, teraz zmuszonym do szukania spełnienia swoich najskrytszych fantazji wśród śpiących ludzi?
- Eee... Zgredku, przestań robić mi to co mi robisz - mruknął zawstydzony siadając na łóżku.
- Zgredek nie podsłuchiwał, ale wie jedno - Harry Potter musi uważać, bo profesor Snape dowiedział się, że produkujesz zielone stringi - zapiszczał.
- C-co? - otępiały umysł Harego miał pewne problemy z logicznym rozumowaniem - I może mi jeszcze powiesz, że Jęcząca Marta chajta się z Krwawym Baronem?
- Harry Potter musi uciekać, Zgredek - zrobił pauzę - ocali Harry'ego Pottera...! - deportował się niepokojąco szybko.
- No to super - mruknął rozespany chłopak. - Zgredek chce mnie zabić.
***
Krukon, który właśnie obudził się w skrzydle szpitalnym, niespodziewanie zdał sobie sprawę z tego, że jest homoseksualistą, a Krwawy Baron to mężczyzna. Doszedł do wniosku, że mógłby zarobić morze galeonów, jeśli wymyśliłby sposób na stworzenie zielonych stringów z ektoplazmy i popędził do biblioteki. Jęknął boleściwie, patrząc na zakurzone regały i zastanawiając się, czy aby na pewno tiara przydzieliła go do dobrego domu.
- Accio, poproszę książkę o bieliźnie z ektoplazmy - powiedział, chociaż nie wierzył, że w ten sposób cokolwiek znajdzie. Nie pomylił się, jednak zamiast tego prosto na niego zaczął lecieć stos różnych książek o gaciach, stringach, figach itp.- tych magicznych, jak i zarówno tych mugolskich.
- Na Merlina, śmierć w iście krukońskim stylu! - zawołała bibliotekarka patrząc oniemiała na przysypanego książkami chłopaka.
- Mamo, lepiej mi pomóż... - powiedział patrząc na kobietę.
Kobieta otworzyła szerzej oczy ze zdumienia, po czym zmarszczyła brwi i odpowiedziała:
- Stanowczo za dużo czasu spędzasz w zamknięciu, przydałaby ci się...- przerwała na chwilę, po czym dokończyła stanowczym tonem - szklaneczka Drenbieńskiego Rumu.
- Nie chcę, a tak w ogóle - wstał - to śpieszę się na eliksiry - pomachał na pożegnanie i wybiegł.
***
Harry Potter postanowił uciec przed Zgredkiem do łazienki Jęczącej Marty. I to był wielki błąd. Pech chciał, iż zapomniał o Snapie, który właśnie w tym momencie na środku łazienki awanturował się z Krwawym Baronem o zielone stringi z jego najnowszej kolekcji.
- Ja chcę tylko wiedzieć skąd masz te majtki i jak... działają - ostatnie słowo powiedział tak cicho, że Potter ich nie dosłyszał.
Nagle Mistrz Eliksirów obrócił się dookoła własnej osi, jego czarna szata załopotała złowieszczo, a jej właściciel oskarżycielsko wycelował palec prosto w pierś biednego Gryfona.
- Co robisz w damskiej toalecie, Potter, zmieniłeś płeć? - zirytowany nauczyciel obdarzył go swoim gniewnym wzrokiem.
- Jeśli ja zmieniłem to i pan, profesorze - odparł zuchwale Harry.
Snape uniósł brwi i zacisnął wargi, wykrzywiając je jednocześnie - Apokalipsa była blisko. Cała szkoła wiedziała, że denerwowanie Mistrza Eliksirów to stanowczo nie był dobry pomysł.
- Dziś o ósmej wieczorem w moim gabinecie, to będzie najgorszy szlaban w twoim życiu - wycedził Snape.
Potter przełknął nerwowo ślinę, zaciskając w niemej złości pięści.
- Harry, porozmawiajmy - usłyszał głos Jęczącej Marty, drzwi jednej z kabin otworzyły się. Wzrok Harry'ego błądził niepewnie po jej niemodnych okularach, przetłuszczonych włosach koloru mysiego futerka i nie pierwszej świeżości białej koszuli, by wreszcie spocząć na widniejących pod ostatnią imponujących rozmiarów piersiach.
- Byłaś u chirurga plastycznego dla duchów? - zapytał wprost Gryfon.
- Oczywiście, każda kobieta ma prawo być piękna!
- Kobieta? - mruknął powątpiewająco Harry, jednak na tyle cicho, by Marta nie usłyszała.
- Marto, a właściwie z jakiego powodu chcesz rozmawiać z nim? - zapytał Krwawy Baron z kiepsko ukrywaną zazdrością.
- Chcę go prosić na świadka, oczywiście - odparła zdziwiona tonem Barona.
Wolała nie mówić przyszłemu mężowi, w czym Potter ma jej pomóc. Po chwili nasunęła się jej myśl jeszcze bardziej ponura od poprzedniej: przekonanie do tego pomysłu Harry'ego również nie będzie należało do najłatwiejszych rzeczy we wszechświecie.
- A propos ślubu, chciałem przeprowadzić z tobą męską rozmowę - wtrącił Snape i spojrzał znacząco na ducha Slytherinu.
Słysząc to, Marta pobladła straszliwie, przybierając jeszcze bledszy odcień przezroczystości. Z jękiem wleciała do rury odpływowej, gdzie będzie mogła spokojnie płakać. Baron rzucił Severusowi mordercze spojrzenie bladych oczu i udał się w ślad za narzeczoną. Harry, jako, iż przez chwilę był ignorowany, postanowił iście po gryfońsku dać drapaka.
***
- Co tam bielizna... cała konfekcja dla duchów! - wykrzyknął podniecony Arnold Pince, gdy przechodził obok łazienki Jęczącej Marty.
Oczami wyobraźni już widział te miliony galeonów, które mógł zarobić na tym przedsięwzięciu.
- Stringi to mój opatentowany produkt! - wykrzyczał Potter, który nie odbiegł tak daleko, by nie słyszeć Arnolda.
Harry postanowił poprosić Zgredka, by obserwował poczynania Pince'a, w końcu nie może pozwolić, by ktoś mu podwędził biznes.
***
Wspomniany skrzat właśnie rozmyślał nad tym, jak uratować kochanego Harry'ego. Zdawał sobie sprawę z tego, że profesor Snape to bardzo poważny przeciwnik, a teraz gdy usiłował zdobyć zielone stringi, był bardziej niebezpieczny niż zazwyczaj.
- Pozbawić wszystkich kości, czy wyssać całą krew z organizmu? - zastanawiał się na głos nad sposobem uratowania Złotego Chłopca. - Trzeba powiedzieć Snape'owi, że Harry - uśmiechnął się - jest w ciąży... z Marcusem, bo matki Ślizgona Mistrz Eliksirów nie skrzywdzi! - wpadł na genialny, jego zdaniem, pomysł.
I, oczywiście, od razu udał się do prywatnych kwater Nietoperza.
***
W swoich prywatnych pokojach Severus Snape siedział przed kominkiem w ulubionym fotelu i rozmyślał nad sposobem przekonania Pottera, by ten sprezentował mu kilka par zielonych stringów.
- Sir Harry Potter jest w ciąży - mężczyzna drgnął, nikogo prócz niego nie było w pomieszczeniu - z Marcusem! - Mistrz Eliksirów rozpoznał ten głos, znalazł również rozwiązanie swojego problemu.
-Ukaż się Zgredku, mam do ciebie interes i jeśli nie chcesz stać się prezentem dla naszego szanownego dyrektora, radzę ci się pospieszyć. - Zamruczał gardłowym głosem Severus.
Skrzat wyłonił się z cienia, by w tej samej chwili zostać pochwyconym przez silne dłonie Mistrza Eliksirów.
- Profesorze Snape, sir? - Oczy Zgredka, wielkości spodeczków, zrobiły się jeszcze większe ze strachu.
- Nikt się nie dowie o... wpadce - uśmiechnął się mściwie - twojego Pottera, jeśli przyniesie na swój szlaban trzy pary zielonych stringów.
Biedny skrzat pomyślał nagle, że czegoś tu nie rozumie. Postanowił jednak tego nie roztrząsać i z cichym pyknięciem aportował się do dormitorium młodego czarodzieja.
***
Krwawy Baron trzymał rękę Marty i szeptał jej czułe słówka.
- Luba Marto, czy wiesz, że twa eteryczna skóra ma odcień piękniejszy niż zielone stringi Pottera? - gruchał zalotnie.
- A tobie tylko jedno w głowie!!! - płacz dziewczyny stawał się coraz bardziej histeryczny.
- Ależ kochanie... - Krwawy Baron miał właśnie wygłosić bardzo długą i bardzo ślizgońską mowę dotyczącą wnętrza własnej głowy, gdy z odpływu rury, w jakiej się aktualnie znajdowali, dobiegł mrożący krew w żyłach (nawet tych ściśle ektoplazmatycznych) gulgot.
- Harry znów robi jakiś eliksir - mruknęła Marta i spojrzała na towarzysza z mieszanką smutku i miłości. Para duchów, wyłoniwszy się z kolanka, zobaczyła Zgredka szamoczącego się z ogromnym kociołkiem i mamroczącego o Eliksirze Zieloności.
- Ta łazienka zmienia się w pracownię eliksirów, zrób coś z tym! - zażądała rozwścieczona Marta.
Baron westchnął cicho i udał się do lochów w poszukiwaniu jedynej osoby, która była w stanie mu pomóc.
***
W podziemiach, niezmienne od dziesiatek lat, panował chłód i przerażająca, mrożąca krew w żyłach cisza. Tego dnia było w nich jednak jeszcze mroczniej niż zwykle, a pełną grozy atmosferę potęgowały zielone opary, unoszące się nisko nad kamienną posadzką. Krwawy Baron od dwudziestu minut szukał profesora Snape'a, zaczynał się denerwować. Gdzie się podziewał ten idiota, cham, wspaniały Mistrz Eliksirów, Ślizgoński dupek, irytujący Barona?
- Przepraszam... co, do cholery?! - Rozległ się ponury wrzask Severusa Snape'a, który nawet na duchach stosował niezawodną niekiedy legilimencję.
- Nie waż się mnie podsłuchiwać! - warknął najgroźniejszy duch Hogwartu i w oka mgnieniu pojawił się zaraz przed twarzą "Najseksowniejszego Mężczyzny W Kalesonach" (jak lubił go określać Dumbledore). - Sam sobie poradzę z Potterem, Zgredkiem i ich eliksirami w łazience Marty! - wykrzyknął, obserwując zaciekawienie pojawiające się w oczach Opiekuna Slytherinu.
Chwilę później dumnie odpływał w mrok jednego z korytarzy.
Krwawy Baron nie wiedział, że jeszcze pożałuje swojej decyzji.
Tymczasem dumnie powiewający swoją czarną jak smolista noc szatą, Naczelny Nietoperz Hogwarckich Korytarzy frunął jak wielka gradowa chmura w stronę rzeczonej łazienki. Jego usta wygięły się w złośliwym uśmieszku. Wszyscy uczniowie, niezależnie od płci czy wieku uskakiwali pod ściany, gdyż widok ten, pomimo, iż częsty, nadal napawał ich przerażeniem. Arnold Pince, który rozmyślał nad tym, że erotyczne zabawki będą się lepiej sprzedawać niż jakieś zielone sznurki, ledwo zdążył ukryć się za filarem.
Miał pecha - Mężczyzna - W - Kalesonach właśnie dosłyszał cząstkę myśli i zaraz doskoczył do niego, łapiąc za idealnie wyprasowany kołnierz koszuli i przyszpilając do ściany.
- Masz coś przeciwko tym zielonym sznurkom? - warknął ironicznie Facet - Kochający - Czarną - Czerń, a w jego oczach błysnęła żądza mordu.
- Skąd - zaprzeczył - ale zielony pejczyk też jest gites!
- Na pana miejscu bym uważał, panie Pince - ktoś może ukrócić pańskie nielegalne poczynania, jeśli nie dostanie odpowiedniej ilości tych... zabawek - szepnął mrocznie Mistrz Eliksirów, zostawiając oniemiałego Krukona na korytarzu.
- To koszmar jakiś jest...
- Nie, koszmar to będzie, kiedy zaczniesz mi psuć interes!- zza zaułka wyłonił się Harry, cały czerwony na twarzy z tłumionej złości.
Zapewne gdyby nie Potter, Severus zdążył by odczytać myśl pewnej Puchonki, która właśnie, spoglądając na niego z za zasłony, rozbierała go, sztuka, po sztuce, z każdego możliwego elementu ubioru.
-Ach, Potter - uśmiechnął się złowieszczym uśmiechem, w którym można było wyczuć delikatną nutkę sarkazmu i odrobinę wrodzonej złośliwości - właśnie cię szukałem...
- E, to niech pan szuka dalej - rzekł, po czym - najzwyczajniej w świecie, po gryffońsku: dał drapaka.
Snape już chciał za nim biec, w sposób całkowicie niegodny Mistrza Eliksirów, gdy nagle... zdał sobie sprawę z czyiś, bardzo, bardzo dziwnych, myśli. Odwrócił się ze złowieszczym łopotem swojej złowieszczej szaty i spojrzał wprost w szeroko otwarte oczy puchońskiej dziewoi.
- O, o... -zdążyła tylko wyszeptać zanim zrozumiała, że wyobrażała sobie przed chwilą ciemnookiego, pięknego, wspaniałego.. nauczyciela przywiązanego kajdankami do łóżka.
***
W tym czasie Krwawy Baron zgłębiał meandry życia bakterii. Zastanawiał się też czy opisanie współżycia pantofelków Marcie, nie pomogło by przełamać jej nieśmiałości - niestety, ale owe organizmy rozmnażały się w sposób odmienny od ludzkiego, dały by więc całkiem nieprawdziwe pojęcie o pożyciu małżeńskim, zwłaszcza że o rozmnażaniu duchów nie mogło być mowy. Porzucił więc ten pomysł na rzecz innego, niepomiernie jednak bardziej karkołomnego przedsięwzięcia.
"Niestety" - warknął w myślach, "będzie do tego potrzebny Ten - Przeklęty - Potter."
W mgnieniu oka przeleciał przez niezliczoną ilość korytarzy, ścian, podłóg i sufitów, szukając jedynej osoby, która mogła pomóc mu rozwiązać jego pierwszy, najprawdziwszy i najbardziej przerażający przedmałżenski problem.
- Potter potrzebny od zaraz, a ja... przed chwilą wysłałem na niego Severusa!
Myśl o tym, co stanie się z Potterem - jedyną osobą, która miała szansę sprawić, by jego noc poślubna nie okazała się niepowodzeniem - zmroziła jego ciało do szpiku plazmo-kości. Jedynym wyjściem z tej, nader zagmatwanej, sytuacji, było albo znaleźć Severusa i przyznać się do popełnienia pomyłki (co, w gruncie rzeczy i tak nie zdałoby żadnego egzaminu, gdyż Snape zawsze znajdzie na Pottera jakiś paragraf), albo, co bardziej prawdopodobne, znaleźć Pottera i kazać mu czym prędzej ukryć się przed Pierwszym - Wśród - Ślizgonów.
"Salazarze, błagam, zlituj się!"- modlił się w myślach gorliwie, pędząc po korytarzach i mając nadzieję, że Potter okaże się większym Ślizgonem niż na jakiego wygląda.
Gadające głowy
Zanim dodacie temat, przeczytajcie: slash i f-f.
Avatar użytkownika
morgan
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 396
Dołączył(a): 12 maja 2009, 22:59
Lokalizacja: z podświadomości

Re: Stonoga! (1)

Postprzez Al » 20 paź 2009, 21:19

Hogwart powoli budził się do życia. W kuchni słychać było skrzaty krzątające się po pomieszczeniu i przygotowujące śniadanie. Jesienne słońce oświetlało puste jeszcze błonia, sprawiając, że nocna mgła powoli podnosiła się, pozostawiając po sobie lśniące kropelki rosy.
- Tak, zostanę twoją żoną! ? wykrzyknęła radośnie Jęcząca Marta.
Wracający z nocnej wycieczki Krukon zamarł w pół kroku. Odwrócił się bardzo, bardzo powoli i zobaczył bardzo, bardzo dziwną scenę. Zanim zemdlał, z wrodzoną inteligencją zapytał: "hę?".
***
Severus Snape spał sobie w najlepsze, śniąc o wyjeździe na bezludną wyspę, gdzie nie musiałby uczyć bandy nieletnich przygłupów, a za to miałby pod dostatkiem egzotycznych składników do eliksirów, kiedy ze snu wyrwał go łomot do drzwi i krzyki Minerwy McGonagall. Wiedząc z doświadczenia, że nie oznacza to nic dobrego, zwlókł się z łóżka i skierował w stronę źródła dźwięków. Otworzył drzwi i zanim zdążył zorientować się w sytuacji, w jego ramionach znalazła się roztrzęsiona opiekunka Gryffindoru, ubrana w czerwono - złoty szlafrok, spod którego wystawał rąbek koszuli nocnej i w różnokolorowych wałkach na głowie. Minerwa mówiła szybko i bez sensu, i Severus zrozumiał z jej paplaniny tylko trzy słowa - ?ślub?, ?duch? i ?stringi?. Z niejakim trudem wyplątał się z kurczowych uścisków swojej koleżanki, podniósł się, po czym uznawszy, że konwencjonalne metody uspokajania kobiety - hm, MINERWY - w tej sytuacji na nic się nie zdadzą, a Avada może być nieco zbyt radykalną metodą i jeszcze Albus by się zdenerwował, opiekun Slytherinu wyciągnął różdżkę, skierował ją w stronę roztrzęsionej nauczycielki Transmutacji i wypowiedział tylko jedno słowo:
- Aguamenti!
Gdy szlafrok Minerwy nasiąknął wodą, a ona sama zaczęłam prychac jak rozjuszona kotka, Severus przerwał zaklęcie, w nadziei, że otrzyma jakieś normalne wyjaśnienia.
- Severusie Tobiaszu Snape'ie, jak śmiałeś! - wrzasnęła ociekająca wodą, opiekunka Gryffindoru, sprawiająca wrażenie równie wściekłej jak przed chwilą była rozhisteryzowana.
- Powtórz, ale wolno i wyraźnie to, co mówiłaś wcześniej ? warknął, zakładając bonżurkę, z zamiarem ukrycia piżamy w zielone węże i żaby.
Kobieta jeszcze przez chwilę połypała na niego wrogo, po czym z westchnieniem wyciągnęła z kieszeni szlafroka różdżkę, wysuszyła się jednym machnięciem i wzięła głęboki oddech.
- Jęcząca Marta przyjęła oświadczyny Krwawego Barona, który był ubrany tylko w zielone, męskie stringi... ? wstrząsnął nią dreszcz - a te włosy na plecach.
Mistrz Eliksirów wpatrywał się w Minerwę kompletnie oniemiały. Po chwili, gdy zdążył się już nieco otrząsnąć z szoku i poukładał sobie wszystko w głowie, ruszył przed siebie. Musiał znaleźć Barona i zapytać go o dwie rzeczy: po pierwsze co mu strzeliło do głowy, a po drugie jakim cudem udało mu się znaleźć zielone stringi...
***
Tymczasem Marta siedziała w rurze odpływowej, zastanawiała się nad słusznością swojego wyboru ? nie była pewna, czy Baron ją kocha, a poza tym? był bardziej doświadczony w sprawach seksu. Za życia Marta była brzydką i niezbyt lubianą dziewczynką, jej kontakty z płcią przeciwną ograniczały się więc do minimum, pomijając już fakt, że nawet gdyby była najbardziej nawet popularną uczennicą w szkole, to trudno oczekiwać jakichś odważnych doświadczeń od dwunastolatki. Nagle ją olśniło - przecież może poprosić o pomoc Harry'ego Pottera, w końcu sama wielokrotnie go wspierała i ratowała.
***
Niczego niespodziewający się Harry Potter pochrapywał w dormitorium Gryfonów, śniąc wspaniałe sny i nie spodziewając się, że wkrótce zostaną one brutalnie przerwane. Był właśnie w kulminacyjnym momencie bardzo interesującego snu, kiedy nagle poczuł, że coś go łaskocze... w krocze.
- Nie teraz, Marcus... - mruknął z irytacją, po czym spróbował obrócić się na bok i ponownie zapaść w stan błogiej nieświadomości.
- Harry Potter musi natychmiast wstać! - dobiegł go piskliwy głos Zgredka.
Gdy Harry zrozumiał, że skrzat go dotykał tam, gdzie nie powinien natychmiast się obudził. Czyżby Mrużka przestała się zajmować biednym Zgredkiem, teraz zmuszonym do szukania spełnienia swoich najskrytszych fantazji wśród śpiących ludzi?
- Eee... Zgredku, przestań robić mi to co mi robisz - mruknął zawstydzony siadając na łóżku.
- Zgredek nie podsłuchiwał, ale wie jedno - Harry Potter musi uważać, bo profesor Snape dowiedział się, że produkujesz zielone stringi - zapiszczał.
- C-co? - otępiały umysł Harego miał pewne problemy z logicznym rozumowaniem - I może mi jeszcze powiesz, że Jęcząca Marta chajta się z Krwawym Baronem?
- Harry Potter musi uciekać, Zgredek - zrobił pauzę - ocali Harry'ego Pottera...! - deportował się niepokojąco szybko.
- No to super - mruknął rozespany chłopak. - Zgredek chce mnie zabić.
***
Krukon, który właśnie obudził się w skrzydle szpitalnym, niespodziewanie zdał sobie sprawę z tego, że jest homoseksualistą, a Krwawy Baron to mężczyzna. Doszedł do wniosku, że mógłby zarobić morze galeonów, jeśli wymyśliłby sposób na stworzenie zielonych stringów z ektoplazmy i popędził do biblioteki. Jęknął boleściwie, patrząc na zakurzone regały i zastanawiając się, czy aby na pewno tiara przydzieliła go do dobrego domu.
- Accio, poproszę książkę o bieliźnie z ektoplazmy - powiedział, chociaż nie wierzył, że w ten sposób cokolwiek znajdzie. Nie pomylił się, jednak zamiast tego prosto na niego zaczął lecieć stos różnych książek o gaciach, stringach, figach itp.- tych magicznych, jak i zarówno tych mugolskich.
- Na Merlina, śmierć w iście krukońskim stylu! - zawołała bibliotekarka patrząc oniemiała na przysypanego książkami chłopaka.
- Mamo, lepiej mi pomóż... - powiedział patrząc na kobietę.
Kobieta otworzyła szerzej oczy ze zdumienia, po czym zmarszczyła brwi i odpowiedziała:
- Stanowczo za dużo czasu spędzasz w zamknięciu, przydałaby ci się...- przerwała na chwilę, po czym dokończyła stanowczym tonem - szklaneczka Drenbieńskiego Rumu.
- Nie chcę, a tak w ogóle - wstał - to śpieszę się na eliksiry - pomachał na pożegnanie i wybiegł.
***
Harry Potter postanowił uciec przed Zgredkiem do łazienki Jęczącej Marty. I to był wielki błąd. Pech chciał, iż zapomniał o Snapie, który właśnie w tym momencie na środku łazienki awanturował się z Krwawym Baronem o zielone stringi z jego najnowszej kolekcji.
- Ja chcę tylko wiedzieć skąd masz te majtki i jak... działają - ostatnie słowo powiedział tak cicho, że Potter ich nie dosłyszał.
Nagle Mistrz Eliksirów obrócił się dookoła własnej osi, jego czarna szata załopotała złowieszczo, a jej właściciel oskarżycielsko wycelował palec prosto w pierś biednego Gryfona.
- Co robisz w damskiej toalecie, Potter, zmieniłeś płeć? - zirytowany nauczyciel obdarzył go swoim gniewnym wzrokiem.
- Jeśli ja zmieniłem to i pan, profesorze - odparł zuchwale Harry.
Snape uniósł brwi i zacisnął wargi, wykrzywiając je jednocześnie - Apokalipsa była blisko. Cała szkoła wiedziała, że denerwowanie Mistrza Eliksirów to stanowczo nie był dobry pomysł.
- Dziś o ósmej wieczorem w moim gabinecie, to będzie najgorszy szlaban w twoim życiu - wycedził Snape.
Potter przełknął nerwowo ślinę, zaciskając w niemej złości pięści.
- Harry, porozmawiajmy - usłyszał głos Jęczącej Marty, drzwi jednej z kabin otworzyły się. Wzrok Harry'ego błądził niepewnie po jej niemodnych okularach, przetłuszczonych włosach koloru mysiego futerka i nie pierwszej świeżości białej koszuli, by wreszcie spocząć na widniejących pod ostatnią imponujących rozmiarów piersiach.
- Byłaś u chirurga plastycznego dla duchów? - zapytał wprost Gryfon.
- Oczywiście, każda kobieta ma prawo być piękna!
- Kobieta? - mruknął powątpiewająco Harry, jednak na tyle cicho, by Marta nie usłyszała.
- Marto, a właściwie z jakiego powodu chcesz rozmawiać z nim? - zapytał Krwawy Baron z kiepsko ukrywaną zazdrością.
- Chcę go prosić na świadka, oczywiście - odparła zdziwiona tonem Barona.
Wolała nie mówić przyszłemu mężowi, w czym Potter ma jej pomóc. Po chwili nasunęła się jej myśl jeszcze bardziej ponura od poprzedniej: przekonanie do tego pomysłu Harry'ego również nie będzie należało do najłatwiejszych rzeczy we wszechświecie.
- A propos ślubu, chciałem przeprowadzić z tobą męską rozmowę - wtrącił Snape i spojrzał znacząco na ducha Slytherinu.
Słysząc to, Marta pobladła straszliwie, przybierając jeszcze bledszy odcień przezroczystości. Z jękiem wleciała do rury odpływowej, gdzie będzie mogła spokojnie płakać. Baron rzucił Severusowi mordercze spojrzenie bladych oczu i udał się w ślad za narzeczoną. Harry, jako, iż przez chwilę był ignorowany, postanowił iście po gryfońsku dać drapaka.
***
- Co tam bielizna... cała konfekcja dla duchów! - wykrzyknął podniecony Arnold Pince, gdy przechodził obok łazienki Jęczącej Marty.
Oczami wyobraźni już widział te miliony galeonów, które mógł zarobić na tym przedsięwzięciu.
- Stringi to mój opatentowany produkt! - wykrzyczał Potter, który nie odbiegł tak daleko, by nie słyszeć Arnolda.
Harry postanowił poprosić Zgredka, by obserwował poczynania Pince'a, w końcu nie może pozwolić, by ktoś mu podwędził biznes.
***
Wspomniany skrzat właśnie rozmyślał nad tym, jak uratować kochanego Harry'ego. Zdawał sobie sprawę z tego, że profesor Snape to bardzo poważny przeciwnik, a teraz gdy usiłował zdobyć zielone stringi, był bardziej niebezpieczny niż zazwyczaj.
- Pozbawić wszystkich kości, czy wyssać całą krew z organizmu? - zastanawiał się na głos nad sposobem uratowania Złotego Chłopca. - Trzeba powiedzieć Snape'owi, że Harry - uśmiechnął się - jest w ciąży... z Marcusem, bo matki Ślizgona Mistrz Eliksirów nie skrzywdzi! - wpadł na genialny, jego zdaniem, pomysł.
I, oczywiście, od razu udał się do prywatnych kwater Nietoperza.
***
W swoich prywatnych pokojach Severus Snape siedział przed kominkiem w ulubionym fotelu i rozmyślał nad sposobem przekonania Pottera, by ten sprezentował mu kilka par zielonych stringów.
- Sir Harry Potter jest w ciąży - mężczyzna drgnął, nikogo prócz niego nie było w pomieszczeniu - z Marcusem! - Mistrz Eliksirów rozpoznał ten głos, znalazł również rozwiązanie swojego problemu.
-Ukaż się Zgredku, mam do ciebie interes i jeśli nie chcesz stać się prezentem dla naszego szanownego dyrektora, radzę ci się pospieszyć. - Zamruczał gardłowym głosem Severus.
Skrzat wyłonił się z cienia, by w tej samej chwili zostać pochwyconym przez silne dłonie Mistrza Eliksirów.
- Profesorze Snape, sir? - Oczy Zgredka, wielkości spodeczków, zrobiły się jeszcze większe ze strachu.
- Nikt się nie dowie o... wpadce - uśmiechnął się mściwie - twojego Pottera, jeśli przyniesie na swój szlaban trzy pary zielonych stringów.
Biedny skrzat pomyślał nagle, że czegoś tu nie rozumie. Postanowił jednak tego nie roztrząsać i z cichym pyknięciem aportował się do dormitorium młodego czarodzieja.
***
Krwawy Baron trzymał rękę Marty i szeptał jej czułe słówka.
- Luba Marto, czy wiesz, że twa eteryczna skóra ma odcień piękniejszy niż zielone stringi Pottera? - gruchał zalotnie.
- A tobie tylko jedno w głowie!!! - płacz dziewczyny stawał się coraz bardziej histeryczny.
- Ależ kochanie... - Krwawy Baron miał właśnie wygłosić bardzo długą i bardzo ślizgońską mowę dotyczącą wnętrza własnej głowy, gdy z odpływu rury, w jakiej się aktualnie znajdowali, dobiegł mrożący krew w żyłach (nawet tych ściśle ektoplazmatycznych) gulgot.
- Harry znów robi jakiś eliksir - mruknęła Marta i spojrzała na towarzysza z mieszanką smutku i miłości. Para duchów, wyłoniwszy się z kolanka, zobaczyła Zgredka szamoczącego się z ogromnym kociołkiem i mamroczącego o Eliksirze Zieloności.
- Ta łazienka zmienia się w pracownię eliksirów, zrób coś z tym! - zażądała rozwścieczona Marta.
Baron westchnął cicho i udał się do lochów w poszukiwaniu jedynej osoby, która była w stanie mu pomóc.
***
W podziemiach, niezmienne od dziesiatek lat, panował chłód i przerażająca, mrożąca krew w żyłach cisza. Tego dnia było w nich jednak jeszcze mroczniej niż zwykle, a pełną grozy atmosferę potęgowały zielone opary, unoszące się nisko nad kamienną posadzką. Krwawy Baron od dwudziestu minut szukał profesora Snape'a, zaczynał się denerwować. Gdzie się podziewał ten idiota, cham, wspaniały Mistrz Eliksirów, Ślizgoński dupek, irytujący Barona?
- Przepraszam... co, do cholery?! - Rozległ się ponury wrzask Severusa Snape'a, który nawet na duchach stosował niezawodną niekiedy legilimencję.
- Nie waż się mnie podsłuchiwać! - warknął najgroźniejszy duch Hogwartu i w oka mgnieniu pojawił się zaraz przed twarzą "Najseksowniejszego Mężczyzny W Kalesonach" (jak lubił go określać Dumbledore). - Sam sobie poradzę z Potterem, Zgredkiem i ich eliksirami w łazience Marty! - wykrzyknął, obserwując zaciekawienie pojawiające się w oczach Opiekuna Slytherinu.
Chwilę później dumnie odpływał w mrok jednego z korytarzy.
Krwawy Baron nie wiedział, że jeszcze pożałuje swojej decyzji.
Tymczasem dumnie powiewający swoją czarną jak smolista noc szatą, Naczelny Nietoperz Hogwarckich Korytarzy frunął jak wielka gradowa chmura w stronę rzeczonej łazienki. Jego usta wygięły się w złośliwym uśmieszku. Wszyscy uczniowie, niezależnie od płci czy wieku uskakiwali pod ściany, gdyż widok ten, pomimo, iż częsty, nadal napawał ich przerażeniem. Arnold Pince, który rozmyślał nad tym, że erotyczne zabawki będą się lepiej sprzedawać niż jakieś zielone sznurki, ledwo zdążył ukryć się za filarem.
Miał pecha - Mężczyzna - W - Kalesonach właśnie dosłyszał cząstkę myśli i zaraz doskoczył do niego, łapiąc za idealnie wyprasowany kołnierz koszuli i przyszpilając do ściany.
- Masz coś przeciwko tym zielonym sznurkom? - warknął ironicznie Facet - Kochający - Czarną - Czerń, a w jego oczach błysnęła żądza mordu.
- Skąd - zaprzeczył - ale zielony pejczyk też jest gites!
- Na pana miejscu bym uważał, panie Pince - ktoś może ukrócić pańskie nielegalne poczynania, jeśli nie dostanie odpowiedniej ilości tych... zabawek - szepnął mrocznie Mistrz Eliksirów, zostawiając oniemiałego Krukona na korytarzu.
- To koszmar jakiś jest...
- Nie, koszmar to będzie, kiedy zaczniesz mi psuć interes!- zza zaułka wyłonił się Harry, cały czerwony na twarzy z tłumionej złości.
Zapewne gdyby nie Potter, Severus zdążył by odczytać myśl pewnej Puchonki, która właśnie, spoglądając na niego z za zasłony, rozbierała go, sztuka, po sztuce, z każdego możliwego elementu ubioru.
-Ach, Potter - uśmiechnął się złowieszczym uśmiechem, w którym można było wyczuć delikatną nutkę sarkazmu i odrobinę wrodzonej złośliwości - właśnie cię szukałem...
- E, to niech pan szuka dalej - rzekł, po czym - najzwyczajniej w świecie, po gryffońsku: dał drapaka.
Snape już chciał za nim biec, w sposób całkowicie niegodny Mistrza Eliksirów, gdy nagle... zdał sobie sprawę z czyiś, bardzo, bardzo dziwnych, myśli. Odwrócił się ze złowieszczym łopotem swojej złowieszczej szaty i spojrzał wprost w szeroko otwarte oczy puchońskiej dziewoi.
- O, o... -zdążyła tylko wyszeptać zanim zrozumiała, że wyobrażała sobie przed chwilą ciemnookiego, pięknego, wspaniałego.. nauczyciela przywiązanego kajdankami do łóżka.
***
W tym czasie Krwawy Baron zgłębiał meandry życia bakterii. Zastanawiał się też czy opisanie współżycia pantofelków Marcie, nie pomogło by przełamać jej nieśmiałości - niestety, ale owe organizmy rozmnażały się w sposób odmienny od ludzkiego, dały by więc całkiem nieprawdziwe pojęcie o pożyciu małżeńskim, zwłaszcza że o rozmnażaniu duchów nie mogło być mowy. Porzucił więc ten pomysł na rzecz innego, niepomiernie jednak bardziej karkołomnego przedsięwzięcia.
"Niestety" - warknął w myślach, "będzie do tego potrzebny Ten - Przeklęty - Potter."
W mgnieniu oka przeleciał przez niezliczoną ilość korytarzy, ścian, podłóg i sufitów, szukając jedynej osoby, która mogła pomóc mu rozwiązać jego pierwszy, najprawdziwszy i najbardziej przerażający przedmałżenski problem.
- Potter potrzebny od zaraz, a ja... przed chwilą wysłałem na niego Severusa!
Myśl o tym, co stanie się z Potterem - jedyną osobą, która miała szansę sprawić, by jego noc poślubna nie okazała się niepowodzeniem - zmroziła jego ciało do szpiku plazmo-kości. Jedynym wyjściem z tej, nader zagmatwanej, sytuacji, było albo znaleźć Severusa i przyznać się do popełnienia pomyłki (co, w gruncie rzeczy i tak nie zdałoby żadnego egzaminu, gdyż Snape zawsze znajdzie na Pottera jakiś paragraf), albo, co bardziej prawdopodobne, znaleźć Pottera i kazać mu czym prędzej ukryć się przed Pierwszym - Wśród - Ślizgonów.
"Salazarze, błagam, zlituj się!"- modlił się w myślach gorliwie, pędząc po korytarzach i mając nadzieję, że Potter okaże się większym Ślizgonem niż na jakiego wygląda.
Nie wiedział, że pierwszą osobą, którą spotka nie będzie Harry, ale sam Mistrz Eliksirów - w dodatku w całkiem nieoczekiwanej sytuacji.

Rozdział drugi: Stonoga! (2)
Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Poprzednia strona

Powrót do Tasiemce

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron