I Stonoga! (3)

Tasiemce w trakcie realizacji.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

Re: Stonoga! (3)

Postprzez Binia » 22 sty 2010, 01:32

Severus ubrał swoją niedzielną, czarną szatę. Niewielu wiedziało, że jest to również szata poniedziałkowa, wtorkowa, środowa, czwartkowa, piątkowa i sobotnia. Niektórzy jednak to podejrzewali i wiele by oddali, żeby poznać prawdę z ust jej właściciela. Życie jednak nie jest takie łaskawe i nikt nie pozna tego sekretu przez kilka najbliższych dekad.
- Duchy biorą ślub, co za głupota - warknął do odbicia w lustrze.
- Nie sądzisz, że to piękne? - odpowiedziało lustro, tandetnie przesłodzonym głosikiem.
- Dlaczego trzymam cię w swoich pokojach? - zadał pytanie, ubierając czarne (trochę sprane) skarpety.
- Ponieważ znam kilka twoich mrocznych sekretów, moja ty soczysta grusze... - lustro urwało nie dokończywszy zdania, spotykając się nagle z ciężkim, czarnym butem. - Gruszeczko, ty brutalu!
Mistrz Eliksirów już chciał je rozbić na miliardy kawałków, kiedy przypomniał sobie, że uwolniłby w ten sposób największego plotkarza w historii Hogwartu, poprzestał więc na zasłonięciu srebrzystej tafli zgrzebną kotarą i dumnym krokiem wymaszerował ze swych komnat. Czuł stanowczą potrzebę przejścia się po zamku. W tej chwili nie był w stanie spokojnie przetrwać zaślubin Krwawego Barona i Marty, dlatego koniecznie musiał się odstresować. A najlepszym sposobem na odstresowanie się było odjęcie kilkudziesięciu punktów. Najlepiej Gryfonom, oczywiście. A jeden z nich, nieświadomy swojego nieszczęścia, wyłonił się właśnie zza rogu.
- Wcale mnie tu nie ma, profesorze! - Wykrzyczawszy owe zdanie Złoty Chłopiec zachował się wyjątkowo niegryfońsko i dał drapaka.
- Zauważyłeś, że ten chłopak bardziej pasuje na Ślizgona? - zapytał Krwawy Baron, który W tym momencie wyłonił si ze ściany i przyglądał się uważnie swojemu świadkowi.
- Chyba na wariata! - żachnął się profesor; jego mina zdradzała, że knuje jakiś mściwy plan.
- Tylko nie kłóć się z nim przed ołtarzem, nie możesz popsuć mojego ślubu - powiedział spokojnie Baron.
- Czy ja się kiedykolwiek kłócę ze Złotym Chłopcem Gryffindoru? - spytał z sarkazmem Mistrz SS.


***

Zmartwiona Hermiona usiadła na pustym łóżku przyjaciela, niespodziewanie zauważyła karteczkę, wystającą spod poduszki.
Niestaranne pismo Harry'ego układało się w słowa: Mam teraz ślub. Nie wrócę na lunch. Harry
- Merlinie, w co się on znowu wpakował, jaki ślub, co on sobie myślał, że zwykła kartka z napisem "Mam teraz ślub" wystarczy by się nie martwić?
- Hermiono, wychodzisz za mąż?! - wykrzyknął Ron, który usłyszał tylko kilka ostatnich słów dziewczyny.
- Ron, ja nie biorę ślubu, tylko raczej Harry sądząc po tej kartce, choć coś mi tu nie pasuje - mówiąc to podała przyjacielowi kartkę.
- Harry mówił, że poszuka czegoś w lochach... - powiedział i przeciągnął się, ziewając.
- W lo-lochach, p-poszuka w lochach, wiesz, co to znaczy? - zaczęła histeryzować Hermiona.
Chłopak podrapał się po rudej głowie i zapytał:
- Że coś tam zgubił?
- Ronaldzie Weasley, jak możesz być takim ignorantem, musimy go ratować! - wykrzyknęła zdegustowana dziewczyna, pochylając się w kierunku kufra Harry'ego, by sprawdzić, czy zabrał swoją pelerynę.
Dziewczyna podniosła stertę pergaminów z rysunkami oryginalnej bielizny, kilka próbek materiałów, zapasowe pióro i znoszone ubrania, by znaleźć poszukiwaną rzecz na samym dnie.
- Mapę, może też weźmiemy na wszelki wypadek? - zapytał z niepewnością w głosie Ron.
Hermiona z westchnieniem wzięła również wspomniany przedmiot i wyszła z pokoju, za nią potruchtał Weasley.

***

- Ma luba, nie denerwuj się, na pewno świadkowie przybędą na czas - pocieszał Martę Krwawy Baron.
- A co jeśli, nikt nie przyjdzie, co jeśli wszyscy zapomnieli, a co jeśli Harry... - zaczęła zawodzić Jęcząca Marta.
- Kochanie moje, wszyscy, których zaprosiłaś się zjawią - powiedział spokojnie i pewnie duch Slytherinu.
- Wydaje mi się, że słyszę kroki, to chyba twój świadek czyli Harry. - Dodał po chwili.
Marta zamyśliła się i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nie ma na sobie nic niebieskiego! Szczęście jej małżeństwa wisiało na włosku, jedyną nadzieją był Harry - może miał chociaż chusteczkę? Kiedy o tym myślała, chłopak wbiegł, jak na zawołanie, do łazienki, krzycząc:
- Ratujcie, ratujcie, idzie za mną Snape z jakimś niebieskim eliksirem w ręce!
- POTTER! - Dało się słyszeć wściekły głos Mistrza Eliksirów.
Harry wparował do łazienki i ukrył się za zdziwioną, wciąż zapłakaną, Martą.
- Harry masz może jakąś niebieską rzecz, a najlepiej chusteczkę? - zapytała lekko zdezorientowana, nie bardzo rozumiejąc co się dokoła niej dzieje.
- Mam zielone, czyste stringi - powiedział Harry i bez namysłu podał je dziewczynie, po chwili zauważył głód w oczach Severusa.
- To chyba nie był najlepszy pomysł... - szepną sama do siebie - Ratunku gwałcą!
- Gacie albo cnota - Severus spojrzał wymownie na Pottera.
- Severusie, czy mógłbyś zachować swoje popędy seksualne, do czasu gdy nas już tu nie będzie? - zapytał Baron.
Severus nachmurzył się, ale stwierdził, że trzeba przeżyć ślub, a następnie a) zgwałcić Pottera i ukraść mu stringi, b) zabrać Gryfonowi stringi i zgwałcić, c) zgwałcić stringi i ukraść Pottera.
- Czy możemy zatem już zaczynać? - spytał poirytowany, rzucając spojrzenie Potterowi pt.: "i tak cię dopadnę".
Do pomieszczenia wparował Duch Beznogi, krzycząc "Nie, nie zgadzam się na to małżeństwo!"; zatrzymał się w półkroku i zrozumiał, że przybył zbyt wcześnie, by mieć dramatyczne wejście.
- O nie, on chce zepsuć nasz ślub i co ja teraz zrobię, Harry pomóż mi... - zaczęła jęczeć i zawodzić Marta.
Harry wlepił przerażony wzrok w Snape'a, Ślizgon z obrzydzeniem spojrzał na Ducha Beznogi, a ten ostatni z uwielbieniem spoglądał na Krwawego Barona.
- Slytherinie, miej nas w opiece, jeszcze czekają nas tu kłótnie ślubowo-małżeńskie duchów.
Drzwi ponownie się otworzyły i Severus zaczął się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest najgorszy dzień jego życia.

***

- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. - szepnęła Hermiona, stukając różdżką w mapę. - Ron, zobacz - on stoi u boku profesora Snape'a, to jego chce poślubić!
- Trzeba go ratować, ten wstrętny Nietoperz na pewno zmusił go do wypicia czegoś, a magiczne śluby, przecież są na stałe! - wykrzyknął przerażony Ron, jakby to on miał poślubić Snape'a.
- Trzeba iść po pomoc... - przerwała, gdy zobaczyła, że jeszcze ktoś wszedł do łazienki Jęczącej Marty.
- Może po McGonagall albo nie najlepiej do Dumbledore'a! - wykrzyknął uradowany Ron.
Hermionie coś nie pasowało, a przede wszystkim - kto normalny bierze ślub w łazience...?
- Ron, a jeśli się mylimy i oni nie biorą ślubu, przecież śluby zwykle są w kościele a nie w szkolnej łazience. - powiedziała Panna-Wiem-To-Wszystko.
- Czarodzieje zawsze pobierają się w łazienkach - powiedział zdziwiony Weasley.
- Jak to w łazienkach, w żadnej książce nic o tym nie pisze. - powiedziała zdziwiona i mocno poirytowana Hermiona.
- Nie jest napisane, Hermiono - poprawił ją, po czym prymuska zemdlała z szoku.
- Hermiono nie, nie umieraj, co ja najlepszego zrobiłem! - krzyknął załamany Ron. - Z pewnością opętał mnie Voldemort!!! - powiedział i wybiegł, szukając pomocy.
- Pani profesor, pani profesor! - zaczął wydzierać się jeszcze głośniej, gdy zobaczył opiekunkę swojego domu, gdy ta szła korytarzem. - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać... wszedł we mnie!!!
- Panie Weasley, proszę się uspokoić i jeszcze raz powiedzieć mi powoli i wyraźnie, bo obawiam się, że nie zrozumiałam nic z pana wypowiedzi. - powiedziała lekko czerwona na twarzy Minerwa.
- Pani profesor, pani profesor, Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać wszedł we mnie - powiedział wolno i wyraźnie, jakby McGonagall była niedorozwinięta.
- Po pierwsze kiedy i gdzie a po drugie, jak mogłeś być tak głupi, by uprawiać z nim seks?! - zaczęła się wydzierać wicedyrektorka.
- Przed chwilą, w moim dormitorium, jeszcze tam leży He... - przerwał, ponieważ w tym momencie, nie czekając na resztę zdania, McGonagall pobiegła na domniemane miejsce zbrodni.
- Merlinie, mniej nas w opiece, panno Granger, panno Granger... - powiedziała Opiekunka Gryffindoru na widok ciała Hermiony.

***

Harry wrzasnął przerażony i (nie wiedział, dlaczego) schował się za Snapem. Do łazienki wszedł Draco w potarganych włosach i rozpiętej koszuli, wystającej ze spodni, bez krawata i błogim uśmiechem na twarzy, jakby był świeżo, po niesamowitym seksie. Z dumą stanął na desce toaletowej w pierwszej kabinie, gotowy do połączenia związkiem małżeńskim tych dwojga; kilka minut po nim przydreptały trzy wampiry, które miały wystąpić w roli chórka i śpiewać miłosne pieśni.
- Zebraliśmy się dziś tutaj, w tym jakże uroczystym dniu, który zostanie na zawsze w naszej pamięci, jako dzień wielkiej orgii między domami jakże seksownego i przystojnego Slytherina a przeciętnego Gryffindora. Stanie się tak, albowiem Severus Snape, odurzony jakimiś wywarami kociołkowymi, poślubi Harry'ego Jamesa Pottera, panie świeć nad jego duszą. W ramach streszczenia: czy przyrzekacie sobie niewierność, namiętność, nieuczciwość i nie zapomniane przeżycia erotyczne, dopóki orgazm was nie wykończy, czy ślubujecie, być zawsze chętnym do przeżywania uniesień seksualnych...
- Ale to ja, Jęcząca Marta, biorę ślub z Krwawym Baronem! - przerwała panna młoda na skraju załamania psychicznego.
- Ale, to nic nie szkodzi, w końcu przecież duchy nie mogą się rozmnażać, choć ciekawi mnie jak wygląda i smakuje duchowa sperma, ciekawe czym się różni, Krwawy Baronie, nie zechciałbyś może...
- Z chęcią dokształcę cię seksualnie, pokażę wszystko - powiedział Duch Beznogi i posłał Malfoyowi sugestywne spojrzenie.
- Brzmi interesująco, a masz może odpowiednie miejsce do nauki, oczywiście przedtem musisz mi podać swoje wymiary oraz rodowód, ale przede wszystkim wymiary, nie interesuję się nikim, kto nie spełnia wymogów, a zalicza się do nich... - zaczął swój wywód Draco, całkowicie zapominając o ślubie.

***

Hermiona ocknęła się zmyślą, że musi ratować Harry'ego i zabrać do lekarza Rona.
- Czemu ja leżę na podłodze, Ron musimy ratować Harry'ego zanim poślubi Snape, a potem wysłać cię do lekarza i.... profesor McGonagall?
- Pan Potter i profesor Snape biorą ślub... ale on i tak nie będzie ważny, nie dali na zapowiedzi i nie uczestniczyli w naukach przedmałżeńskich!
- Ale oni chcą odprawić jakiś rytuał połączenia, bo jeszcze Malfoy do nich dołączył... - zaczął nagle mówić Ron, coś czego ani nie rozumiała Hermiona ani Opiekunka.
- Faflunisz, Ron, może zwyczajnie przejdźmy się do tej łazienki i wyjaśnimy wszystko z nimi.
Cała trójka poszła do łazienki Jęczącej Marty, lecz to co tam zobaczyli, po otwarciu drzwi, przeszło ich najśmielsze oczekiwania, McGonagall złapała się za serce, Hermiona wyglądała, jakby miała znowu zemdleć, a Ron zrobił się zielony na twarzy. Duch Beznogi stał z opuszczonymi do kolana (bo miał tylko jedną nogę, jak wskazuje jego imię) fioletowymi rajtuzami, pokazując, że spełnia wymogi Dracona; po chwili Krwawy Baron powiedział, że takie coś to on trzymał w spodniach, gdy był w przedszkolu. Harry, z tradycyjnie potarganymi włosami, bez krawata i z źle zapiętą koszulą przytulał się od tyłu do Severusa, który, z kolei wyglądał, jakby mu to nie przeszkadzało, ba nawet mu się to podobało a na dodatek, trzymał w ręce obrączki, nad nimi wszystkimi unosiła się Jęcząca Marta, będąca niezadowolona i wykrzykująca coś niezrozumiałego, a ubrana w krótka, białą sukienkę, z pod której wystawała czerwona podwiązka. Wampiry kołysały się delikatnie śpiewając znaną wszystkim piosenkę miłosną:

Na listek spadła łza, to ja, ta łza,
Gdzieś mała stonoga tutaj pełza.

- Spokój - krzyknęła Minerwa, po odzyskaniu jako tako zdolności logicznego myślenia - czy ktoś mi może wyjaśnić co to się do małej, ciasnej dzieje?

Krety wchodzą do swych dziurek,
Czy ktoś widział taki miłosny chórek?

Do uszu McGonagall dotarło wyznanie Harry'ego:
- Sevciu, wiesz, że cię kocham nie, zrobisz coś dla mnie, mam taką tyci prośbę, czy mógłbyś...
- Mógłbym - przerwał mu Snape niskim, bardzo pobudzającym głosem, - jeżeli nie będziesz się do mnie zwracał per Sevciu, nazywam się Severus.
- Dziękuję, dziękuję - wykrzyczał Harry odwracając się przodem do Mistrza SS, rzucając mu się na szyję i całując prosto w usta.
- Natychmiast stop! - wykrzyknęła Minerwa McGonagall i wyciągnęła różdżkę, gotowa zabić każdego, kto się odezwie.
Lecz znowu nikt nie zwrócił na nią żadnej uwagi, ba Harry i Severus dalej się całowali, wampiry śpiewały, dwa duchy się kłóciły, Jęcząca Marta dalej rozpaczała a Draco, znudziwszy się duchami, podszedł do Mistrza SS od tyłu i się do niego przytulił, na to wszystko otworzyły się drzwi do łazienki.
- Dzień dobry, catering - powiedziała niska czarownica, ubrana w żółtą szatę.
- Ale ja zamawiałem usługi erotyczne! - wykrzyczał niezadowolony Blondyn.
- Jeżeli ta pani od cateringu jest równocześnie usługodawcą erotycznym to biorę ją razem z tą żółtą szatą i rudymi włosami! - nagle ożywiła się profesor McGonagall, uśmiechając uroczo i idąc w stronę przestraszonej kobiety.
- A co z moim ślubem?! - wydarła się Marta, gdy zobaczyła, jak Minerwa goni rudowłosą po całej łazience, a Harry z Severusem, zbliżają się w stronę drzwi.
- Draco, ty powinieneś umierać w szpitali, przecież, a Harry ma chłopaka!!! - wydarła się Hermiona widząc, że wszystkich ogarnął jakiś łazienkowy szał.
- Cicho bądź kobieto, ja tu się zastanawiam, jak namówić Harry'ego i Severusa na trójkącik, także czy mogłabyś się zamknąć, bo nie mogę przez ciebie myśleć? - zadał pytanie lekko zdenerwowany Draco, patrząc lubieżnie na obejmującą i całującą się parę.
Ron niespodziewanie zrobił się zielony na twarzy i zakrywając usta ręką, wpadł do kabiny. Hermiona jak zwykle za nim, będąc przekonana, że to co wyczytała w książkach na temat różnych chorób i dolegliwości takich jak torsje, na pewno przyda się jej w tej chwili.
Nagle pisk Jęczącej Marty stał się tak okropny, że wszyscy zatrzymali się i zasłonili uszy dłońmi, panna młoda zawyła jeszcze raz i wpadła do muszli toaletowej, ochlapując wszystkich wodą.
- O nie ma luba, moje kochanie i jedyne słoneczko, poczekaj za mną, nie uciekaj, przepraszam Cię najmocniej, zaraz rozpocznie się ślub... - zaczął mówić Baron podlatując do sedesu i również w nim znikając.
- Nikt nie szanuje powagi urzędu, który sprawuję! - obraził się Malfoy i tupnął nogą na potwierdzenie swoich słów.
- Ależ Dracusiu, ja cię bardzo, ale to bardzo szanuję, jak chcesz to możemy jutro spędzić razem cały dzień i noc, i będzie nam razem miło i przyjemnie, zapewnię ci niezapomniane wrażenia... - zaczął mówić młody Potter, ale przerwał widząc wściekły wzrok swojego nowego kochanka - Severusa.
Mistrz eliksirów właśnie przypomniał sobie o fiolce z Eliksirem, Który Jest Tak Zły, Że Nie Chcesz Wiedzieć Jak Działa i wlał go w usta zdziwionego Dracona.
- Możesz być pewien panie Potter, że tej nocy nie zaśnie pan wogóle i że zapewnię panu niezapomniane przeżycia, także zapraszam do mnie - zaczął mówić SS głosem ociekającym erotyzmem i na sam koniec dodał ponaglająco - teraz!
Minerwa z przerażeniem zaobserwowała, że Harry bez zastanowienia wybiegł za Mistrzem Eliksirów, Draco usiadł na podłodze z nieobecnym wzrokiem, a wampiry uśmiechnęły się przebiegle. Następnie z jeszcze większym przerażeniem, zauważyła, że jej pani od zabawy sobie uciekła, w tym samym czasie Hermiona zaczęła prawić Ronowi zasady, jak ma wymiotować.
Pewien wampir zaczaił się i niespodziewanie ugryzł w szyję Hermionę, która zakwiliła z bólu... a po chwili w pomieszczeniu była tylko ona, McGonagall i Weasley.

***
Spoiler: pokaż
Gdy tylko wyszli z łazienki, skierowali się w stronę komnat Mistrza Eliksirów,gdy tylko się tam znaleźli, Severus przyszpilił Harry'ego do drzwi i gwałtownie pocałował. Potter był jednak z natury chłopcem porywczym, buńczucznym, więc naparł na starszego mężczyznę i pocałunkiem, zaczął walczyć o dominację. Snape nie został bierny, oj nie, on nie lubi nudy, woli, kiedy jego kochankowie, są aktywni, ale to on rządzi w łóżku, także jeszcze bardziej przycisnął Gryfona do drzwi i zaczął rozpinać jego koszulę. Potter, nie mając cierpliwości do wszystkich guzików swojego nauczyciela, większość wyrwał, czemu towarzyszył cudowny śmiech Mistrza Eliksirów, który torturował chłopca rozbierając go nieznośnie wolno.
- Ależ po co ten pośpiech, przed nami pół dnia oraz cała długa noc, nie musimy się z niczym śpieszyć, wręcz powiedziałbym, że pośpiech jest tu nie wskazany drogi Harry - szepnął seksownie SS.
- A jeśli za chwi... - spróbował coś powiedzieć Harry, lecz reszta zdania ulotniła się z jego głowy, gdy Snape opuszkami dwóch palców przesunął po jego kręgosłupie. Następnie równie powoli co wcześniej, zaczął przesuwać palce po bokach chłopca, by w końcu położyć je na jego kroku, lekko go masując i w końcu mocniej ścisnąć. Harry jęknął i mimowolnie wypchnął biodra w kierunku Severusa, który złośliwie zaczął się cofać.
- Po co ten pośpiech, jak już mówiłem, mamy dużo czasu, także zapewniam pana panie Potter, że jak z tobą skończę, to nie będziesz miał na nic siły, także albo się uspokoisz albo przywiążę się, co ty na to Harry? - zapytał szeptem Ślizgon, co spowodowało, jeszcze większe pobudzenie Gryfona.
Harry raz jeszcze pocałował Severusa, nie przebywał z nastolatkiem, tylko z dorosłym mężczyzną, poczuł dreszcze i już wiedział, co robić. Zaczął się ocierać o Severusa i błądzić rękami w okolicach jego podbrzusza, jednocześnie całując go dość agresywnie.
- Niech wybaczy pan ten pośpiech, profesorze - powiedział cicho do jego ucha, po czym zaczął pieścić językiem jego szyję.
- Czy ja ci czegoś nie powiedziałem, ty nieznośny chłopcze? - zapytał Ślizgon, łapiąc Harry'ego za nadgarstki i ciągnąc w stronę łóżka.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (3)

Postprzez Astaraela » 22 sty 2010, 01:41

Severus ubrał swoją niedzielną, czarną szatę. Niewielu wiedziało, że jest to również szata poniedziałkowa, wtorkowa, środowa, czwartkowa, piątkowa i sobotnia. Niektórzy jednak to podejrzewali i wiele by oddali, żeby poznać prawdę z ust jej właściciela. Życie jednak nie jest takie łaskawe i nikt nie pozna tego sekretu przez kilka najbliższych dekad.
- Duchy biorą ślub, co za głupota - warknął do odbicia w lustrze.
- Nie sądzisz, że to piękne? - odpowiedziało lustro, tandetnie przesłodzonym głosikiem.
- Dlaczego trzymam cię w swoich pokojach? - zadał pytanie, ubierając czarne (trochę sprane) skarpety.
- Ponieważ znam kilka twoich mrocznych sekretów, moja ty soczysta grusze... - lustro urwało nie dokończywszy zdania, spotykając się nagle z ciężkim, czarnym butem. - Gruszeczko, ty brutalu!
Mistrz Eliksirów już chciał je rozbić na miliardy kawałków, kiedy przypomniał sobie, że uwolniłby w ten sposób największego plotkarza w historii Hogwartu, poprzestał więc na zasłonięciu srebrzystej tafli zgrzebną kotarą i dumnym krokiem wymaszerował ze swych komnat. Czuł stanowczą potrzebę przejścia się po zamku. W tej chwili nie był w stanie spokojnie przetrwać zaślubin Krwawego Barona i Marty, dlatego koniecznie musiał się odstresować. A najlepszym sposobem na odstresowanie się było odjęcie kilkudziesięciu punktów. Najlepiej Gryfonom, oczywiście. A jeden z nich, nieświadomy swojego nieszczęścia, wyłonił się właśnie zza rogu.
- Wcale mnie tu nie ma, profesorze! - Wykrzyczawszy owe zdanie Złoty Chłopiec zachował się wyjątkowo niegryfońsko i dał drapaka.
- Zauważyłeś, że ten chłopak bardziej pasuje na Ślizgona? - zapytał Krwawy Baron, który W tym momencie wyłonił si ze ściany i przyglądał się uważnie swojemu świadkowi.
- Chyba na wariata! - żachnął się profesor; jego mina zdradzała, że knuje jakiś mściwy plan.
- Tylko nie kłóć się z nim przed ołtarzem, nie możesz popsuć mojego ślubu - powiedział spokojnie Baron.
- Czy ja się kiedykolwiek kłócę ze Złotym Chłopcem Gryffindoru? - spytał z sarkazmem Mistrz SS.


***

Zmartwiona Hermiona usiadła na pustym łóżku przyjaciela, niespodziewanie zauważyła karteczkę, wystającą spod poduszki.
Niestaranne pismo Harry'ego układało się w słowa: Mam teraz ślub. Nie wrócę na lunch. Harry
- Merlinie, w co się on znowu wpakował, jaki ślub, co on sobie myślał, że zwykła kartka z napisem "Mam teraz ślub" wystarczy by się nie martwić?
- Hermiono, wychodzisz za mąż?! - wykrzyknął Ron, który usłyszał tylko kilka ostatnich słów dziewczyny.
- Ron, ja nie biorę ślubu, tylko raczej Harry sądząc po tej kartce, choć coś mi tu nie pasuje - mówiąc to podała przyjacielowi kartkę.
- Harry mówił, że poszuka czegoś w lochach... - powiedział i przeciągnął się, ziewając.
- W lo-lochach, p-poszuka w lochach, wiesz, co to znaczy? - zaczęła histeryzować Hermiona.
Chłopak podrapał się po rudej głowie i zapytał:
- Że coś tam zgubił?
- Ronaldzie Weasley, jak możesz być takim ignorantem, musimy go ratować! - wykrzyknęła zdegustowana dziewczyna, pochylając się w kierunku kufra Harry'ego, by sprawdzić, czy zabrał swoją pelerynę.
Dziewczyna podniosła stertę pergaminów z rysunkami oryginalnej bielizny, kilka próbek materiałów, zapasowe pióro i znoszone ubrania, by znaleźć poszukiwaną rzecz na samym dnie.
- Mapę, może też weźmiemy na wszelki wypadek? - zapytał z niepewnością w głosie Ron.
Hermiona z westchnieniem wzięła również wspomniany przedmiot i wyszła z pokoju, za nią potruchtał Weasley.

***

- Ma luba, nie denerwuj się, na pewno świadkowie przybędą na czas - pocieszał Martę Krwawy Baron.
- A co jeśli, nikt nie przyjdzie, co jeśli wszyscy zapomnieli, a co jeśli Harry... - zaczęła zawodzić Jęcząca Marta.
- Kochanie moje, wszyscy, których zaprosiłaś się zjawią - powiedział spokojnie i pewnie duch Slytherinu.
- Wydaje mi się, że słyszę kroki, to chyba twój świadek czyli Harry. - Dodał po chwili.
Marta zamyśliła się i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nie ma na sobie nic niebieskiego! Szczęście jej małżeństwa wisiało na włosku, jedyną nadzieją był Harry - może miał chociaż chusteczkę? Kiedy o tym myślała, chłopak wbiegł, jak na zawołanie, do łazienki, krzycząc:
- Ratujcie, ratujcie, idzie za mną Snape z jakimś niebieskim eliksirem w ręce!
- POTTER! - Dało się słyszeć wściekły głos Mistrza Eliksirów.
Harry wparował do łazienki i ukrył się za zdziwioną, wciąż zapłakaną, Martą.
- Harry masz może jakąś niebieską rzecz, a najlepiej chusteczkę? - zapytała lekko zdezorientowana, nie bardzo rozumiejąc co się dokoła niej dzieje.
- Mam zielone, czyste stringi - powiedział Harry i bez namysłu podał je dziewczynie, po chwili zauważył głód w oczach Severusa.
- To chyba nie był najlepszy pomysł... - szepną sama do siebie - Ratunku gwałcą!
- Gacie albo cnota - Severus spojrzał wymownie na Pottera.
- Severusie, czy mógłbyś zachować swoje popędy seksualne, do czasu gdy nas już tu nie będzie? - zapytał Baron.
Severus nachmurzył się, ale stwierdził, że trzeba przeżyć ślub, a następnie a) zgwałcić Pottera i ukraść mu stringi, b) zabrać Gryfonowi stringi i zgwałcić, c) zgwałcić stringi i ukraść Pottera.
- Czy możemy zatem już zaczynać? - spytał poirytowany, rzucając spojrzenie Potterowi pt.: "i tak cię dopadnę".
Do pomieszczenia wparował Duch Beznogi, krzycząc "Nie, nie zgadzam się na to małżeństwo!"; zatrzymał się w półkroku i zrozumiał, że przybył zbyt wcześnie, by mieć dramatyczne wejście.
- O nie, on chce zepsuć nasz ślub i co ja teraz zrobię, Harry pomóż mi... - zaczęła jęczeć i zawodzić Marta.
Harry wlepił przerażony wzrok w Snape'a, Ślizgon z obrzydzeniem spojrzał na Ducha Beznogi, a ten ostatni z uwielbieniem spoglądał na Krwawego Barona.
- Slytherinie, miej nas w opiece, jeszcze czekają nas tu kłótnie ślubowo-małżeńskie duchów.
Drzwi ponownie się otworzyły i Severus zaczął się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest najgorszy dzień jego życia.

***

- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. - szepnęła Hermiona, stukając różdżką w mapę. - Ron, zobacz - on stoi u boku profesora Snape'a, to jego chce poślubić!
- Trzeba go ratować, ten wstrętny Nietoperz na pewno zmusił go do wypicia czegoś, a magiczne śluby, przecież są na stałe! - wykrzyknął przerażony Ron, jakby to on miał poślubić Snape'a.
- Trzeba iść po pomoc... - przerwała, gdy zobaczyła, że jeszcze ktoś wszedł do łazienki Jęczącej Marty.
- Może po McGonagall albo nie najlepiej do Dumbledore'a! - wykrzyknął uradowany Ron.
Hermionie coś nie pasowało, a przede wszystkim - kto normalny bierze ślub w łazience...?
- Ron, a jeśli się mylimy i oni nie biorą ślubu, przecież śluby zwykle są w kościele a nie w szkolnej łazience. - powiedziała Panna-Wiem-To-Wszystko.
- Czarodzieje zawsze pobierają się w łazienkach - powiedział zdziwiony Weasley.
- Jak to w łazienkach, w żadnej książce nic o tym nie pisze. - powiedziała zdziwiona i mocno poirytowana Hermiona.
- Nie jest napisane, Hermiono - poprawił ją, po czym prymuska zemdlała z szoku.
- Hermiono nie, nie umieraj, co ja najlepszego zrobiłem! - krzyknął załamany Ron. - Z pewnością opętał mnie Voldemort!!! - powiedział i wybiegł, szukając pomocy.
- Pani profesor, pani profesor! - zaczął wydzierać się jeszcze głośniej, gdy zobaczył opiekunkę swojego domu, gdy ta szła korytarzem. - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać... wszedł we mnie!!!
- Panie Weasley, proszę się uspokoić i jeszcze raz powiedzieć mi powoli i wyraźnie, bo obawiam się, że nie zrozumiałam nic z pana wypowiedzi. - powiedziała lekko czerwona na twarzy Minerwa.
- Pani profesor, pani profesor, Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać wszedł we mnie - powiedział wolno i wyraźnie, jakby McGonagall była niedorozwinięta.
- Po pierwsze kiedy i gdzie a po drugie, jak mogłeś być tak głupi, by uprawiać z nim seks?! - zaczęła się wydzierać wicedyrektorka.
- Przed chwilą, w moim dormitorium, jeszcze tam leży He... - przerwał, ponieważ w tym momencie, nie czekając na resztę zdania, McGonagall pobiegła na domniemane miejsce zbrodni.
- Merlinie, mniej nas w opiece, panno Granger, panno Granger... - powiedziała Opiekunka Gryffindoru na widok ciała Hermiony.

***

Harry wrzasnął przerażony i (nie wiedział, dlaczego) schował się za Snapem. Do łazienki wszedł Draco w potarganych włosach i rozpiętej koszuli, wystającej ze spodni, bez krawata i błogim uśmiechem na twarzy, jakby był świeżo, po niesamowitym seksie. Z dumą stanął na desce toaletowej w pierwszej kabinie, gotowy do połączenia związkiem małżeńskim tych dwojga; kilka minut po nim przydreptały trzy wampiry, które miały wystąpić w roli chórka i śpiewać miłosne pieśni.
- Zebraliśmy się dziś tutaj, w tym jakże uroczystym dniu, który zostanie na zawsze w naszej pamięci, jako dzień wielkiej orgii między domami jakże seksownego i przystojnego Slytherina a przeciętnego Gryffindora. Stanie się tak, albowiem Severus Snape, odurzony jakimiś wywarami kociołkowymi, poślubi Harry'ego Jamesa Pottera, panie świeć nad jego duszą. W ramach streszczenia: czy przyrzekacie sobie niewierność, namiętność, nieuczciwość i nie zapomniane przeżycia erotyczne, dopóki orgazm was nie wykończy, czy ślubujecie, być zawsze chętnym do przeżywania uniesień seksualnych...
- Ale to ja, Jęcząca Marta, biorę ślub z Krwawym Baronem! - przerwała panna młoda na skraju załamania psychicznego.
- Ale, to nic nie szkodzi, w końcu przecież duchy nie mogą się rozmnażać, choć ciekawi mnie jak wygląda i smakuje duchowa sperma, ciekawe czym się różni, Krwawy Baronie, nie zechciałbyś może...
- Z chęcią dokształcę cię seksualnie, pokażę wszystko - powiedział Duch Beznogi i posłał Malfoyowi sugestywne spojrzenie.
- Brzmi interesująco, a masz może odpowiednie miejsce do nauki, oczywiście przedtem musisz mi podać swoje wymiary oraz rodowód, ale przede wszystkim wymiary, nie interesuję się nikim, kto nie spełnia wymogów, a zalicza się do nich... - zaczął swój wywód Draco, całkowicie zapominając o ślubie.

***

Hermiona ocknęła się zmyślą, że musi ratować Harry'ego i zabrać do lekarza Rona.
- Czemu ja leżę na podłodze, Ron musimy ratować Harry'ego zanim poślubi Snape, a potem wysłać cię do lekarza i.... profesor McGonagall?
- Pan Potter i profesor Snape biorą ślub... ale on i tak nie będzie ważny, nie dali na zapowiedzi i nie uczestniczyli w naukach przedmałżeńskich!
- Ale oni chcą odprawić jakiś rytuał połączenia, bo jeszcze Malfoy do nich dołączył... - zaczął nagle mówić Ron, coś czego ani nie rozumiała Hermiona ani Opiekunka.
- Faflunisz, Ron, może zwyczajnie przejdźmy się do tej łazienki i wyjaśnimy wszystko z nimi.
Cała trójka poszła do łazienki Jęczącej Marty, lecz to co tam zobaczyli, po otwarciu drzwi, przeszło ich najśmielsze oczekiwania, McGonagall złapała się za serce, Hermiona wyglądała, jakby miała znowu zemdleć, a Ron zrobił się zielony na twarzy. Duch Beznogi stał z opuszczonymi do kolana (bo miał tylko jedną nogę, jak wskazuje jego imię) fioletowymi rajtuzami, pokazując, że spełnia wymogi Dracona; po chwili Krwawy Baron powiedział, że takie coś to on trzymał w spodniach, gdy był w przedszkolu. Harry, z tradycyjnie potarganymi włosami, bez krawata i z źle zapiętą koszulą przytulał się od tyłu do Severusa, który, z kolei wyglądał, jakby mu to nie przeszkadzało, ba nawet mu się to podobało a na dodatek, trzymał w ręce obrączki, nad nimi wszystkimi unosiła się Jęcząca Marta, będąca niezadowolona i wykrzykująca coś niezrozumiałego, a ubrana w krótka, białą sukienkę, z pod której wystawała czerwona podwiązka. Wampiry kołysały się delikatnie śpiewając znaną wszystkim piosenkę miłosną:

Na listek spadła łza, to ja, ta łza,
Gdzieś mała stonoga tutaj pełza.

- Spokój - krzyknęła Minerwa, po odzyskaniu jako tako zdolności logicznego myślenia - czy ktoś mi może wyjaśnić co to się do małej, ciasnej dzieje?

Krety wchodzą do swych dziurek,
Czy ktoś widział taki miłosny chórek?

Do uszu McGonagall dotarło wyznanie Harry'ego:
- Sevciu, wiesz, że cię kocham nie, zrobisz coś dla mnie, mam taką tyci prośbę, czy mógłbyś...
- Mógłbym - przerwał mu Snape niskim, bardzo pobudzającym głosem, - jeżeli nie będziesz się do mnie zwracał per Sevciu, nazywam się Severus.
- Dziękuję, dziękuję - wykrzyczał Harry odwracając się przodem do Mistrza SS, rzucając mu się na szyję i całując prosto w usta.
- Natychmiast stop! - wykrzyknęła Minerwa McGonagall i wyciągnęła różdżkę, gotowa zabić każdego, kto się odezwie.
Lecz znowu nikt nie zwrócił na nią żadnej uwagi, ba Harry i Severus dalej się całowali, wampiry śpiewały, dwa duchy się kłóciły, Jęcząca Marta dalej rozpaczała a Draco, znudziwszy się duchami, podszedł do Mistrza SS od tyłu i się do niego przytulił, na to wszystko otworzyły się drzwi do łazienki.
- Dzień dobry, catering - powiedziała niska czarownica, ubrana w żółtą szatę.
- Ale ja zamawiałem usługi erotyczne! - wykrzyczał niezadowolony Blondyn.
- Jeżeli ta pani od cateringu jest równocześnie usługodawcą erotycznym to biorę ją razem z tą żółtą szatą i rudymi włosami! - nagle ożywiła się profesor McGonagall, uśmiechając uroczo i idąc w stronę przestraszonej kobiety.
- A co z moim ślubem?! - wydarła się Marta, gdy zobaczyła, jak Minerwa goni rudowłosą po całej łazience, a Harry z Severusem, zbliżają się w stronę drzwi.
- Draco, ty powinieneś umierać w szpitali, przecież, a Harry ma chłopaka!!! - wydarła się Hermiona widząc, że wszystkich ogarnął jakiś łazienkowy szał.
- Cicho bądź kobieto, ja tu się zastanawiam, jak namówić Harry'ego i Severusa na trójkącik, także czy mogłabyś się zamknąć, bo nie mogę przez ciebie myśleć? - zadał pytanie lekko zdenerwowany Draco, patrząc lubieżnie na obejmującą i całującą się parę.
Ron niespodziewanie zrobił się zielony na twarzy i zakrywając usta ręką, wpadł do kabiny. Hermiona jak zwykle za nim, będąc przekonana, że to co wyczytała w książkach na temat różnych chorób i dolegliwości takich jak torsje, na pewno przyda się jej w tej chwili.
Nagle pisk Jęczącej Marty stał się tak okropny, że wszyscy zatrzymali się i zasłonili uszy dłońmi, panna młoda zawyła jeszcze raz i wpadła do muszli toaletowej, ochlapując wszystkich wodą.
- O nie ma luba, moje kochanie i jedyne słoneczko, poczekaj za mną, nie uciekaj, przepraszam Cię najmocniej, zaraz rozpocznie się ślub... - zaczął mówić Baron podlatując do sedesu i również w nim znikając.
- Nikt nie szanuje powagi urzędu, który sprawuję! - obraził się Malfoy i tupnął nogą na potwierdzenie swoich słów.
- Ależ Dracusiu, ja cię bardzo, ale to bardzo szanuję, jak chcesz to możemy jutro spędzić razem cały dzień i noc, i będzie nam razem miło i przyjemnie, zapewnię ci niezapomniane wrażenia... - zaczął mówić młody Potter, ale przerwał widząc wściekły wzrok swojego nowego kochanka - Severusa.
Mistrz eliksirów właśnie przypomniał sobie o fiolce z Eliksirem, Który Jest Tak Zły, Że Nie Chcesz Wiedzieć Jak Działa i wlał go w usta zdziwionego Dracona.
- Możesz być pewien panie Potter, że tej nocy nie zaśnie pan wogóle i że zapewnię panu niezapomniane przeżycia, także zapraszam do mnie - zaczął mówić SS głosem ociekającym erotyzmem i na sam koniec dodał ponaglająco - teraz!
Minerwa z przerażeniem zaobserwowała, że Harry bez zastanowienia wybiegł za Mistrzem Eliksirów, Draco usiadł na podłodze z nieobecnym wzrokiem, a wampiry uśmiechnęły się przebiegle. Następnie z jeszcze większym przerażeniem, zauważyła, że jej pani od zabawy sobie uciekła, w tym samym czasie Hermiona zaczęła prawić Ronowi zasady, jak ma wymiotować.
Pewien wampir zaczaił się i niespodziewanie ugryzł w szyję Hermionę, która zakwiliła z bólu... a po chwili w pomieszczeniu była tylko ona, McGonagall i Weasley.

***

Spoiler: pokaż
Gdy tylko wyszli z łazienki, skierowali się w stronę komnat Mistrza Eliksirów,gdy tylko się tam znaleźli, Severus przyszpilił Harry'ego do drzwi i gwałtownie pocałował. Potter był jednak z natury chłopcem porywczym, buńczucznym, więc naparł na starszego mężczyznę i pocałunkiem, zaczął walczyć o dominację. Snape nie został bierny, oj nie, on nie lubi nudy, woli, kiedy jego kochankowie, są aktywni, ale to on rządzi w łóżku, także jeszcze bardziej przycisnął Gryfona do drzwi i zaczął rozpinać jego koszulę. Potter, nie mając cierpliwości do wszystkich guzików swojego nauczyciela, większość wyrwał, czemu towarzyszył cudowny śmiech Mistrza Eliksirów, który torturował chłopca rozbierając go nieznośnie wolno.
- Ależ po co ten pośpiech, przed nami pół dnia oraz cała długa noc, nie musimy się z niczym śpieszyć, wręcz powiedziałbym, że pośpiech jest tu nie wskazany drogi Harry - szepnął seksownie SS.
- A jeśli za chwi... - spróbował coś powiedzieć Harry, lecz reszta zdania ulotniła się z jego głowy, gdy Snape opuszkami dwóch palców przesunął po jego kręgosłupie. Następnie równie powoli co wcześniej, zaczął przesuwać palce po bokach chłopca, by w końcu położyć je na jego kroku, lekko go masując i w końcu mocniej ścisnąć. Harry jęknął i mimowolnie wypchnął biodra w kierunku Severusa, który złośliwie zaczął się cofać.
- Po co ten pośpiech, jak już mówiłem, mamy dużo czasu, także zapewniam pana panie Potter, że jak z tobą skończę, to nie będziesz miał na nic siły, także albo się uspokoisz albo przywiążę się, co ty na to Harry? - zapytał szeptem Ślizgon, co spowodowało, jeszcze większe pobudzenie Gryfona.
Harry raz jeszcze pocałował Severusa, nie przebywał z nastolatkiem, tylko z dorosłym mężczyzną, poczuł dreszcze i już wiedział, co robić. Zaczął się ocierać o Severusa i błądzić rękami w okolicach jego podbrzusza, jednocześnie całując go dość agresywnie.
- Niech wybaczy pan ten pośpiech, profesorze - powiedział cicho do jego ucha, po czym zaczął pieścić językiem jego szyję.
- Czy ja ci czegoś nie powiedziałem, ty nieznośny chłopcze? - zapytał Ślizgon, łapiąc Harry'ego za nadgarstki i ciągnąc w stronę łóżka.

Potter pozwalał się prowadzić, uśmiechając się przy tym drapieżnie, jednak nagle ziemia wyszła mu na spotkanie i całkiem nieelegancko rozkwasiła Gryfonowi nos.
Avatar użytkownika
Astaraela
Antyczny Władca Czasu
Antyczny Władca Czasu
 
Posty: 146
Dołączył(a): 31 maja 2008, 11:40
Lokalizacja: Warszawa

Re: Stonoga! (3)

Postprzez Puchacz » 22 sty 2010, 01:47

Severus ubrał swoją niedzielną, czarną szatę. Niewielu wiedziało, że jest to również szata poniedziałkowa, wtorkowa, środowa, czwartkowa, piątkowa i sobotnia. Niektórzy jednak to podejrzewali i wiele by oddali, żeby poznać prawdę z ust jej właściciela. Życie jednak nie jest takie łaskawe i nikt nie pozna tego sekretu przez kilka najbliższych dekad.
- Duchy biorą ślub, co za głupota - warknął do odbicia w lustrze.
- Nie sądzisz, że to piękne? - odpowiedziało lustro, tandetnie przesłodzonym głosikiem.
- Dlaczego trzymam cię w swoich pokojach? - zadał pytanie, ubierając czarne (trochę sprane) skarpety.
- Ponieważ znam kilka twoich mrocznych sekretów, moja ty soczysta grusze... - lustro urwało nie dokończywszy zdania, spotykając się nagle z ciężkim, czarnym butem. - Gruszeczko, ty brutalu!
Mistrz Eliksirów już chciał je rozbić na miliardy kawałków, kiedy przypomniał sobie, że uwolniłby w ten sposób największego plotkarza w historii Hogwartu, poprzestał więc na zasłonięciu srebrzystej tafli zgrzebną kotarą i dumnym krokiem wymaszerował ze swych komnat. Czuł stanowczą potrzebę przejścia się po zamku. W tej chwili nie był w stanie spokojnie przetrwać zaślubin Krwawego Barona i Marty, dlatego koniecznie musiał się odstresować. A najlepszym sposobem na odstresowanie się było odjęcie kilkudziesięciu punktów. Najlepiej Gryfonom, oczywiście. A jeden z nich, nieświadomy swojego nieszczęścia, wyłonił się właśnie zza rogu.
- Wcale mnie tu nie ma, profesorze! - Wykrzyczawszy owe zdanie Złoty Chłopiec zachował się wyjątkowo niegryfońsko i dał drapaka.
- Zauważyłeś, że ten chłopak bardziej pasuje na Ślizgona? - zapytał Krwawy Baron, który W tym momencie wyłonił si ze ściany i przyglądał się uważnie swojemu świadkowi.
- Chyba na wariata! - żachnął się profesor; jego mina zdradzała, że knuje jakiś mściwy plan.
- Tylko nie kłóć się z nim przed ołtarzem, nie możesz popsuć mojego ślubu - powiedział spokojnie Baron.
- Czy ja się kiedykolwiek kłócę ze Złotym Chłopcem Gryffindoru? - spytał z sarkazmem Mistrz SS.


***

Zmartwiona Hermiona usiadła na pustym łóżku przyjaciela, niespodziewanie zauważyła karteczkę, wystającą spod poduszki.
Niestaranne pismo Harry'ego układało się w słowa: Mam teraz ślub. Nie wrócę na lunch. Harry
- Merlinie, w co się on znowu wpakował, jaki ślub, co on sobie myślał, że zwykła kartka z napisem "Mam teraz ślub" wystarczy by się nie martwić?
- Hermiono, wychodzisz za mąż?! - wykrzyknął Ron, który usłyszał tylko kilka ostatnich słów dziewczyny.
- Ron, ja nie biorę ślubu, tylko raczej Harry sądząc po tej kartce, choć coś mi tu nie pasuje - mówiąc to podała przyjacielowi kartkę.
- Harry mówił, że poszuka czegoś w lochach... - powiedział i przeciągnął się, ziewając.
- W lo-lochach, p-poszuka w lochach, wiesz, co to znaczy? - zaczęła histeryzować Hermiona.
Chłopak podrapał się po rudej głowie i zapytał:
- Że coś tam zgubił?
- Ronaldzie Weasley, jak możesz być takim ignorantem, musimy go ratować! - wykrzyknęła zdegustowana dziewczyna, pochylając się w kierunku kufra Harry'ego, by sprawdzić, czy zabrał swoją pelerynę.
Dziewczyna podniosła stertę pergaminów z rysunkami oryginalnej bielizny, kilka próbek materiałów, zapasowe pióro i znoszone ubrania, by znaleźć poszukiwaną rzecz na samym dnie.
- Mapę, może też weźmiemy na wszelki wypadek? - zapytał z niepewnością w głosie Ron.
Hermiona z westchnieniem wzięła również wspomniany przedmiot i wyszła z pokoju, za nią potruchtał Weasley.

***

- Ma luba, nie denerwuj się, na pewno świadkowie przybędą na czas - pocieszał Martę Krwawy Baron.
- A co jeśli, nikt nie przyjdzie, co jeśli wszyscy zapomnieli, a co jeśli Harry... - zaczęła zawodzić Jęcząca Marta.
- Kochanie moje, wszyscy, których zaprosiłaś się zjawią - powiedział spokojnie i pewnie duch Slytherinu.
- Wydaje mi się, że słyszę kroki, to chyba twój świadek czyli Harry. - Dodał po chwili.
Marta zamyśliła się i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nie ma na sobie nic niebieskiego! Szczęście jej małżeństwa wisiało na włosku, jedyną nadzieją był Harry - może miał chociaż chusteczkę? Kiedy o tym myślała, chłopak wbiegł, jak na zawołanie, do łazienki, krzycząc:
- Ratujcie, ratujcie, idzie za mną Snape z jakimś niebieskim eliksirem w ręce!
- POTTER! - Dało się słyszeć wściekły głos Mistrza Eliksirów.
Harry wparował do łazienki i ukrył się za zdziwioną, wciąż zapłakaną, Martą.
- Harry masz może jakąś niebieską rzecz, a najlepiej chusteczkę? - zapytała lekko zdezorientowana, nie bardzo rozumiejąc co się dokoła niej dzieje.
- Mam zielone, czyste stringi - powiedział Harry i bez namysłu podał je dziewczynie, po chwili zauważył głód w oczach Severusa.
- To chyba nie był najlepszy pomysł... - szepną sama do siebie - Ratunku gwałcą!
- Gacie albo cnota - Severus spojrzał wymownie na Pottera.
- Severusie, czy mógłbyś zachować swoje popędy seksualne, do czasu gdy nas już tu nie będzie? - zapytał Baron.
Severus nachmurzył się, ale stwierdził, że trzeba przeżyć ślub, a następnie a) zgwałcić Pottera i ukraść mu stringi, b) zabrać Gryfonowi stringi i zgwałcić, c) zgwałcić stringi i ukraść Pottera.
- Czy możemy zatem już zaczynać? - spytał poirytowany, rzucając spojrzenie Potterowi pt.: "i tak cię dopadnę".
Do pomieszczenia wparował Duch Beznogi, krzycząc "Nie, nie zgadzam się na to małżeństwo!"; zatrzymał się w półkroku i zrozumiał, że przybył zbyt wcześnie, by mieć dramatyczne wejście.
- O nie, on chce zepsuć nasz ślub i co ja teraz zrobię, Harry pomóż mi... - zaczęła jęczeć i zawodzić Marta.
Harry wlepił przerażony wzrok w Snape'a, Ślizgon z obrzydzeniem spojrzał na Ducha Beznogi, a ten ostatni z uwielbieniem spoglądał na Krwawego Barona.
- Slytherinie, miej nas w opiece, jeszcze czekają nas tu kłótnie ślubowo-małżeńskie duchów.
Drzwi ponownie się otworzyły i Severus zaczął się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest najgorszy dzień jego życia.

***

- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. - szepnęła Hermiona, stukając różdżką w mapę. - Ron, zobacz - on stoi u boku profesora Snape'a, to jego chce poślubić!
- Trzeba go ratować, ten wstrętny Nietoperz na pewno zmusił go do wypicia czegoś, a magiczne śluby, przecież są na stałe! - wykrzyknął przerażony Ron, jakby to on miał poślubić Snape'a.
- Trzeba iść po pomoc... - przerwała, gdy zobaczyła, że jeszcze ktoś wszedł do łazienki Jęczącej Marty.
- Może po McGonagall albo nie najlepiej do Dumbledore'a! - wykrzyknął uradowany Ron.
Hermionie coś nie pasowało, a przede wszystkim - kto normalny bierze ślub w łazience...?
- Ron, a jeśli się mylimy i oni nie biorą ślubu, przecież śluby zwykle są w kościele a nie w szkolnej łazience. - powiedziała Panna-Wiem-To-Wszystko.
- Czarodzieje zawsze pobierają się w łazienkach - powiedział zdziwiony Weasley.
- Jak to w łazienkach, w żadnej książce nic o tym nie pisze. - powiedziała zdziwiona i mocno poirytowana Hermiona.
- Nie jest napisane, Hermiono - poprawił ją, po czym prymuska zemdlała z szoku.
- Hermiono nie, nie umieraj, co ja najlepszego zrobiłem! - krzyknął załamany Ron. - Z pewnością opętał mnie Voldemort!!! - powiedział i wybiegł, szukając pomocy.
- Pani profesor, pani profesor! - zaczął wydzierać się jeszcze głośniej, gdy zobaczył opiekunkę swojego domu, gdy ta szła korytarzem. - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać... wszedł we mnie!!!
- Panie Weasley, proszę się uspokoić i jeszcze raz powiedzieć mi powoli i wyraźnie, bo obawiam się, że nie zrozumiałam nic z pana wypowiedzi. - powiedziała lekko czerwona na twarzy Minerwa.
- Pani profesor, pani profesor, Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać wszedł we mnie - powiedział wolno i wyraźnie, jakby McGonagall była niedorozwinięta.
- Po pierwsze kiedy i gdzie a po drugie, jak mogłeś być tak głupi, by uprawiać z nim seks?! - zaczęła się wydzierać wicedyrektorka.
- Przed chwilą, w moim dormitorium, jeszcze tam leży He... - przerwał, ponieważ w tym momencie, nie czekając na resztę zdania, McGonagall pobiegła na domniemane miejsce zbrodni.
- Merlinie, mniej nas w opiece, panno Granger, panno Granger... - powiedziała Opiekunka Gryffindoru na widok ciała Hermiony.

***

Harry wrzasnął przerażony i (nie wiedział, dlaczego) schował się za Snapem. Do łazienki wszedł Draco w potarganych włosach i rozpiętej koszuli, wystającej ze spodni, bez krawata i błogim uśmiechem na twarzy, jakby był świeżo, po niesamowitym seksie. Z dumą stanął na desce toaletowej w pierwszej kabinie, gotowy do połączenia związkiem małżeńskim tych dwojga; kilka minut po nim przydreptały trzy wampiry, które miały wystąpić w roli chórka i śpiewać miłosne pieśni.
- Zebraliśmy się dziś tutaj, w tym jakże uroczystym dniu, który zostanie na zawsze w naszej pamięci, jako dzień wielkiej orgii między domami jakże seksownego i przystojnego Slytherina a przeciętnego Gryffindora. Stanie się tak, albowiem Severus Snape, odurzony jakimiś wywarami kociołkowymi, poślubi Harry'ego Jamesa Pottera, panie świeć nad jego duszą. W ramach streszczenia: czy przyrzekacie sobie niewierność, namiętność, nieuczciwość i nie zapomniane przeżycia erotyczne, dopóki orgazm was nie wykończy, czy ślubujecie, być zawsze chętnym do przeżywania uniesień seksualnych...
- Ale to ja, Jęcząca Marta, biorę ślub z Krwawym Baronem! - przerwała panna młoda na skraju załamania psychicznego.
- Ale, to nic nie szkodzi, w końcu przecież duchy nie mogą się rozmnażać, choć ciekawi mnie jak wygląda i smakuje duchowa sperma, ciekawe czym się różni, Krwawy Baronie, nie zechciałbyś może...
- Z chęcią dokształcę cię seksualnie, pokażę wszystko - powiedział Duch Beznogi i posłał Malfoyowi sugestywne spojrzenie.
- Brzmi interesująco, a masz może odpowiednie miejsce do nauki, oczywiście przedtem musisz mi podać swoje wymiary oraz rodowód, ale przede wszystkim wymiary, nie interesuję się nikim, kto nie spełnia wymogów, a zalicza się do nich... - zaczął swój wywód Draco, całkowicie zapominając o ślubie.

***

Hermiona ocknęła się zmyślą, że musi ratować Harry'ego i zabrać do lekarza Rona.
- Czemu ja leżę na podłodze, Ron musimy ratować Harry'ego zanim poślubi Snape, a potem wysłać cię do lekarza i.... profesor McGonagall?
- Pan Potter i profesor Snape biorą ślub... ale on i tak nie będzie ważny, nie dali na zapowiedzi i nie uczestniczyli w naukach przedmałżeńskich!
- Ale oni chcą odprawić jakiś rytuał połączenia, bo jeszcze Malfoy do nich dołączył... - zaczął nagle mówić Ron, coś czego ani nie rozumiała Hermiona ani Opiekunka.
- Faflunisz, Ron, może zwyczajnie przejdźmy się do tej łazienki i wyjaśnimy wszystko z nimi.
Cała trójka poszła do łazienki Jęczącej Marty, lecz to co tam zobaczyli, po otwarciu drzwi, przeszło ich najśmielsze oczekiwania, McGonagall złapała się za serce, Hermiona wyglądała, jakby miała znowu zemdleć, a Ron zrobił się zielony na twarzy. Duch Beznogi stał z opuszczonymi do kolana (bo miał tylko jedną nogę, jak wskazuje jego imię) fioletowymi rajtuzami, pokazując, że spełnia wymogi Dracona; po chwili Krwawy Baron powiedział, że takie coś to on trzymał w spodniach, gdy był w przedszkolu. Harry, z tradycyjnie potarganymi włosami, bez krawata i z źle zapiętą koszulą przytulał się od tyłu do Severusa, który, z kolei wyglądał, jakby mu to nie przeszkadzało, ba nawet mu się to podobało a na dodatek, trzymał w ręce obrączki, nad nimi wszystkimi unosiła się Jęcząca Marta, będąca niezadowolona i wykrzykująca coś niezrozumiałego, a ubrana w krótka, białą sukienkę, z pod której wystawała czerwona podwiązka. Wampiry kołysały się delikatnie śpiewając znaną wszystkim piosenkę miłosną:

Na listek spadła łza, to ja, ta łza,
Gdzieś mała stonoga tutaj pełza.

- Spokój - krzyknęła Minerwa, po odzyskaniu jako tako zdolności logicznego myślenia - czy ktoś mi może wyjaśnić co to się do małej, ciasnej dzieje?

Krety wchodzą do swych dziurek,
Czy ktoś widział taki miłosny chórek?

Do uszu McGonagall dotarło wyznanie Harry'ego:
- Sevciu, wiesz, że cię kocham nie, zrobisz coś dla mnie, mam taką tyci prośbę, czy mógłbyś...
- Mógłbym - przerwał mu Snape niskim, bardzo pobudzającym głosem, - jeżeli nie będziesz się do mnie zwracał per Sevciu, nazywam się Severus.
- Dziękuję, dziękuję - wykrzyczał Harry odwracając się przodem do Mistrza SS, rzucając mu się na szyję i całując prosto w usta.
- Natychmiast stop! - wykrzyknęła Minerwa McGonagall i wyciągnęła różdżkę, gotowa zabić każdego, kto się odezwie.
Lecz znowu nikt nie zwrócił na nią żadnej uwagi, ba Harry i Severus dalej się całowali, wampiry śpiewały, dwa duchy się kłóciły, Jęcząca Marta dalej rozpaczała a Draco, znudziwszy się duchami, podszedł do Mistrza SS od tyłu i się do niego przytulił, na to wszystko otworzyły się drzwi do łazienki.
- Dzień dobry, catering - powiedziała niska czarownica, ubrana w żółtą szatę.
- Ale ja zamawiałem usługi erotyczne! - wykrzyczał niezadowolony Blondyn.
- Jeżeli ta pani od cateringu jest równocześnie usługodawcą erotycznym to biorę ją razem z tą żółtą szatą i rudymi włosami! - nagle ożywiła się profesor McGonagall, uśmiechając uroczo i idąc w stronę przestraszonej kobiety.
- A co z moim ślubem?! - wydarła się Marta, gdy zobaczyła, jak Minerwa goni rudowłosą po całej łazience, a Harry z Severusem, zbliżają się w stronę drzwi.
- Draco, ty powinieneś umierać w szpitali, przecież, a Harry ma chłopaka!!! - wydarła się Hermiona widząc, że wszystkich ogarnął jakiś łazienkowy szał.
- Cicho bądź kobieto, ja tu się zastanawiam, jak namówić Harry'ego i Severusa na trójkącik, także czy mogłabyś się zamknąć, bo nie mogę przez ciebie myśleć? - zadał pytanie lekko zdenerwowany Draco, patrząc lubieżnie na obejmującą i całującą się parę.
Ron niespodziewanie zrobił się zielony na twarzy i zakrywając usta ręką, wpadł do kabiny. Hermiona jak zwykle za nim, będąc przekonana, że to co wyczytała w książkach na temat różnych chorób i dolegliwości takich jak torsje, na pewno przyda się jej w tej chwili.
Nagle pisk Jęczącej Marty stał się tak okropny, że wszyscy zatrzymali się i zasłonili uszy dłońmi, panna młoda zawyła jeszcze raz i wpadła do muszli toaletowej, ochlapując wszystkich wodą.
- O nie ma luba, moje kochanie i jedyne słoneczko, poczekaj za mną, nie uciekaj, przepraszam Cię najmocniej, zaraz rozpocznie się ślub... - zaczął mówić Baron podlatując do sedesu i również w nim znikając.
- Nikt nie szanuje powagi urzędu, który sprawuję! - obraził się Malfoy i tupnął nogą na potwierdzenie swoich słów.
- Ależ Dracusiu, ja cię bardzo, ale to bardzo szanuję, jak chcesz to możemy jutro spędzić razem cały dzień i noc, i będzie nam razem miło i przyjemnie, zapewnię ci niezapomniane wrażenia... - zaczął mówić młody Potter, ale przerwał widząc wściekły wzrok swojego nowego kochanka - Severusa.
Mistrz eliksirów właśnie przypomniał sobie o fiolce z Eliksirem, Który Jest Tak Zły, Że Nie Chcesz Wiedzieć Jak Działa i wlał go w usta zdziwionego Dracona.
- Możesz być pewien panie Potter, że tej nocy nie zaśnie pan wogóle i że zapewnię panu niezapomniane przeżycia, także zapraszam do mnie - zaczął mówić SS głosem ociekającym erotyzmem i na sam koniec dodał ponaglająco - teraz!
Minerwa z przerażeniem zaobserwowała, że Harry bez zastanowienia wybiegł za Mistrzem Eliksirów, Draco usiadł na podłodze z nieobecnym wzrokiem, a wampiry uśmiechnęły się przebiegle. Następnie z jeszcze większym przerażeniem, zauważyła, że jej pani od zabawy sobie uciekła, w tym samym czasie Hermiona zaczęła prawić Ronowi zasady, jak ma wymiotować.
Pewien wampir zaczaił się i niespodziewanie ugryzł w szyję Hermionę, która zakwiliła z bólu... a po chwili w pomieszczeniu była tylko ona, McGonagall i Weasley.

***
Spoiler: pokaż
Gdy tylko wyszli z łazienki, skierowali się w stronę komnat Mistrza Eliksirów,gdy tylko się tam znaleźli, Severus przyszpilił Harry'ego do drzwi i gwałtownie pocałował. Potter był jednak z natury chłopcem porywczym, buńczucznym, więc naparł na starszego mężczyznę i pocałunkiem, zaczął walczyć o dominację. Snape nie został bierny, oj nie, on nie lubi nudy, woli, kiedy jego kochankowie, są aktywni, ale to on rządzi w łóżku, także jeszcze bardziej przycisnął Gryfona do drzwi i zaczął rozpinać jego koszulę. Potter, nie mając cierpliwości do wszystkich guzików swojego nauczyciela, większość wyrwał, czemu towarzyszył cudowny śmiech Mistrza Eliksirów, który torturował chłopca rozbierając go nieznośnie wolno.
- Ależ po co ten pośpiech, przed nami pół dnia oraz cała długa noc, nie musimy się z niczym śpieszyć, wręcz powiedziałbym, że pośpiech jest tu nie wskazany drogi Harry - szepnął seksownie SS.
- A jeśli za chwi... - spróbował coś powiedzieć Harry, lecz reszta zdania ulotniła się z jego głowy, gdy Snape opuszkami dwóch palców przesunął po jego kręgosłupie. Następnie równie powoli co wcześniej, zaczął przesuwać palce po bokach chłopca, by w końcu położyć je na jego kroku, lekko go masując i w końcu mocniej ścisnąć. Harry jęknął i mimowolnie wypchnął biodra w kierunku Severusa, który złośliwie zaczął się cofać.
- Po co ten pośpiech, jak już mówiłem, mamy dużo czasu, także zapewniam pana panie Potter, że jak z tobą skończę, to nie będziesz miał na nic siły, także albo się uspokoisz albo przywiążę się, co ty na to Harry? - zapytał szeptem Ślizgon, co spowodowało, jeszcze większe pobudzenie Gryfona.
Harry raz jeszcze pocałował Severusa, nie przebywał z nastolatkiem, tylko z dorosłym mężczyzną, poczuł dreszcze i już wiedział, co robić. Zaczął się ocierać o Severusa i błądzić rękami w okolicach jego podbrzusza, jednocześnie całując go dość agresywnie.
- Niech wybaczy pan ten pośpiech, profesorze - powiedział cicho do jego ucha, po czym zaczął pieścić językiem jego szyję.
- Czy ja ci czegoś nie powiedziałem, ty nieznośny chłopcze? - zapytał Ślizgon, łapiąc Harry'ego za nadgarstki i ciągnąc w stronę łóżka.

Potter pozwalał się prowadzić, uśmiechając się przy tym drapieżnie, jednak nagle ziemia wyszła mu na spotkanie i całkiem nieelegancko rozkwasiła Gryfonowi nos. Oniemiały Severus stanął nad Potterem i stwierdzł, że Potter nadaje się wyłącznie do łóżka... szpitalnego.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! (3)

Postprzez Binia » 22 sty 2010, 01:50

Severus ubrał swoją niedzielną, czarną szatę. Niewielu wiedziało, że jest to również szata poniedziałkowa, wtorkowa, środowa, czwartkowa, piątkowa i sobotnia. Niektórzy jednak to podejrzewali i wiele by oddali, żeby poznać prawdę z ust jej właściciela. Życie jednak nie jest takie łaskawe i nikt nie pozna tego sekretu przez kilka najbliższych dekad.
- Duchy biorą ślub, co za głupota - warknął do odbicia w lustrze.
- Nie sądzisz, że to piękne? - odpowiedziało lustro, tandetnie przesłodzonym głosikiem.
- Dlaczego trzymam cię w swoich pokojach? - zadał pytanie, ubierając czarne (trochę sprane) skarpety.
- Ponieważ znam kilka twoich mrocznych sekretów, moja ty soczysta grusze... - lustro urwało nie dokończywszy zdania, spotykając się nagle z ciężkim, czarnym butem. - Gruszeczko, ty brutalu!
Mistrz Eliksirów już chciał je rozbić na miliardy kawałków, kiedy przypomniał sobie, że uwolniłby w ten sposób największego plotkarza w historii Hogwartu, poprzestał więc na zasłonięciu srebrzystej tafli zgrzebną kotarą i dumnym krokiem wymaszerował ze swych komnat. Czuł stanowczą potrzebę przejścia się po zamku. W tej chwili nie był w stanie spokojnie przetrwać zaślubin Krwawego Barona i Marty, dlatego koniecznie musiał się odstresować. A najlepszym sposobem na odstresowanie się było odjęcie kilkudziesięciu punktów. Najlepiej Gryfonom, oczywiście. A jeden z nich, nieświadomy swojego nieszczęścia, wyłonił się właśnie zza rogu.
- Wcale mnie tu nie ma, profesorze! - Wykrzyczawszy owe zdanie Złoty Chłopiec zachował się wyjątkowo niegryfońsko i dał drapaka.
- Zauważyłeś, że ten chłopak bardziej pasuje na Ślizgona? - zapytał Krwawy Baron, który W tym momencie wyłonił si ze ściany i przyglądał się uważnie swojemu świadkowi.
- Chyba na wariata! - żachnął się profesor; jego mina zdradzała, że knuje jakiś mściwy plan.
- Tylko nie kłóć się z nim przed ołtarzem, nie możesz popsuć mojego ślubu - powiedział spokojnie Baron.
- Czy ja się kiedykolwiek kłócę ze Złotym Chłopcem Gryffindoru? - spytał z sarkazmem Mistrz SS.


***

Zmartwiona Hermiona usiadła na pustym łóżku przyjaciela, niespodziewanie zauważyła karteczkę, wystającą spod poduszki.
Niestaranne pismo Harry'ego układało się w słowa: Mam teraz ślub. Nie wrócę na lunch. Harry
- Merlinie, w co się on znowu wpakował, jaki ślub, co on sobie myślał, że zwykła kartka z napisem "Mam teraz ślub" wystarczy by się nie martwić?
- Hermiono, wychodzisz za mąż?! - wykrzyknął Ron, który usłyszał tylko kilka ostatnich słów dziewczyny.
- Ron, ja nie biorę ślubu, tylko raczej Harry sądząc po tej kartce, choć coś mi tu nie pasuje - mówiąc to podała przyjacielowi kartkę.
- Harry mówił, że poszuka czegoś w lochach... - powiedział i przeciągnął się, ziewając.
- W lo-lochach, p-poszuka w lochach, wiesz, co to znaczy? - zaczęła histeryzować Hermiona.
Chłopak podrapał się po rudej głowie i zapytał:
- Że coś tam zgubił?
- Ronaldzie Weasley, jak możesz być takim ignorantem, musimy go ratować! - wykrzyknęła zdegustowana dziewczyna, pochylając się w kierunku kufra Harry'ego, by sprawdzić, czy zabrał swoją pelerynę.
Dziewczyna podniosła stertę pergaminów z rysunkami oryginalnej bielizny, kilka próbek materiałów, zapasowe pióro i znoszone ubrania, by znaleźć poszukiwaną rzecz na samym dnie.
- Mapę, może też weźmiemy na wszelki wypadek? - zapytał z niepewnością w głosie Ron.
Hermiona z westchnieniem wzięła również wspomniany przedmiot i wyszła z pokoju, za nią potruchtał Weasley.

***

- Ma luba, nie denerwuj się, na pewno świadkowie przybędą na czas - pocieszał Martę Krwawy Baron.
- A co jeśli, nikt nie przyjdzie, co jeśli wszyscy zapomnieli, a co jeśli Harry... - zaczęła zawodzić Jęcząca Marta.
- Kochanie moje, wszyscy, których zaprosiłaś się zjawią - powiedział spokojnie i pewnie duch Slytherinu.
- Wydaje mi się, że słyszę kroki, to chyba twój świadek czyli Harry. - Dodał po chwili.
Marta zamyśliła się i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nie ma na sobie nic niebieskiego! Szczęście jej małżeństwa wisiało na włosku, jedyną nadzieją był Harry - może miał chociaż chusteczkę? Kiedy o tym myślała, chłopak wbiegł, jak na zawołanie, do łazienki, krzycząc:
- Ratujcie, ratujcie, idzie za mną Snape z jakimś niebieskim eliksirem w ręce!
- POTTER! - Dało się słyszeć wściekły głos Mistrza Eliksirów.
Harry wparował do łazienki i ukrył się za zdziwioną, wciąż zapłakaną, Martą.
- Harry masz może jakąś niebieską rzecz, a najlepiej chusteczkę? - zapytała lekko zdezorientowana, nie bardzo rozumiejąc co się dokoła niej dzieje.
- Mam zielone, czyste stringi - powiedział Harry i bez namysłu podał je dziewczynie, po chwili zauważył głód w oczach Severusa.
- To chyba nie był najlepszy pomysł... - szepną sama do siebie - Ratunku gwałcą!
- Gacie albo cnota - Severus spojrzał wymownie na Pottera.
- Severusie, czy mógłbyś zachować swoje popędy seksualne, do czasu gdy nas już tu nie będzie? - zapytał Baron.
Severus nachmurzył się, ale stwierdził, że trzeba przeżyć ślub, a następnie a) zgwałcić Pottera i ukraść mu stringi, b) zabrać Gryfonowi stringi i zgwałcić, c) zgwałcić stringi i ukraść Pottera.
- Czy możemy zatem już zaczynać? - spytał poirytowany, rzucając spojrzenie Potterowi pt.: "i tak cię dopadnę".
Do pomieszczenia wparował Duch Beznogi, krzycząc "Nie, nie zgadzam się na to małżeństwo!"; zatrzymał się w półkroku i zrozumiał, że przybył zbyt wcześnie, by mieć dramatyczne wejście.
- O nie, on chce zepsuć nasz ślub i co ja teraz zrobię, Harry pomóż mi... - zaczęła jęczeć i zawodzić Marta.
Harry wlepił przerażony wzrok w Snape'a, Ślizgon z obrzydzeniem spojrzał na Ducha Beznogi, a ten ostatni z uwielbieniem spoglądał na Krwawego Barona.
- Slytherinie, miej nas w opiece, jeszcze czekają nas tu kłótnie ślubowo-małżeńskie duchów.
Drzwi ponownie się otworzyły i Severus zaczął się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest najgorszy dzień jego życia.

***

- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. - szepnęła Hermiona, stukając różdżką w mapę. - Ron, zobacz - on stoi u boku profesora Snape'a, to jego chce poślubić!
- Trzeba go ratować, ten wstrętny Nietoperz na pewno zmusił go do wypicia czegoś, a magiczne śluby, przecież są na stałe! - wykrzyknął przerażony Ron, jakby to on miał poślubić Snape'a.
- Trzeba iść po pomoc... - przerwała, gdy zobaczyła, że jeszcze ktoś wszedł do łazienki Jęczącej Marty.
- Może po McGonagall albo nie najlepiej do Dumbledore'a! - wykrzyknął uradowany Ron.
Hermionie coś nie pasowało, a przede wszystkim - kto normalny bierze ślub w łazience...?
- Ron, a jeśli się mylimy i oni nie biorą ślubu, przecież śluby zwykle są w kościele a nie w szkolnej łazience. - powiedziała Panna-Wiem-To-Wszystko.
- Czarodzieje zawsze pobierają się w łazienkach - powiedział zdziwiony Weasley.
- Jak to w łazienkach, w żadnej książce nic o tym nie pisze. - powiedziała zdziwiona i mocno poirytowana Hermiona.
- Nie jest napisane, Hermiono - poprawił ją, po czym prymuska zemdlała z szoku.
- Hermiono nie, nie umieraj, co ja najlepszego zrobiłem! - krzyknął załamany Ron. - Z pewnością opętał mnie Voldemort!!! - powiedział i wybiegł, szukając pomocy.
- Pani profesor, pani profesor! - zaczął wydzierać się jeszcze głośniej, gdy zobaczył opiekunkę swojego domu, gdy ta szła korytarzem. - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać... wszedł we mnie!!!
- Panie Weasley, proszę się uspokoić i jeszcze raz powiedzieć mi powoli i wyraźnie, bo obawiam się, że nie zrozumiałam nic z pana wypowiedzi. - powiedziała lekko czerwona na twarzy Minerwa.
- Pani profesor, pani profesor, Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać wszedł we mnie - powiedział wolno i wyraźnie, jakby McGonagall była niedorozwinięta.
- Po pierwsze kiedy i gdzie a po drugie, jak mogłeś być tak głupi, by uprawiać z nim seks?! - zaczęła się wydzierać wicedyrektorka.
- Przed chwilą, w moim dormitorium, jeszcze tam leży He... - przerwał, ponieważ w tym momencie, nie czekając na resztę zdania, McGonagall pobiegła na domniemane miejsce zbrodni.
- Merlinie, mniej nas w opiece, panno Granger, panno Granger... - powiedziała Opiekunka Gryffindoru na widok ciała Hermiony.

***

Harry wrzasnął przerażony i (nie wiedział, dlaczego) schował się za Snapem. Do łazienki wszedł Draco w potarganych włosach i rozpiętej koszuli, wystającej ze spodni, bez krawata i błogim uśmiechem na twarzy, jakby był świeżo, po niesamowitym seksie. Z dumą stanął na desce toaletowej w pierwszej kabinie, gotowy do połączenia związkiem małżeńskim tych dwojga; kilka minut po nim przydreptały trzy wampiry, które miały wystąpić w roli chórka i śpiewać miłosne pieśni.
- Zebraliśmy się dziś tutaj, w tym jakże uroczystym dniu, który zostanie na zawsze w naszej pamięci, jako dzień wielkiej orgii między domami jakże seksownego i przystojnego Slytherina a przeciętnego Gryffindora. Stanie się tak, albowiem Severus Snape, odurzony jakimiś wywarami kociołkowymi, poślubi Harry'ego Jamesa Pottera, panie świeć nad jego duszą. W ramach streszczenia: czy przyrzekacie sobie niewierność, namiętność, nieuczciwość i nie zapomniane przeżycia erotyczne, dopóki orgazm was nie wykończy, czy ślubujecie, być zawsze chętnym do przeżywania uniesień seksualnych...
- Ale to ja, Jęcząca Marta, biorę ślub z Krwawym Baronem! - przerwała panna młoda na skraju załamania psychicznego.
- Ale, to nic nie szkodzi, w końcu przecież duchy nie mogą się rozmnażać, choć ciekawi mnie jak wygląda i smakuje duchowa sperma, ciekawe czym się różni, Krwawy Baronie, nie zechciałbyś może...
- Z chęcią dokształcę cię seksualnie, pokażę wszystko - powiedział Duch Beznogi i posłał Malfoyowi sugestywne spojrzenie.
- Brzmi interesująco, a masz może odpowiednie miejsce do nauki, oczywiście przedtem musisz mi podać swoje wymiary oraz rodowód, ale przede wszystkim wymiary, nie interesuję się nikim, kto nie spełnia wymogów, a zalicza się do nich... - zaczął swój wywód Draco, całkowicie zapominając o ślubie.

***

Hermiona ocknęła się zmyślą, że musi ratować Harry'ego i zabrać do lekarza Rona.
- Czemu ja leżę na podłodze, Ron musimy ratować Harry'ego zanim poślubi Snape, a potem wysłać cię do lekarza i.... profesor McGonagall?
- Pan Potter i profesor Snape biorą ślub... ale on i tak nie będzie ważny, nie dali na zapowiedzi i nie uczestniczyli w naukach przedmałżeńskich!
- Ale oni chcą odprawić jakiś rytuał połączenia, bo jeszcze Malfoy do nich dołączył... - zaczął nagle mówić Ron, coś czego ani nie rozumiała Hermiona ani Opiekunka.
- Faflunisz, Ron, może zwyczajnie przejdźmy się do tej łazienki i wyjaśnimy wszystko z nimi.
Cała trójka poszła do łazienki Jęczącej Marty, lecz to co tam zobaczyli, po otwarciu drzwi, przeszło ich najśmielsze oczekiwania, McGonagall złapała się za serce, Hermiona wyglądała, jakby miała znowu zemdleć, a Ron zrobił się zielony na twarzy. Duch Beznogi stał z opuszczonymi do kolana (bo miał tylko jedną nogę, jak wskazuje jego imię) fioletowymi rajtuzami, pokazując, że spełnia wymogi Dracona; po chwili Krwawy Baron powiedział, że takie coś to on trzymał w spodniach, gdy był w przedszkolu. Harry, z tradycyjnie potarganymi włosami, bez krawata i z źle zapiętą koszulą przytulał się od tyłu do Severusa, który, z kolei wyglądał, jakby mu to nie przeszkadzało, ba nawet mu się to podobało a na dodatek, trzymał w ręce obrączki, nad nimi wszystkimi unosiła się Jęcząca Marta, będąca niezadowolona i wykrzykująca coś niezrozumiałego, a ubrana w krótka, białą sukienkę, z pod której wystawała czerwona podwiązka. Wampiry kołysały się delikatnie śpiewając znaną wszystkim piosenkę miłosną:

Na listek spadła łza, to ja, ta łza,
Gdzieś mała stonoga tutaj pełza.

- Spokój - krzyknęła Minerwa, po odzyskaniu jako tako zdolności logicznego myślenia - czy ktoś mi może wyjaśnić co to się do małej, ciasnej dzieje?

Krety wchodzą do swych dziurek,
Czy ktoś widział taki miłosny chórek?

Do uszu McGonagall dotarło wyznanie Harry'ego:
- Sevciu, wiesz, że cię kocham nie, zrobisz coś dla mnie, mam taką tyci prośbę, czy mógłbyś...
- Mógłbym - przerwał mu Snape niskim, bardzo pobudzającym głosem, - jeżeli nie będziesz się do mnie zwracał per Sevciu, nazywam się Severus.
- Dziękuję, dziękuję - wykrzyczał Harry odwracając się przodem do Mistrza SS, rzucając mu się na szyję i całując prosto w usta.
- Natychmiast stop! - wykrzyknęła Minerwa McGonagall i wyciągnęła różdżkę, gotowa zabić każdego, kto się odezwie.
Lecz znowu nikt nie zwrócił na nią żadnej uwagi, ba Harry i Severus dalej się całowali, wampiry śpiewały, dwa duchy się kłóciły, Jęcząca Marta dalej rozpaczała a Draco, znudziwszy się duchami, podszedł do Mistrza SS od tyłu i się do niego przytulił, na to wszystko otworzyły się drzwi do łazienki.
- Dzień dobry, catering - powiedziała niska czarownica, ubrana w żółtą szatę.
- Ale ja zamawiałem usługi erotyczne! - wykrzyczał niezadowolony Blondyn.
- Jeżeli ta pani od cateringu jest równocześnie usługodawcą erotycznym to biorę ją razem z tą żółtą szatą i rudymi włosami! - nagle ożywiła się profesor McGonagall, uśmiechając uroczo i idąc w stronę przestraszonej kobiety.
- A co z moim ślubem?! - wydarła się Marta, gdy zobaczyła, jak Minerwa goni rudowłosą po całej łazience, a Harry z Severusem, zbliżają się w stronę drzwi.
- Draco, ty powinieneś umierać w szpitali, przecież, a Harry ma chłopaka!!! - wydarła się Hermiona widząc, że wszystkich ogarnął jakiś łazienkowy szał.
- Cicho bądź kobieto, ja tu się zastanawiam, jak namówić Harry'ego i Severusa na trójkącik, także czy mogłabyś się zamknąć, bo nie mogę przez ciebie myśleć? - zadał pytanie lekko zdenerwowany Draco, patrząc lubieżnie na obejmującą i całującą się parę.
Ron niespodziewanie zrobił się zielony na twarzy i zakrywając usta ręką, wpadł do kabiny. Hermiona jak zwykle za nim, będąc przekonana, że to co wyczytała w książkach na temat różnych chorób i dolegliwości takich jak torsje, na pewno przyda się jej w tej chwili.
Nagle pisk Jęczącej Marty stał się tak okropny, że wszyscy zatrzymali się i zasłonili uszy dłońmi, panna młoda zawyła jeszcze raz i wpadła do muszli toaletowej, ochlapując wszystkich wodą.
- O nie ma luba, moje kochanie i jedyne słoneczko, poczekaj za mną, nie uciekaj, przepraszam Cię najmocniej, zaraz rozpocznie się ślub... - zaczął mówić Baron podlatując do sedesu i również w nim znikając.
- Nikt nie szanuje powagi urzędu, który sprawuję! - obraził się Malfoy i tupnął nogą na potwierdzenie swoich słów.
- Ależ Dracusiu, ja cię bardzo, ale to bardzo szanuję, jak chcesz to możemy jutro spędzić razem cały dzień i noc, i będzie nam razem miło i przyjemnie, zapewnię ci niezapomniane wrażenia... - zaczął mówić młody Potter, ale przerwał widząc wściekły wzrok swojego nowego kochanka - Severusa.
Mistrz eliksirów właśnie przypomniał sobie o fiolce z Eliksirem, Który Jest Tak Zły, Że Nie Chcesz Wiedzieć Jak Działa i wlał go w usta zdziwionego Dracona.
- Możesz być pewien panie Potter, że tej nocy nie zaśnie pan wogóle i że zapewnię panu niezapomniane przeżycia, także zapraszam do mnie - zaczął mówić SS głosem ociekającym erotyzmem i na sam koniec dodał ponaglająco - teraz!
Minerwa z przerażeniem zaobserwowała, że Harry bez zastanowienia wybiegł za Mistrzem Eliksirów, Draco usiadł na podłodze z nieobecnym wzrokiem, a wampiry uśmiechnęły się przebiegle. Następnie z jeszcze większym przerażeniem, zauważyła, że jej pani od zabawy sobie uciekła, w tym samym czasie Hermiona zaczęła prawić Ronowi zasady, jak ma wymiotować.
Pewien wampir zaczaił się i niespodziewanie ugryzł w szyję Hermionę, która zakwiliła z bólu... a po chwili w pomieszczeniu była tylko ona, McGonagall i Weasley.

***

Spoiler: pokaż
Gdy tylko wyszli z łazienki, skierowali się w stronę komnat Mistrza Eliksirów,gdy tylko się tam znaleźli, Severus przyszpilił Harry'ego do drzwi i gwałtownie pocałował. Potter był jednak z natury chłopcem porywczym, buńczucznym, więc naparł na starszego mężczyznę i pocałunkiem, zaczął walczyć o dominację. Snape nie został bierny, oj nie, on nie lubi nudy, woli, kiedy jego kochankowie, są aktywni, ale to on rządzi w łóżku, także jeszcze bardziej przycisnął Gryfona do drzwi i zaczął rozpinać jego koszulę. Potter, nie mając cierpliwości do wszystkich guzików swojego nauczyciela, większość wyrwał, czemu towarzyszył cudowny śmiech Mistrza Eliksirów, który torturował chłopca rozbierając go nieznośnie wolno.
- Ależ po co ten pośpiech, przed nami pół dnia oraz cała długa noc, nie musimy się z niczym śpieszyć, wręcz powiedziałbym, że pośpiech jest tu nie wskazany drogi Harry - szepnął seksownie SS.
- A jeśli za chwi... - spróbował coś powiedzieć Harry, lecz reszta zdania ulotniła się z jego głowy, gdy Snape opuszkami dwóch palców przesunął po jego kręgosłupie. Następnie równie powoli co wcześniej, zaczął przesuwać palce po bokach chłopca, by w końcu położyć je na jego kroku, lekko go masując i w końcu mocniej ścisnąć. Harry jęknął i mimowolnie wypchnął biodra w kierunku Severusa, który złośliwie zaczął się cofać.
- Po co ten pośpiech, jak już mówiłem, mamy dużo czasu, także zapewniam pana panie Potter, że jak z tobą skończę, to nie będziesz miał na nic siły, także albo się uspokoisz albo przywiążę się, co ty na to Harry? - zapytał szeptem Ślizgon, co spowodowało, jeszcze większe pobudzenie Gryfona.
Harry raz jeszcze pocałował Severusa, nie przebywał z nastolatkiem, tylko z dorosłym mężczyzną, poczuł dreszcze i już wiedział, co robić. Zaczął się ocierać o Severusa i błądzić rękami w okolicach jego podbrzusza, jednocześnie całując go dość agresywnie.
- Niech wybaczy pan ten pośpiech, profesorze - powiedział cicho do jego ucha, po czym zaczął pieścić językiem jego szyję.
- Czy ja ci czegoś nie powiedziałem, ty nieznośny chłopcze? - zapytał Ślizgon, łapiąc Harry'ego za nadgarstki i ciągnąc w stronę łóżka.

Potter pozwalał się prowadzić, uśmiechając się przy tym drapieżnie, jednak nagle ziemia wyszła mu na spotkanie i całkiem nieelegancko rozkwasiła Gryfonowi nos. Oniemiały Severus stanął nad Potterem i stwierdził, że Potter nadaje się wyłącznie do łóżka... szpitalnego.
- Potter, Potter - Mistrz Eliksirów pochyli się nad zemdlałym chłopakiem - no tak wy Gryfoni do niczego się nie nadajecie.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (3)

Postprzez Astaraela » 22 sty 2010, 01:55

Severus ubrał swoją niedzielną, czarną szatę. Niewielu wiedziało, że jest to również szata poniedziałkowa, wtorkowa, środowa, czwartkowa, piątkowa i sobotnia. Niektórzy jednak to podejrzewali i wiele by oddali, żeby poznać prawdę z ust jej właściciela. Życie jednak nie jest takie łaskawe i nikt nie pozna tego sekretu przez kilka najbliższych dekad.
- Duchy biorą ślub, co za głupota - warknął do odbicia w lustrze.
- Nie sądzisz, że to piękne? - odpowiedziało lustro, tandetnie przesłodzonym głosikiem.
- Dlaczego trzymam cię w swoich pokojach? - zadał pytanie, ubierając czarne (trochę sprane) skarpety.
- Ponieważ znam kilka twoich mrocznych sekretów, moja ty soczysta grusze... - lustro urwało nie dokończywszy zdania, spotykając się nagle z ciężkim, czarnym butem. - Gruszeczko, ty brutalu!
Mistrz Eliksirów już chciał je rozbić na miliardy kawałków, kiedy przypomniał sobie, że uwolniłby w ten sposób największego plotkarza w historii Hogwartu, poprzestał więc na zasłonięciu srebrzystej tafli zgrzebną kotarą i dumnym krokiem wymaszerował ze swych komnat. Czuł stanowczą potrzebę przejścia się po zamku. W tej chwili nie był w stanie spokojnie przetrwać zaślubin Krwawego Barona i Marty, dlatego koniecznie musiał się odstresować. A najlepszym sposobem na odstresowanie się było odjęcie kilkudziesięciu punktów. Najlepiej Gryfonom, oczywiście. A jeden z nich, nieświadomy swojego nieszczęścia, wyłonił się właśnie zza rogu.
- Wcale mnie tu nie ma, profesorze! - Wykrzyczawszy owe zdanie Złoty Chłopiec zachował się wyjątkowo niegryfońsko i dał drapaka.
- Zauważyłeś, że ten chłopak bardziej pasuje na Ślizgona? - zapytał Krwawy Baron, który W tym momencie wyłonił si ze ściany i przyglądał się uważnie swojemu świadkowi.
- Chyba na wariata! - żachnął się profesor; jego mina zdradzała, że knuje jakiś mściwy plan.
- Tylko nie kłóć się z nim przed ołtarzem, nie możesz popsuć mojego ślubu - powiedział spokojnie Baron.
- Czy ja się kiedykolwiek kłócę ze Złotym Chłopcem Gryffindoru? - spytał z sarkazmem Mistrz SS.


***

Zmartwiona Hermiona usiadła na pustym łóżku przyjaciela, niespodziewanie zauważyła karteczkę, wystającą spod poduszki.
Niestaranne pismo Harry'ego układało się w słowa: Mam teraz ślub. Nie wrócę na lunch. Harry
- Merlinie, w co się on znowu wpakował, jaki ślub, co on sobie myślał, że zwykła kartka z napisem "Mam teraz ślub" wystarczy by się nie martwić?
- Hermiono, wychodzisz za mąż?! - wykrzyknął Ron, który usłyszał tylko kilka ostatnich słów dziewczyny.
- Ron, ja nie biorę ślubu, tylko raczej Harry sądząc po tej kartce, choć coś mi tu nie pasuje - mówiąc to podała przyjacielowi kartkę.
- Harry mówił, że poszuka czegoś w lochach... - powiedział i przeciągnął się, ziewając.
- W lo-lochach, p-poszuka w lochach, wiesz, co to znaczy? - zaczęła histeryzować Hermiona.
Chłopak podrapał się po rudej głowie i zapytał:
- Że coś tam zgubił?
- Ronaldzie Weasley, jak możesz być takim ignorantem, musimy go ratować! - wykrzyknęła zdegustowana dziewczyna, pochylając się w kierunku kufra Harry'ego, by sprawdzić, czy zabrał swoją pelerynę.
Dziewczyna podniosła stertę pergaminów z rysunkami oryginalnej bielizny, kilka próbek materiałów, zapasowe pióro i znoszone ubrania, by znaleźć poszukiwaną rzecz na samym dnie.
- Mapę, może też weźmiemy na wszelki wypadek? - zapytał z niepewnością w głosie Ron.
Hermiona z westchnieniem wzięła również wspomniany przedmiot i wyszła z pokoju, za nią potruchtał Weasley.

***

- Ma luba, nie denerwuj się, na pewno świadkowie przybędą na czas - pocieszał Martę Krwawy Baron.
- A co jeśli, nikt nie przyjdzie, co jeśli wszyscy zapomnieli, a co jeśli Harry... - zaczęła zawodzić Jęcząca Marta.
- Kochanie moje, wszyscy, których zaprosiłaś się zjawią - powiedział spokojnie i pewnie duch Slytherinu.
- Wydaje mi się, że słyszę kroki, to chyba twój świadek czyli Harry. - Dodał po chwili.
Marta zamyśliła się i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nie ma na sobie nic niebieskiego! Szczęście jej małżeństwa wisiało na włosku, jedyną nadzieją był Harry - może miał chociaż chusteczkę? Kiedy o tym myślała, chłopak wbiegł, jak na zawołanie, do łazienki, krzycząc:
- Ratujcie, ratujcie, idzie za mną Snape z jakimś niebieskim eliksirem w ręce!
- POTTER! - Dało się słyszeć wściekły głos Mistrza Eliksirów.
Harry wparował do łazienki i ukrył się za zdziwioną, wciąż zapłakaną, Martą.
- Harry masz może jakąś niebieską rzecz, a najlepiej chusteczkę? - zapytała lekko zdezorientowana, nie bardzo rozumiejąc co się dokoła niej dzieje.
- Mam zielone, czyste stringi - powiedział Harry i bez namysłu podał je dziewczynie, po chwili zauważył głód w oczach Severusa.
- To chyba nie był najlepszy pomysł... - szepną sama do siebie - Ratunku gwałcą!
- Gacie albo cnota - Severus spojrzał wymownie na Pottera.
- Severusie, czy mógłbyś zachować swoje popędy seksualne, do czasu gdy nas już tu nie będzie? - zapytał Baron.
Severus nachmurzył się, ale stwierdził, że trzeba przeżyć ślub, a następnie a) zgwałcić Pottera i ukraść mu stringi, b) zabrać Gryfonowi stringi i zgwałcić, c) zgwałcić stringi i ukraść Pottera.
- Czy możemy zatem już zaczynać? - spytał poirytowany, rzucając spojrzenie Potterowi pt.: "i tak cię dopadnę".
Do pomieszczenia wparował Duch Beznogi, krzycząc "Nie, nie zgadzam się na to małżeństwo!"; zatrzymał się w półkroku i zrozumiał, że przybył zbyt wcześnie, by mieć dramatyczne wejście.
- O nie, on chce zepsuć nasz ślub i co ja teraz zrobię, Harry pomóż mi... - zaczęła jęczeć i zawodzić Marta.
Harry wlepił przerażony wzrok w Snape'a, Ślizgon z obrzydzeniem spojrzał na Ducha Beznogi, a ten ostatni z uwielbieniem spoglądał na Krwawego Barona.
- Slytherinie, miej nas w opiece, jeszcze czekają nas tu kłótnie ślubowo-małżeńskie duchów.
Drzwi ponownie się otworzyły i Severus zaczął się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest najgorszy dzień jego życia.

***

- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. - szepnęła Hermiona, stukając różdżką w mapę. - Ron, zobacz - on stoi u boku profesora Snape'a, to jego chce poślubić!
- Trzeba go ratować, ten wstrętny Nietoperz na pewno zmusił go do wypicia czegoś, a magiczne śluby, przecież są na stałe! - wykrzyknął przerażony Ron, jakby to on miał poślubić Snape'a.
- Trzeba iść po pomoc... - przerwała, gdy zobaczyła, że jeszcze ktoś wszedł do łazienki Jęczącej Marty.
- Może po McGonagall albo nie najlepiej do Dumbledore'a! - wykrzyknął uradowany Ron.
Hermionie coś nie pasowało, a przede wszystkim - kto normalny bierze ślub w łazience...?
- Ron, a jeśli się mylimy i oni nie biorą ślubu, przecież śluby zwykle są w kościele a nie w szkolnej łazience. - powiedziała Panna-Wiem-To-Wszystko.
- Czarodzieje zawsze pobierają się w łazienkach - powiedział zdziwiony Weasley.
- Jak to w łazienkach, w żadnej książce nic o tym nie pisze. - powiedziała zdziwiona i mocno poirytowana Hermiona.
- Nie jest napisane, Hermiono - poprawił ją, po czym prymuska zemdlała z szoku.
- Hermiono nie, nie umieraj, co ja najlepszego zrobiłem! - krzyknął załamany Ron. - Z pewnością opętał mnie Voldemort!!! - powiedział i wybiegł, szukając pomocy.
- Pani profesor, pani profesor! - zaczął wydzierać się jeszcze głośniej, gdy zobaczył opiekunkę swojego domu, gdy ta szła korytarzem. - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać... wszedł we mnie!!!
- Panie Weasley, proszę się uspokoić i jeszcze raz powiedzieć mi powoli i wyraźnie, bo obawiam się, że nie zrozumiałam nic z pana wypowiedzi. - powiedziała lekko czerwona na twarzy Minerwa.
- Pani profesor, pani profesor, Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać wszedł we mnie - powiedział wolno i wyraźnie, jakby McGonagall była niedorozwinięta.
- Po pierwsze kiedy i gdzie a po drugie, jak mogłeś być tak głupi, by uprawiać z nim seks?! - zaczęła się wydzierać wicedyrektorka.
- Przed chwilą, w moim dormitorium, jeszcze tam leży He... - przerwał, ponieważ w tym momencie, nie czekając na resztę zdania, McGonagall pobiegła na domniemane miejsce zbrodni.
- Merlinie, mniej nas w opiece, panno Granger, panno Granger... - powiedziała Opiekunka Gryffindoru na widok ciała Hermiony.

***

Harry wrzasnął przerażony i (nie wiedział, dlaczego) schował się za Snapem. Do łazienki wszedł Draco w potarganych włosach i rozpiętej koszuli, wystającej ze spodni, bez krawata i błogim uśmiechem na twarzy, jakby był świeżo, po niesamowitym seksie. Z dumą stanął na desce toaletowej w pierwszej kabinie, gotowy do połączenia związkiem małżeńskim tych dwojga; kilka minut po nim przydreptały trzy wampiry, które miały wystąpić w roli chórka i śpiewać miłosne pieśni.
- Zebraliśmy się dziś tutaj, w tym jakże uroczystym dniu, który zostanie na zawsze w naszej pamięci, jako dzień wielkiej orgii między domami jakże seksownego i przystojnego Slytherina a przeciętnego Gryffindora. Stanie się tak, albowiem Severus Snape, odurzony jakimiś wywarami kociołkowymi, poślubi Harry'ego Jamesa Pottera, panie świeć nad jego duszą. W ramach streszczenia: czy przyrzekacie sobie niewierność, namiętność, nieuczciwość i nie zapomniane przeżycia erotyczne, dopóki orgazm was nie wykończy, czy ślubujecie, być zawsze chętnym do przeżywania uniesień seksualnych...
- Ale to ja, Jęcząca Marta, biorę ślub z Krwawym Baronem! - przerwała panna młoda na skraju załamania psychicznego.
- Ale, to nic nie szkodzi, w końcu przecież duchy nie mogą się rozmnażać, choć ciekawi mnie jak wygląda i smakuje duchowa sperma, ciekawe czym się różni, Krwawy Baronie, nie zechciałbyś może...
- Z chęcią dokształcę cię seksualnie, pokażę wszystko - powiedział Duch Beznogi i posłał Malfoyowi sugestywne spojrzenie.
- Brzmi interesująco, a masz może odpowiednie miejsce do nauki, oczywiście przedtem musisz mi podać swoje wymiary oraz rodowód, ale przede wszystkim wymiary, nie interesuję się nikim, kto nie spełnia wymogów, a zalicza się do nich... - zaczął swój wywód Draco, całkowicie zapominając o ślubie.

***

Hermiona ocknęła się zmyślą, że musi ratować Harry'ego i zabrać do lekarza Rona.
- Czemu ja leżę na podłodze, Ron musimy ratować Harry'ego zanim poślubi Snape, a potem wysłać cię do lekarza i.... profesor McGonagall?
- Pan Potter i profesor Snape biorą ślub... ale on i tak nie będzie ważny, nie dali na zapowiedzi i nie uczestniczyli w naukach przedmałżeńskich!
- Ale oni chcą odprawić jakiś rytuał połączenia, bo jeszcze Malfoy do nich dołączył... - zaczął nagle mówić Ron, coś czego ani nie rozumiała Hermiona ani Opiekunka.
- Faflunisz, Ron, może zwyczajnie przejdźmy się do tej łazienki i wyjaśnimy wszystko z nimi.
Cała trójka poszła do łazienki Jęczącej Marty, lecz to co tam zobaczyli, po otwarciu drzwi, przeszło ich najśmielsze oczekiwania, McGonagall złapała się za serce, Hermiona wyglądała, jakby miała znowu zemdleć, a Ron zrobił się zielony na twarzy. Duch Beznogi stał z opuszczonymi do kolana (bo miał tylko jedną nogę, jak wskazuje jego imię) fioletowymi rajtuzami, pokazując, że spełnia wymogi Dracona; po chwili Krwawy Baron powiedział, że takie coś to on trzymał w spodniach, gdy był w przedszkolu. Harry, z tradycyjnie potarganymi włosami, bez krawata i z źle zapiętą koszulą przytulał się od tyłu do Severusa, który, z kolei wyglądał, jakby mu to nie przeszkadzało, ba nawet mu się to podobało a na dodatek, trzymał w ręce obrączki, nad nimi wszystkimi unosiła się Jęcząca Marta, będąca niezadowolona i wykrzykująca coś niezrozumiałego, a ubrana w krótka, białą sukienkę, z pod której wystawała czerwona podwiązka. Wampiry kołysały się delikatnie śpiewając znaną wszystkim piosenkę miłosną:

Na listek spadła łza, to ja, ta łza,
Gdzieś mała stonoga tutaj pełza.

- Spokój - krzyknęła Minerwa, po odzyskaniu jako tako zdolności logicznego myślenia - czy ktoś mi może wyjaśnić co to się do małej, ciasnej dzieje?

Krety wchodzą do swych dziurek,
Czy ktoś widział taki miłosny chórek?

Do uszu McGonagall dotarło wyznanie Harry'ego:
- Sevciu, wiesz, że cię kocham nie, zrobisz coś dla mnie, mam taką tyci prośbę, czy mógłbyś...
- Mógłbym - przerwał mu Snape niskim, bardzo pobudzającym głosem, - jeżeli nie będziesz się do mnie zwracał per Sevciu, nazywam się Severus.
- Dziękuję, dziękuję - wykrzyczał Harry odwracając się przodem do Mistrza SS, rzucając mu się na szyję i całując prosto w usta.
- Natychmiast stop! - wykrzyknęła Minerwa McGonagall i wyciągnęła różdżkę, gotowa zabić każdego, kto się odezwie.
Lecz znowu nikt nie zwrócił na nią żadnej uwagi, ba Harry i Severus dalej się całowali, wampiry śpiewały, dwa duchy się kłóciły, Jęcząca Marta dalej rozpaczała a Draco, znudziwszy się duchami, podszedł do Mistrza SS od tyłu i się do niego przytulił, na to wszystko otworzyły się drzwi do łazienki.
- Dzień dobry, catering - powiedziała niska czarownica, ubrana w żółtą szatę.
- Ale ja zamawiałem usługi erotyczne! - wykrzyczał niezadowolony Blondyn.
- Jeżeli ta pani od cateringu jest równocześnie usługodawcą erotycznym to biorę ją razem z tą żółtą szatą i rudymi włosami! - nagle ożywiła się profesor McGonagall, uśmiechając uroczo i idąc w stronę przestraszonej kobiety.
- A co z moim ślubem?! - wydarła się Marta, gdy zobaczyła, jak Minerwa goni rudowłosą po całej łazience, a Harry z Severusem, zbliżają się w stronę drzwi.
- Draco, ty powinieneś umierać w szpitali, przecież, a Harry ma chłopaka!!! - wydarła się Hermiona widząc, że wszystkich ogarnął jakiś łazienkowy szał.
- Cicho bądź kobieto, ja tu się zastanawiam, jak namówić Harry'ego i Severusa na trójkącik, także czy mogłabyś się zamknąć, bo nie mogę przez ciebie myśleć? - zadał pytanie lekko zdenerwowany Draco, patrząc lubieżnie na obejmującą i całującą się parę.
Ron niespodziewanie zrobił się zielony na twarzy i zakrywając usta ręką, wpadł do kabiny. Hermiona jak zwykle za nim, będąc przekonana, że to co wyczytała w książkach na temat różnych chorób i dolegliwości takich jak torsje, na pewno przyda się jej w tej chwili.
Nagle pisk Jęczącej Marty stał się tak okropny, że wszyscy zatrzymali się i zasłonili uszy dłońmi, panna młoda zawyła jeszcze raz i wpadła do muszli toaletowej, ochlapując wszystkich wodą.
- O nie ma luba, moje kochanie i jedyne słoneczko, poczekaj za mną, nie uciekaj, przepraszam Cię najmocniej, zaraz rozpocznie się ślub... - zaczął mówić Baron podlatując do sedesu i również w nim znikając.
- Nikt nie szanuje powagi urzędu, który sprawuję! - obraził się Malfoy i tupnął nogą na potwierdzenie swoich słów.
- Ależ Dracusiu, ja cię bardzo, ale to bardzo szanuję, jak chcesz to możemy jutro spędzić razem cały dzień i noc, i będzie nam razem miło i przyjemnie, zapewnię ci niezapomniane wrażenia... - zaczął mówić młody Potter, ale przerwał widząc wściekły wzrok swojego nowego kochanka - Severusa.
Mistrz eliksirów właśnie przypomniał sobie o fiolce z Eliksirem, Który Jest Tak Zły, Że Nie Chcesz Wiedzieć Jak Działa i wlał go w usta zdziwionego Dracona.
- Możesz być pewien panie Potter, że tej nocy nie zaśnie pan wogóle i że zapewnię panu niezapomniane przeżycia, także zapraszam do mnie - zaczął mówić SS głosem ociekającym erotyzmem i na sam koniec dodał ponaglająco - teraz!
Minerwa z przerażeniem zaobserwowała, że Harry bez zastanowienia wybiegł za Mistrzem Eliksirów, Draco usiadł na podłodze z nieobecnym wzrokiem, a wampiry uśmiechnęły się przebiegle. Następnie z jeszcze większym przerażeniem, zauważyła, że jej pani od zabawy sobie uciekła, w tym samym czasie Hermiona zaczęła prawić Ronowi zasady, jak ma wymiotować.
Pewien wampir zaczaił się i niespodziewanie ugryzł w szyję Hermionę, która zakwiliła z bólu... a po chwili w pomieszczeniu była tylko ona, McGonagall i Weasley.

***
Spoiler: pokaż
Gdy tylko wyszli z łazienki, skierowali się w stronę komnat Mistrza Eliksirów,gdy tylko się tam znaleźli, Severus przyszpilił Harry'ego do drzwi i gwałtownie pocałował. Potter był jednak z natury chłopcem porywczym, buńczucznym, więc naparł na starszego mężczyznę i pocałunkiem, zaczął walczyć o dominację. Snape nie został bierny, oj nie, on nie lubi nudy, woli, kiedy jego kochankowie, są aktywni, ale to on rządzi w łóżku, także jeszcze bardziej przycisnął Gryfona do drzwi i zaczął rozpinać jego koszulę. Potter, nie mając cierpliwości do wszystkich guzików swojego nauczyciela, większość wyrwał, czemu towarzyszył cudowny śmiech Mistrza Eliksirów, który torturował chłopca rozbierając go nieznośnie wolno.
- Ależ po co ten pośpiech, przed nami pół dnia oraz cała długa noc, nie musimy się z niczym śpieszyć, wręcz powiedziałbym, że pośpiech jest tu nie wskazany drogi Harry - szepnął seksownie SS.
- A jeśli za chwi... - spróbował coś powiedzieć Harry, lecz reszta zdania ulotniła się z jego głowy, gdy Snape opuszkami dwóch palców przesunął po jego kręgosłupie. Następnie równie powoli co wcześniej, zaczął przesuwać palce po bokach chłopca, by w końcu położyć je na jego kroku, lekko go masując i w końcu mocniej ścisnąć. Harry jęknął i mimowolnie wypchnął biodra w kierunku Severusa, który złośliwie zaczął się cofać.
- Po co ten pośpiech, jak już mówiłem, mamy dużo czasu, także zapewniam pana panie Potter, że jak z tobą skończę, to nie będziesz miał na nic siły, także albo się uspokoisz albo przywiążę się, co ty na to Harry? - zapytał szeptem Ślizgon, co spowodowało, jeszcze większe pobudzenie Gryfona.
Harry raz jeszcze pocałował Severusa, nie przebywał z nastolatkiem, tylko z dorosłym mężczyzną, poczuł dreszcze i już wiedział, co robić. Zaczął się ocierać o Severusa i błądzić rękami w okolicach jego podbrzusza, jednocześnie całując go dość agresywnie.
- Niech wybaczy pan ten pośpiech, profesorze - powiedział cicho do jego ucha, po czym zaczął pieścić językiem jego szyję.
- Czy ja ci czegoś nie powiedziałem, ty nieznośny chłopcze? - zapytał Ślizgon, łapiąc Harry'ego za nadgarstki i ciągnąc w stronę łóżka.

Potter pozwalał się prowadzić, uśmiechając się przy tym drapieżnie, jednak nagle ziemia wyszła mu na spotkanie i całkiem nieelegancko rozkwasiła Gryfonowi nos. Oniemiały Severus stanął nad Potterem i stwierdził, że Potter nadaje się wyłącznie do łóżka... szpitalnego.
- Potter, Potter - Mistrz Eliksirów pochyli się nad zemdlałym chłopakiem - no tak wy Gryfoni do niczego się nie nadajecie.
- Niebrafta - wybełkotał nagle Harry łapiąc Severusa za szaty i paćkają przy tym wszystko wokół swoją krwią. - Nie jestem Gryfonem, ha, ha, ja nawet nie jestem Botterem, ha, ha, haaaa!
Avatar użytkownika
Astaraela
Antyczny Władca Czasu
Antyczny Władca Czasu
 
Posty: 146
Dołączył(a): 31 maja 2008, 11:40
Lokalizacja: Warszawa

Re: Stonoga! (3)

Postprzez Puchacz » 22 sty 2010, 02:23

Severus ubrał swoją niedzielną, czarną szatę. Niewielu wiedziało, że jest to również szata poniedziałkowa, wtorkowa, środowa, czwartkowa, piątkowa i sobotnia. Niektórzy jednak to podejrzewali i wiele by oddali, żeby poznać prawdę z ust jej właściciela. Życie jednak nie jest takie łaskawe i nikt nie pozna tego sekretu przez kilka najbliższych dekad.
- Duchy biorą ślub, co za głupota - warknął do odbicia w lustrze.
- Nie sądzisz, że to piękne? - odpowiedziało lustro, tandetnie przesłodzonym głosikiem.
- Dlaczego trzymam cię w swoich pokojach? - zadał pytanie, ubierając czarne (trochę sprane) skarpety.
- Ponieważ znam kilka twoich mrocznych sekretów, moja ty soczysta grusze... - lustro urwało nie dokończywszy zdania, spotykając się nagle z ciężkim, czarnym butem. - Gruszeczko, ty brutalu!
Mistrz Eliksirów już chciał je rozbić na miliardy kawałków, kiedy przypomniał sobie, że uwolniłby w ten sposób największego plotkarza w historii Hogwartu, poprzestał więc na zasłonięciu srebrzystej tafli zgrzebną kotarą i dumnym krokiem wymaszerował ze swych komnat. Czuł stanowczą potrzebę przejścia się po zamku. W tej chwili nie był w stanie spokojnie przetrwać zaślubin Krwawego Barona i Marty, dlatego koniecznie musiał się odstresować. A najlepszym sposobem na odstresowanie się było odjęcie kilkudziesięciu punktów. Najlepiej Gryfonom, oczywiście. A jeden z nich, nieświadomy swojego nieszczęścia, wyłonił się właśnie zza rogu.
- Wcale mnie tu nie ma, profesorze! - Wykrzyczawszy owe zdanie Złoty Chłopiec zachował się wyjątkowo niegryfońsko i dał drapaka.
- Zauważyłeś, że ten chłopak bardziej pasuje na Ślizgona? - zapytał Krwawy Baron, który W tym momencie wyłonił si ze ściany i przyglądał się uważnie swojemu świadkowi.
- Chyba na wariata! - żachnął się profesor; jego mina zdradzała, że knuje jakiś mściwy plan.
- Tylko nie kłóć się z nim przed ołtarzem, nie możesz popsuć mojego ślubu - powiedział spokojnie Baron.
- Czy ja się kiedykolwiek kłócę ze Złotym Chłopcem Gryffindoru? - spytał z sarkazmem Mistrz SS.


***

Zmartwiona Hermiona usiadła na pustym łóżku przyjaciela, niespodziewanie zauważyła karteczkę, wystającą spod poduszki.
Niestaranne pismo Harry'ego układało się w słowa: Mam teraz ślub. Nie wrócę na lunch. Harry
- Merlinie, w co się on znowu wpakował, jaki ślub, co on sobie myślał, że zwykła kartka z napisem "Mam teraz ślub" wystarczy by się nie martwić?
- Hermiono, wychodzisz za mąż?! - wykrzyknął Ron, który usłyszał tylko kilka ostatnich słów dziewczyny.
- Ron, ja nie biorę ślubu, tylko raczej Harry sądząc po tej kartce, choć coś mi tu nie pasuje - mówiąc to podała przyjacielowi kartkę.
- Harry mówił, że poszuka czegoś w lochach... - powiedział i przeciągnął się, ziewając.
- W lo-lochach, p-poszuka w lochach, wiesz, co to znaczy? - zaczęła histeryzować Hermiona.
Chłopak podrapał się po rudej głowie i zapytał:
- Że coś tam zgubił?
- Ronaldzie Weasley, jak możesz być takim ignorantem, musimy go ratować! - wykrzyknęła zdegustowana dziewczyna, pochylając się w kierunku kufra Harry'ego, by sprawdzić, czy zabrał swoją pelerynę.
Dziewczyna podniosła stertę pergaminów z rysunkami oryginalnej bielizny, kilka próbek materiałów, zapasowe pióro i znoszone ubrania, by znaleźć poszukiwaną rzecz na samym dnie.
- Mapę, może też weźmiemy na wszelki wypadek? - zapytał z niepewnością w głosie Ron.
Hermiona z westchnieniem wzięła również wspomniany przedmiot i wyszła z pokoju, za nią potruchtał Weasley.

***

- Ma luba, nie denerwuj się, na pewno świadkowie przybędą na czas - pocieszał Martę Krwawy Baron.
- A co jeśli, nikt nie przyjdzie, co jeśli wszyscy zapomnieli, a co jeśli Harry... - zaczęła zawodzić Jęcząca Marta.
- Kochanie moje, wszyscy, których zaprosiłaś się zjawią - powiedział spokojnie i pewnie duch Slytherinu.
- Wydaje mi się, że słyszę kroki, to chyba twój świadek czyli Harry. - Dodał po chwili.
Marta zamyśliła się i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nie ma na sobie nic niebieskiego! Szczęście jej małżeństwa wisiało na włosku, jedyną nadzieją był Harry - może miał chociaż chusteczkę? Kiedy o tym myślała, chłopak wbiegł, jak na zawołanie, do łazienki, krzycząc:
- Ratujcie, ratujcie, idzie za mną Snape z jakimś niebieskim eliksirem w ręce!
- POTTER! - Dało się słyszeć wściekły głos Mistrza Eliksirów.
Harry wparował do łazienki i ukrył się za zdziwioną, wciąż zapłakaną, Martą.
- Harry masz może jakąś niebieską rzecz, a najlepiej chusteczkę? - zapytała lekko zdezorientowana, nie bardzo rozumiejąc co się dokoła niej dzieje.
- Mam zielone, czyste stringi - powiedział Harry i bez namysłu podał je dziewczynie, po chwili zauważył głód w oczach Severusa.
- To chyba nie był najlepszy pomysł... - szepną sama do siebie - Ratunku gwałcą!
- Gacie albo cnota - Severus spojrzał wymownie na Pottera.
- Severusie, czy mógłbyś zachować swoje popędy seksualne, do czasu gdy nas już tu nie będzie? - zapytał Baron.
Severus nachmurzył się, ale stwierdził, że trzeba przeżyć ślub, a następnie a) zgwałcić Pottera i ukraść mu stringi, b) zabrać Gryfonowi stringi i zgwałcić, c) zgwałcić stringi i ukraść Pottera.
- Czy możemy zatem już zaczynać? - spytał poirytowany, rzucając spojrzenie Potterowi pt.: "i tak cię dopadnę".
Do pomieszczenia wparował Duch Beznogi, krzycząc "Nie, nie zgadzam się na to małżeństwo!"; zatrzymał się w półkroku i zrozumiał, że przybył zbyt wcześnie, by mieć dramatyczne wejście.
- O nie, on chce zepsuć nasz ślub i co ja teraz zrobię, Harry pomóż mi... - zaczęła jęczeć i zawodzić Marta.
Harry wlepił przerażony wzrok w Snape'a, Ślizgon z obrzydzeniem spojrzał na Ducha Beznogi, a ten ostatni z uwielbieniem spoglądał na Krwawego Barona.
- Slytherinie, miej nas w opiece, jeszcze czekają nas tu kłótnie ślubowo-małżeńskie duchów.
Drzwi ponownie się otworzyły i Severus zaczął się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest najgorszy dzień jego życia.

***

- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. - szepnęła Hermiona, stukając różdżką w mapę. - Ron, zobacz - on stoi u boku profesora Snape'a, to jego chce poślubić!
- Trzeba go ratować, ten wstrętny Nietoperz na pewno zmusił go do wypicia czegoś, a magiczne śluby, przecież są na stałe! - wykrzyknął przerażony Ron, jakby to on miał poślubić Snape'a.
- Trzeba iść po pomoc... - przerwała, gdy zobaczyła, że jeszcze ktoś wszedł do łazienki Jęczącej Marty.
- Może po McGonagall albo nie najlepiej do Dumbledore'a! - wykrzyknął uradowany Ron.
Hermionie coś nie pasowało, a przede wszystkim - kto normalny bierze ślub w łazience...?
- Ron, a jeśli się mylimy i oni nie biorą ślubu, przecież śluby zwykle są w kościele a nie w szkolnej łazience. - powiedziała Panna-Wiem-To-Wszystko.
- Czarodzieje zawsze pobierają się w łazienkach - powiedział zdziwiony Weasley.
- Jak to w łazienkach, w żadnej książce nic o tym nie pisze. - powiedziała zdziwiona i mocno poirytowana Hermiona.
- Nie jest napisane, Hermiono - poprawił ją, po czym prymuska zemdlała z szoku.
- Hermiono nie, nie umieraj, co ja najlepszego zrobiłem! - krzyknął załamany Ron. - Z pewnością opętał mnie Voldemort!!! - powiedział i wybiegł, szukając pomocy.
- Pani profesor, pani profesor! - zaczął wydzierać się jeszcze głośniej, gdy zobaczył opiekunkę swojego domu, gdy ta szła korytarzem. - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać... wszedł we mnie!!!
- Panie Weasley, proszę się uspokoić i jeszcze raz powiedzieć mi powoli i wyraźnie, bo obawiam się, że nie zrozumiałam nic z pana wypowiedzi. - powiedziała lekko czerwona na twarzy Minerwa.
- Pani profesor, pani profesor, Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać wszedł we mnie - powiedział wolno i wyraźnie, jakby McGonagall była niedorozwinięta.
- Po pierwsze kiedy i gdzie a po drugie, jak mogłeś być tak głupi, by uprawiać z nim seks?! - zaczęła się wydzierać wicedyrektorka.
- Przed chwilą, w moim dormitorium, jeszcze tam leży He... - przerwał, ponieważ w tym momencie, nie czekając na resztę zdania, McGonagall pobiegła na domniemane miejsce zbrodni.
- Merlinie, mniej nas w opiece, panno Granger, panno Granger... - powiedziała Opiekunka Gryffindoru na widok ciała Hermiony.

***

Harry wrzasnął przerażony i (nie wiedział, dlaczego) schował się za Snapem. Do łazienki wszedł Draco w potarganych włosach i rozpiętej koszuli, wystającej ze spodni, bez krawata i błogim uśmiechem na twarzy, jakby był świeżo, po niesamowitym seksie. Z dumą stanął na desce toaletowej w pierwszej kabinie, gotowy do połączenia związkiem małżeńskim tych dwojga; kilka minut po nim przydreptały trzy wampiry, które miały wystąpić w roli chórka i śpiewać miłosne pieśni.
- Zebraliśmy się dziś tutaj, w tym jakże uroczystym dniu, który zostanie na zawsze w naszej pamięci, jako dzień wielkiej orgii między domami jakże seksownego i przystojnego Slytherina a przeciętnego Gryffindora. Stanie się tak, albowiem Severus Snape, odurzony jakimiś wywarami kociołkowymi, poślubi Harry'ego Jamesa Pottera, panie świeć nad jego duszą. W ramach streszczenia: czy przyrzekacie sobie niewierność, namiętność, nieuczciwość i nie zapomniane przeżycia erotyczne, dopóki orgazm was nie wykończy, czy ślubujecie, być zawsze chętnym do przeżywania uniesień seksualnych...
- Ale to ja, Jęcząca Marta, biorę ślub z Krwawym Baronem! - przerwała panna młoda na skraju załamania psychicznego.
- Ale, to nic nie szkodzi, w końcu przecież duchy nie mogą się rozmnażać, choć ciekawi mnie jak wygląda i smakuje duchowa sperma, ciekawe czym się różni, Krwawy Baronie, nie zechciałbyś może...
- Z chęcią dokształcę cię seksualnie, pokażę wszystko - powiedział Duch Beznogi i posłał Malfoyowi sugestywne spojrzenie.
- Brzmi interesująco, a masz może odpowiednie miejsce do nauki, oczywiście przedtem musisz mi podać swoje wymiary oraz rodowód, ale przede wszystkim wymiary, nie interesuję się nikim, kto nie spełnia wymogów, a zalicza się do nich... - zaczął swój wywód Draco, całkowicie zapominając o ślubie.

***

Hermiona ocknęła się zmyślą, że musi ratować Harry'ego i zabrać do lekarza Rona.
- Czemu ja leżę na podłodze, Ron musimy ratować Harry'ego zanim poślubi Snape, a potem wysłać cię do lekarza i.... profesor McGonagall?
- Pan Potter i profesor Snape biorą ślub... ale on i tak nie będzie ważny, nie dali na zapowiedzi i nie uczestniczyli w naukach przedmałżeńskich!
- Ale oni chcą odprawić jakiś rytuał połączenia, bo jeszcze Malfoy do nich dołączył... - zaczął nagle mówić Ron, coś czego ani nie rozumiała Hermiona ani Opiekunka.
- Faflunisz, Ron, może zwyczajnie przejdźmy się do tej łazienki i wyjaśnimy wszystko z nimi.
Cała trójka poszła do łazienki Jęczącej Marty, lecz to co tam zobaczyli, po otwarciu drzwi, przeszło ich najśmielsze oczekiwania, McGonagall złapała się za serce, Hermiona wyglądała, jakby miała znowu zemdleć, a Ron zrobił się zielony na twarzy. Duch Beznogi stał z opuszczonymi do kolana (bo miał tylko jedną nogę, jak wskazuje jego imię) fioletowymi rajtuzami, pokazując, że spełnia wymogi Dracona; po chwili Krwawy Baron powiedział, że takie coś to on trzymał w spodniach, gdy był w przedszkolu. Harry, z tradycyjnie potarganymi włosami, bez krawata i z źle zapiętą koszulą przytulał się od tyłu do Severusa, który, z kolei wyglądał, jakby mu to nie przeszkadzało, ba nawet mu się to podobało a na dodatek, trzymał w ręce obrączki, nad nimi wszystkimi unosiła się Jęcząca Marta, będąca niezadowolona i wykrzykująca coś niezrozumiałego, a ubrana w krótka, białą sukienkę, z pod której wystawała czerwona podwiązka. Wampiry kołysały się delikatnie śpiewając znaną wszystkim piosenkę miłosną:

Na listek spadła łza, to ja, ta łza,
Gdzieś mała stonoga tutaj pełza.

- Spokój - krzyknęła Minerwa, po odzyskaniu jako tako zdolności logicznego myślenia - czy ktoś mi może wyjaśnić co to się do małej, ciasnej dzieje?

Krety wchodzą do swych dziurek,
Czy ktoś widział taki miłosny chórek?

Do uszu McGonagall dotarło wyznanie Harry'ego:
- Sevciu, wiesz, że cię kocham nie, zrobisz coś dla mnie, mam taką tyci prośbę, czy mógłbyś...
- Mógłbym - przerwał mu Snape niskim, bardzo pobudzającym głosem, - jeżeli nie będziesz się do mnie zwracał per Sevciu, nazywam się Severus.
- Dziękuję, dziękuję - wykrzyczał Harry odwracając się przodem do Mistrza SS, rzucając mu się na szyję i całując prosto w usta.
- Natychmiast stop! - wykrzyknęła Minerwa McGonagall i wyciągnęła różdżkę, gotowa zabić każdego, kto się odezwie.
Lecz znowu nikt nie zwrócił na nią żadnej uwagi, ba Harry i Severus dalej się całowali, wampiry śpiewały, dwa duchy się kłóciły, Jęcząca Marta dalej rozpaczała a Draco, znudziwszy się duchami, podszedł do Mistrza SS od tyłu i się do niego przytulił, na to wszystko otworzyły się drzwi do łazienki.
- Dzień dobry, catering - powiedziała niska czarownica, ubrana w żółtą szatę.
- Ale ja zamawiałem usługi erotyczne! - wykrzyczał niezadowolony Blondyn.
- Jeżeli ta pani od cateringu jest równocześnie usługodawcą erotycznym to biorę ją razem z tą żółtą szatą i rudymi włosami! - nagle ożywiła się profesor McGonagall, uśmiechając uroczo i idąc w stronę przestraszonej kobiety.
- A co z moim ślubem?! - wydarła się Marta, gdy zobaczyła, jak Minerwa goni rudowłosą po całej łazience, a Harry z Severusem, zbliżają się w stronę drzwi.
- Draco, ty powinieneś umierać w szpitali, przecież, a Harry ma chłopaka!!! - wydarła się Hermiona widząc, że wszystkich ogarnął jakiś łazienkowy szał.
- Cicho bądź kobieto, ja tu się zastanawiam, jak namówić Harry'ego i Severusa na trójkącik, także czy mogłabyś się zamknąć, bo nie mogę przez ciebie myśleć? - zadał pytanie lekko zdenerwowany Draco, patrząc lubieżnie na obejmującą i całującą się parę.
Ron niespodziewanie zrobił się zielony na twarzy i zakrywając usta ręką, wpadł do kabiny. Hermiona jak zwykle za nim, będąc przekonana, że to co wyczytała w książkach na temat różnych chorób i dolegliwości takich jak torsje, na pewno przyda się jej w tej chwili.
Nagle pisk Jęczącej Marty stał się tak okropny, że wszyscy zatrzymali się i zasłonili uszy dłońmi, panna młoda zawyła jeszcze raz i wpadła do muszli toaletowej, ochlapując wszystkich wodą.
- O nie ma luba, moje kochanie i jedyne słoneczko, poczekaj za mną, nie uciekaj, przepraszam Cię najmocniej, zaraz rozpocznie się ślub... - zaczął mówić Baron podlatując do sedesu i również w nim znikając.
- Nikt nie szanuje powagi urzędu, który sprawuję! - obraził się Malfoy i tupnął nogą na potwierdzenie swoich słów.
- Ależ Dracusiu, ja cię bardzo, ale to bardzo szanuję, jak chcesz to możemy jutro spędzić razem cały dzień i noc, i będzie nam razem miło i przyjemnie, zapewnię ci niezapomniane wrażenia... - zaczął mówić młody Potter, ale przerwał widząc wściekły wzrok swojego nowego kochanka - Severusa.
Mistrz eliksirów właśnie przypomniał sobie o fiolce z Eliksirem, Który Jest Tak Zły, Że Nie Chcesz Wiedzieć Jak Działa i wlał go w usta zdziwionego Dracona.
- Możesz być pewien panie Potter, że tej nocy nie zaśnie pan wogóle i że zapewnię panu niezapomniane przeżycia, także zapraszam do mnie - zaczął mówić SS głosem ociekającym erotyzmem i na sam koniec dodał ponaglająco - teraz!
Minerwa z przerażeniem zaobserwowała, że Harry bez zastanowienia wybiegł za Mistrzem Eliksirów, Draco usiadł na podłodze z nieobecnym wzrokiem, a wampiry uśmiechnęły się przebiegle. Następnie z jeszcze większym przerażeniem, zauważyła, że jej pani od zabawy sobie uciekła, w tym samym czasie Hermiona zaczęła prawić Ronowi zasady, jak ma wymiotować.
Pewien wampir zaczaił się i niespodziewanie ugryzł w szyję Hermionę, która zakwiliła z bólu... a po chwili w pomieszczeniu była tylko ona, McGonagall i Weasley.

***
Poniżej znajduje się scena erotyczna (slash)

Spoiler: pokaż
Gdy tylko wyszli z łazienki, skierowali się w stronę komnat Mistrza Eliksirów,gdy tylko się tam znaleźli, Severus przyszpilił Harry'ego do drzwi i gwałtownie pocałował. Potter był jednak z natury chłopcem porywczym, buńczucznym, więc naparł na starszego mężczyznę i pocałunkiem, zaczął walczyć o dominację. Snape nie został bierny, oj nie, on nie lubi nudy, woli, kiedy jego kochankowie, są aktywni, ale to on rządzi w łóżku, także jeszcze bardziej przycisnął Gryfona do drzwi i zaczął rozpinać jego koszulę. Potter, nie mając cierpliwości do wszystkich guzików swojego nauczyciela, większość wyrwał, czemu towarzyszył cudowny śmiech Mistrza Eliksirów, który torturował chłopca rozbierając go nieznośnie wolno.
- Ależ po co ten pośpiech, przed nami pół dnia oraz cała długa noc, nie musimy się z niczym śpieszyć, wręcz powiedziałbym, że pośpiech jest tu nie wskazany drogi Harry - szepnął seksownie SS.
- A jeśli za chwi... - spróbował coś powiedzieć Harry, lecz reszta zdania ulotniła się z jego głowy, gdy Snape opuszkami dwóch palców przesunął po jego kręgosłupie. Następnie równie powoli co wcześniej, zaczął przesuwać palce po bokach chłopca, by w końcu położyć je na jego kroku, lekko go masując i w końcu mocniej ścisnąć. Harry jęknął i mimowolnie wypchnął biodra w kierunku Severusa, który złośliwie zaczął się cofać.
- Po co ten pośpiech, jak już mówiłem, mamy dużo czasu, także zapewniam pana panie Potter, że jak z tobą skończę, to nie będziesz miał na nic siły, także albo się uspokoisz albo przywiążę się, co ty na to Harry? - zapytał szeptem Ślizgon, co spowodowało, jeszcze większe pobudzenie Gryfona.
Harry raz jeszcze pocałował Severusa, nie przebywał z nastolatkiem, tylko z dorosłym mężczyzną, poczuł dreszcze i już wiedział, co robić. Zaczął się ocierać o Severusa i błądzić rękami w okolicach jego podbrzusza, jednocześnie całując go dość agresywnie.
- Niech wybaczy pan ten pośpiech, profesorze - powiedział cicho do jego ucha, po czym zaczął pieścić językiem jego szyję.
- Czy ja ci czegoś nie powiedziałem, ty nieznośny chłopcze? - zapytał Ślizgon, łapiąc Harry'ego za nadgarstki i ciągnąc w stronę łóżka.

Potter pozwalał się prowadzić, uśmiechając się przy tym drapieżnie, jednak nagle ziemia wyszła mu na spotkanie i całkiem nieelegancko rozkwasiła Gryfonowi nos. Oniemiały Severus stanął nad Potterem i stwierdził, że Potter nadaje się wyłącznie do łóżka... szpitalnego.
- Potter, Potter - Mistrz Eliksirów pochyli się nad zemdlałym chłopakiem - no tak wy Gryfoni do niczego się nie nadajecie.
- Niebrafta - wybełkotał nagle Harry łapiąc Severusa za szaty i paćkają przy tym wszystko wokół swoją krwią. - Nie jestem Gryfonem, ha, ha, ja nawet nie jestem Botterem, ha, ha, haaaa!
Severus uderzył chłopaka w głowę świecznikiem, a gdy ten ponownie zemdlał, wyciągnął z jego ubrań zielone, oryginalne stringi.

Rpzdział 4: Stonoga!(4)
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Poprzednia strona

Powrót do Tasiemce

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron